Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2018. Polska - Senegal. Henryk Kasperczak: Szamani nie pomogą, Lewandowski większy niż Mane

- I Polska, i Senegal, lubią grać kontratak. Tu nie będzie dominacji, będzie wymiana szybkich ciosów. Wygramy, a pociągnie nas Robert Lewandowski. To większy lider niż Sadio Mane - mówi Henryk Kasperczak przed meczem Polska - Senegal. Były selekcjoner kadry Senegalu przedstawia ten zespół, opowiada też o dziwnych praktykach i szamanach. Relacja na żywo z meczu we wtorek o godz. 17 w Sport.pl
Od lewej: Sadio Mane , Cheikh Mbodj , Khadim N Diaye podczas treningu przed meczem Polska - Senegal. Od lewej: Sadio Mane , Cheikh Mbodj , Khadim N Diaye podczas treningu przed meczem Polska - Senegal. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Łukasz Jachimiak: Egipt 0:1 z Urugwajem, Maroko 0:1 z Iranem, Nigeria 0:2 z Chorwacją, Tunezja 1:2 z Anglią - afrykańskim drużynom na mundialu w Rosji nie idzie. I nie zacznie? Czy jednak trzeba się obawiać, bo może rację mają ci, którzy twierdzą, że Senegal jest najmocniejszy z tych zespołów?

Henryk Kasperczak: Moim zdaniem najsilniejsza jest Tunezja. Już w meczach towarzyskich przed mistrzostwami potwierdzała dobre przygotowanie, m.in. zremisowała z Portugalią i minimalnie przegrała z Hiszpanią [0:1], rozgrywając dobry mecz. A w poniedziałek była bardzo blisko uzyskania remisu z Anglią.

Jest żal, że mundial ogląda Pan jako kibic, a nie trener Tunezji?

- Już tyle lat jestem w piłce, że rozumiem sytuację. Po prostu takie jest życie trenera. W Pucharze Narodów Afryki doszliśmy do ćwierćfinału, w eliminacjach MŚ dotarliśmy do ostatniej fazy i po dwóch z sześciu meczów mieliśmy komplet punktów, ale federacji do zwolnienia mnie wystarczyło, że się potknęliśmy w towarzyskich meczach z Kamerunem i Marokiem, przegrywając je po 0:1. Nie liczyło się, że wystąpiliśmy w mocno osłabionym składzie, a grę i tak pokazaliśmy niezłą. Czas dla tunezyjskiej piłki był bardzo zły, na ligowych meczach cały czas były awantury, premier kraju wzywał do siebie prezesa federacji, ta była krytykowana tak jak u nas kiedyś PZPN. Dlatego od reprezentacji wszyscy oczekiwali, że będzie wygrywała każdy mecz, żeby ta agresja chociaż na chwilę malała. Trudno, Tunezja ma nowego trenera i życzę mu powodzenia.

Papiss Sise  podczas treningu przed meczem Polska - Senegal. Papiss Sise podczas treningu przed meczem Polska - Senegal. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Senegal prowadził Pan w latach 2006-2008. Z czym on się Panu kojarzy?

- Najbardziej z bardzo dobrym pokoleniem, które w 2002 roku dotarło do finału Pucharu Narodów Afryki i do ćwierćfinału mundialu. Z częścią zawodników z tamtej kadry pracowałem, na przykład z El Hadjim Dioufem, którego Liverpool wykupił z Lens za bardzo duże pieniądze.

Po tamtym mundialu Senegalczycy stali się gwiazdami, ale chyba miało to złą stronę, bo i federacja nie była gotowa na zarządzanie sukcesem, i piłkarze poczuli się zbyt wielcy?

- Na pewno nie pracowało się tam łatwo.

Również przez czary, o których niedawno wspomniał Pan w rozmowie z francuską gazetą "Les Echos", wywołując złość Senegalczyków?

- Nie powiedziałem niczego sensacyjnego. Senegal jak wszystkie kraje Czarnej Afryki ma swoje tradycje i obyczaje. Oni są zabobonni, wierzą w pewne rzeczy, które nam się wydają dziwne.

Z Pana drużyną na mecze jeździł szaman?

- Wtedy szamana na mecze nie woziliśmy, ale słyszałem, że teraz federacja zadbała o to, żeby szaman poleciał z zespołem do Rosji.

Ale szamani próbowali  Panu wybierać zawodników do kadry?

- Podpowiedzi były, chociaż w Senegalu niczego takiego nie pamiętam. W Wybrzeżu Kości Słoniowej miałem takie zgrupowania, na których różni szamani próbowali mi podpowiadać, kogo mam wybrać do gry. Cóż, takich rzeczy po prostu się nie bierze pod uwagę. Jeśli ci ludzie rozmawiali sobie z zawodnikami i z nimi działali, to w porządku. Ale ja im na pewno nie podlegałem.

Sadio Mane podczas treningu przed meczem Polska - Senegal. Sadio Mane podczas treningu przed meczem Polska - Senegal. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Smażenie żywego kurczaka po to, by zrobić maść dla zawodników na kolana i kostki to Pana najdziwniejsze wspomnienie z Senegalu?

