Mundial 2018. Polska-Senegal. O trzydziestu dniach, które nie wstrząsnęły krajem. Mecz już dzisiaj

Polska, dawaj! I dała: uczucie, że pierwszy mecz mistrzostw przychodzi w porę, a drużyna nie zaczęła się kruszyć jeszcze przed startem. To już dużo po ostatnich polskich mundialach.
Polska Polska BARTOSZ BOBKOWSKI

Polska 2002 i 2006: może po prostu za słaba na MŚ. Ale też nie umiała sobie pomóc

Gdyby wziął Iwana. Gdyby wziął Dudka z Frankowskim. Gdyby był większy sztab. Gdyby Tedzon nie było taką twierdzą. Gdyby premier Marcinkiewicz nie wpakował się do szatni przed Ekwadorem. Gdyby był jeszcze tydzień na odpoczynek przed startem mocnych przygotowań. Gdyby nie zupki Knorra. Gdyby nie książka trenera. Gdyby piłkarze pamiętali, czego nie robić, gdy Ekwador wyrzuca auty.

Reprezentacja zaczyna dziś szósty wielki turniej od 2002. Trzy mundiale, przeplatane trzema mistrzostwami Europy. Nie było w historii polskiej piłki intensywniejszych kilkunastu lat jeśli chodzi o starty, chyba żeby na upartego dorzucić do lat 70. turnieje olimpijskie, ale one jednak z mistrzostwami Europy nie mogą się równać. Nie było też bardziej obfitych lat niż te ostatnie, jeśli chodzi o wymówki, gdybanie i rozczarowania. Zwłaszcza w mundialach, na które Polska w XXI wieku dojeżdżała słabsza niż była w eliminacjach, z drużynami zmęczonymi sobą, ze złymi wrażeniami z ostatnich sparingów, z rysami po ryzykownych powołaniach. To były drużyny dla świata dość anonimowe, zwłaszcza ta z 2006. Być może po prostu były za słabe na mundial. Ale też na ostatniej prostej do mundialu sobie nie pomogły. Oczekiwania rosły, impet malał.

nawałka
nawałka FOT. KUBA ATYS

Długa podróż Adama Nawałki

Dziś o 18 premiera tego, co na mundial przygotował Adam Nawałka. Pierwszy trener, który w niewiele ponad dwa lata mógł poprowadzić Polskę w dwóch wielkich turniejach. Nie musiał niczego burzyć od Euro 2016, zaczynać od nowa, przepracowywać wielkich traum. Udoskonalał, zarządzał kryzysami, przebudowywał, wstrząsał - tak. Ale to była ciągle ta sama podróż, bez wielkich wolt. Również na tej wspomnianej ostatniej prostej.

Bardzo długiej ostatniej prostej, bo Polska gra z Senegalem po 30 dniach od zbiórki w Juracie. Przez ten czas Nawałka i jego wielki sztab balansowali cały czas na krawędzi: mieć piłkarzy jak najdłużej dla siebie, ale tak żeby się nie zmęczyli ani sztabem ani sobą nawzajem. Zrobić z nimi jak najwięcej, ale ich nie zajechać. W ostatnich dniach jeśli im trener jeszcze coś dokładał, to już tylko czas, który mieli spędzać na odpoczynku. I sugerował, dość wyraźnie, żeby już nie udzielali żadnych wywiadów, tylko oczyszczali głowy przed startem.

Gdyby zebrać wszystkie strachy o reprezentację z tej chwili, gdy się kadra zbierała w Juracie, byłaby spora kolekcja. Czy Kubę Błaszczykowskiego można w ogóle brać pod uwagę do podstawowego składu na Senegal. Czy Arkadiusz Milik wytrzyma 45 minut intensywnej gry. Czy Grzegorz Krychowiak będzie w stanie zapomnieć o dwóch nieudanych sezonach w Paryżu i West Bromwich. Czy Robert Lewandowski zapomni o odchodzeniu z Bayernu.

Dziś mecz Polska - Senegal. Nz. trening reprezentacji Polski przed meczem Dziś mecz Polska - Senegal. Nz. trening reprezentacji Polski przed meczem Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Pewności nie ma. Ale strachów ubyło

Minęło 30 dni. I nikt nie może powiedzieć z całą pewnością, że ta drużyna nie da się Senegalowi. Ale nie może też powiedzieć, że strachów przybyło, że drużyna jest słabsza niż była w eliminacjach, że zmarnowała entuzjazm, odcinała kupony, pompowała balonik - czy cokolwiek jeszcze jest do wyboru w tym zestawie.

Nie, to był po prostu dobrze wykorzystany miesiąc. Nawet więcej - dobrze wykorzystane pół roku, podczas którego piłkarze wracali do pełni zdrowia (Błaszczykowski, Milik), wychodzili z potężnych kryzysów (Łukasz Teodorczyk), udanie debiutowali w kadrze (Dawid Kownacki), oswajali się z wielką ligą (Jan Bednarek), dobrze wybierali kluby (Thiago Cionek). I tak dalej. Zdarzył się jeden poważny kryzys, losowo: padło na Kamila Glika i jego bark. Ale udało się i tu ograniczyć szkody. Szkody dla barku, dla Glika i dla grupy. A na finiszu trener mógł jeszcze zrobić pokazówkę z zaproszeniem Kamila na przedmeczowy trening na stadionie. Tak żeby rywal musiał się jeszcze trochę pogłowić w ostatnią noc przed meczem.

Górą będzie nie ten, kto ma więcej gwiazd. Tylko kto lepiej ukryje ograniczenia

Te ostatnie 30 dni to czas, kiedy można wiele zrobić, ale też wiele zepsuć. Zarządzić lepsze, które się okaże wrogiem dobrego. Przed Euro 2008 i 2012 polska kadra oddała piłkarzy w ręce zagranicznych specjalistów od przygotowania fizycznego, bo wtedy wszyscy myśleli, że tak jest nowocześnie. A Robert Lewandowski mówił niedługo przed Euro 2012, że jak Franciszek Smuda jeszcze dorzuci do pieca w treningach, to on będzie po schodach wchodził tyłem. Nie wspominając o tym, jak w ostatnich godzinach przed Euro 2012 dopełniano formalności, żeby występ Sebastiana Boenischa, Eugena Polanskiego i Damiena Perquisa nie skończył się walkowerem.

W Juracie, Arłamowie i Soczi było, porównując do tamtych czasów, bardzo normalnie. I bez narzekania, choć pod koniec odliczania już nerwowo. A teraz Polska wreszcie zaczyna turniej, w którym przez pierwsze dni regułą było, że niemal każdego w meczu z każdym stać na wszystko. Trzeba mieć tylko dobry plan, lubić wspólne poświęcanie się, zajmować się tym, co tu i teraz, a nie tym co w następnych rundach (Brazylio, Argentyno, Joachimie Loewie), mieć piłkarzy, którzy dadzą impuls, przełamią jednostajność, czyli pułapkę w którą wpadło wielu faworytów, mieć dopracowane stałe fragmenty gry. Może zespoły z Afryki były do tej pory wyjątkiem od reguły, że każdy w MŚ 2018 może wszystko. Ale Tunezja jednak potrafiła przeczołgać Anglików, zanim wyrwali zwycięstwo. A Senegal wydaje się najmocniejszą drużyną z tego kontynentu. I dość odporną na ataki ze stałych fragmentów gry, a po nich drużyny z Afryki traciły w Rosji wszystkie gole. Dość odporną, jeśli oczywiście sparingi oraz mecze o punkty z dość słabymi rywalami są jakąś podpowiedzią. Spotykają się w Moskwie dwie drużyny, które mają swoje gwiazdy, ale mają też ograniczenia. I górą będzie ta, która była tych ograniczeń bardziej świadoma i lepiej je potrafiła zamaskować. Jak dobrze, że można wreszcie powiedzieć: sprawdzamy.