- Ogólnie z Afryki mam dziwniejsze. Jak przyjechałem pracować do Wybrzeża Kości Słoniowej, a to była moja pierwsza pracz z afrykańską reprezentacją, to minister sportu mnie poprosił, żebym mu pomógł stworzyć system premii dla drużyny. Na spotkaniu przekazał mi kartkę z ostatnich mistrzostw Afryki. Spojrzałem i się zdziwiłem, bo na samej górze były nazwiska, których nie znałem. Było ich dużo, aż 10. Zapytałem więc ministra, co to za piłkarze, a on odpowiedział, że to są szamani. Okazało się, że oni też są uwzględniani przy wypłacaniu premii za wyniki.

Śledził Pan Senegal w ostatnim czasie, choćby w eliminacjach mundialu?

- Tak, prowadziłem Tunezję, ale oglądałem też wiele innych spotkań. Senegal był lepszy niż Burkina Faso, a to jest bardzo dobry zespół, półfinalista Pucharu Narodów Afryki [zdobywca trzeciego miejsca w PNA 2017]. Ta drużyna była faworytem, Senegal w mistrzostwach kontynentu doszedł do ćwierćfinału. W tej grupie grała też ekipa RPA, a Senegal nie miał żadnej porażki.

W przedmundialowych sparingach nasz rywal chyba nie prezentował się dobrze?

- Rzeczywiście długo to nie wyglądało optymistycznie, był nawet bezbramkowy remis z Luksemburgiem. Ale dwa ostatnie mecze przed mistrzostwami świata - 1:2 z Chorwacją i 2:0 z Koreą Południową - już im nieźle wyszły, widziałem i słyszałem, że była zdecydowana poprawa.

Dla kibiców Senegalu Polska to przede wszystkim Robert Lewandowski, a dla Polaków Senegal to zwłaszcza Sadio Mane. Co Pan powie o Senegalczykach, poza tym, że as Liverpoolu rzeczywiście jest z nich najlepszy?

- W tej chwili jest tam nowa, bardzo dobra generacja. Myślę, że na miarę tej z 2002 roku. Ci zawodnicy są bardzo ambitni, mają już dobrą pozycję w piłce klubowej i wiedzą, że mogą swoją renomę jeszcze zwiększyć. Słyszę też, że bardzo chcą osiągnąć coś wielkiego razem. Wtedy na mundial przyjechali ludzie nieznani, którzy się wypromowali. Teraz kilku o tym marzy, a kilku już gra w dobrych klubach, kilku już znamy jako zawodników bardzo wartościowych. To Kalidou Koulibaly z Napoli w obronie, Keita Balde z Monaco w ataku, w pomocy jest Idrissa Gueye, który regularnie gra w Evertonie, jest bardzo pewny Cheikhou Kouyaté z West Hamu, jest też grający w Anglii Badou Ndiaye [w styczniu przeszedł z Galatasaray do Stoke]. To zespół bardzo wymagający, szybki, atletyczny, ale i dobry technicznie.

Oni lubią grać szybki atak, my też najlepiej czujemy się w kontrach. Jak ten mecz będzie wyglądał?

- Rzeczywiście i Polska, i Senegal, lubią grać kontratak, na pewno obie drużyny stworzą sobie w ten sposób okazje. Tu nie będzie dominacji jednych albo drugich, nie będzie dużej różnicy w posiadaniu piłki. Raczej będzie wymiana szybkich ciosów. Wierzę, że nasze będą skuteczniejsze.

Myśli Pan, że wyjdziemy na ten mecz bez bojaźni? Że nie nastawimy się zbyt defensywnie?

- Tu się nie można bać! My jesteśmy faworytem. Trzeba wyjść i zagrać swoje. Nie wolno się nastawiać na remis, to nie wypali. Moim zdaniem wygramy, a do zwycięstwa pociągnie nas Robert Lewandowski. Niektórzy niesłusznie zaczęli go nie doceniać. A to jest fantastyczny piłkarz, który ma już bardzo duże doświadczenie i wielką wolę walki. Dla mnie jest większym liderem niż Mane.

Często mówimy o liderach na boisku, a chyba warto zauważyć podobieństwa między trenerami? Obaj byli na mundialach jako zawodnicy. Adam Nawałka nie miał łatwego startu jako nasz selekcjoner, ale zapracował sobie na duży szacunek. Z kolei Aliou Cisse już od trzech i pół roku prowadzi swoich rodaków, a przecież wciąż jest tak, że czołowe zespoły z Afryki mają raczej zagranicznych szkoleniowców.

- No tak, teraz jeszcze tylko Tunezyjczycy postawili na swojego trenera. Cisse ma mocną pozycję właśnie dlatego, że grał w tej drużynie z 2002 roku, a nawet - chociaż nie był tam gwiazdą - pełnił funkcję kapitana. On po prostu ma cechy przywódcze.

Zaczęliśmy od słabości afrykańskich drużyn, to i pytaniem o nią zakończmy. Z czego ona wynika?

- Moim zdaniem drużyny z Afryki mają za mało kontaktów z drużynami spoza kontynentu. Grają przeważnie między sobą, a w Afryce tylko kilka drużyn prezentuje wysoki poziom, więc możliwość rozwoju jest ograniczona, kiedy często gra się z przeciętnymi rywalami. Więcej kontaktów z Europą i Ameryką Południową skutkowałoby większym doświadczeniem i większą pewnością siebie.

Bądź na bieżąco z mundialem. Wszystkie najważniejsze i najciekawsze informacje

Więcej o: