Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2018. Polska - Senegal. Sadio Mane to zaprzeczenie stereotypu gwiazdy, a do Rosji przyjechał spełnić chłopięce marzenia

Nie jest typowym liderem, ale na boisku wiele od niego zależy. "Wstydliwy, nieśmiały, sukces nie przewrócił mu w głowie" - słyszymy pytając o Sadio Mane. Gwiazda Senegalu i zarazem zwykły chłopak, właśnie od MŚ w 2002 roku wziął się za poważną piłkę. Wpłynęły na to sukcesy reprezentacji. Teraz sam może przejść do historii. Pierwszym krokiem na tej drodze jest mecz z Polską (godz. 17., relacja na żywo w Sport.pl i aplikacji Sport.pl LIVE!)

Życie chłopca dorastającego w Bambali, małej wiosce na południu Senegalu nie było łatwe. Zbytnio jednak nie różniło się od tego wiedzione przez rówieśników. Biedna wielodzietna rodzina, brak środków na edukację - standardowa historia, w której codziennością dla większości była wtedy ulica. Na szczęście dzieciaki biegały po niej za kawałkiem nadmuchanej skóry. Biegał też trzyletni Mane. Podejście do tej zabawy zmieniło się u niego w 2002 roku, gdy w telewizorze emocjonował się sukcesami Lwów Terangi na MŚ. Aliou Cisse, Laminne Diata czy El Hadji Diouf pokonali wtedy Francję, wyszli z grupy, dotarli do ćwierćfinałów. Serca w 14 milionowym państwie biły szybciej. W kraju nie mówiło się o niczym innym, a Mane dzięki temu bodźcowi o piłce zaczął myśleć poważniej.

Inspirował i uczestniczył w piłkarskich turniejach między chłopakami z różnych części swego regionu, ponoć był tam najlepszy.

Składka na pomoc miłośnikowi piłki

Determinacja w rozwijaniu swego niewątpliwego talentu, pomoc finansowa mieszkańców, poświęcenie rodziców i wujka sprawiły, że ostatnie grosze Bambali poszły na wyjazd Mane do Dakaru. Na normalne buty i spodenki już nie starczyło. Ale gdy Sadio zaprezentował się tylko przed trenerami miejscowej drużyny, nikt jego stroju już nie wyśmiewał.

Błyskotliwy chłopak trafił do akademii Generation Foot (afrykańskiego partnera FC Metz) skąd po pięciu latach droga na zaplecze Ligue 1 była już prostsza. Wcześniej przeszedł ją też m.in. Papiss Cissé, a dzięki szkoleniu w Metz wybił się np. Emmanuel Adebayor. Jednak Mane na ich tle już błyszczy, a wydaje się, że jeszcze sporo przed nim.   

Dalsze jego losy to Red Bull Salzburg, Southampton, a od 2016 roku Liverpool, trzy kluby i szybki awans w 4 lata. Ostatnio też finał Ligi Mistrzów zakończony golem. Wokół niego dzieje się wiele, on pozostaje taki sam.

Wstydliwy, nieśmiały, przeciwieństwo gwiazdy

- Jest wstydliwy, nieśmiały, nie mówi dużo. Sukces nie przewrócił mu w głowie. To przeciwieństwo stereotypu piłkarza gwiazdy. Dla kolorowych gazet wręcz ktoś nudny -  mówi nam Cheikh Diaho z kanału TFM.

-Nikt nigdy nie widział go na imprezie czy dyskotece. Trudno zobaczyć go z jakąś dziewczyną. Jak jest w Senegalu nawet nie bardzo można to odnotować. Nie siedzi w Dakarze tylko jedzie do swojej rodzinnej wioski - dodaje Babacar Gnige - relacjonujący rosyjski mundial dla kilku senegalskich gazet.

Gdy pytam przyjezdnych z Afryki o Mane, reakcja jest zawsze podobna - uśmiech na twarzy, lawina komplementów i na koniec duma. 26-latek jest chyba najlepszą wizytówką jaką obecnie ma to państwo.

- No bo widzisz dziś o Bambali, o którą też mnie pytałeś, wie już może pól Europy, a on jest jej okrętem flagowym, całego Senegalu zresztą też - wyjaśnia Cisse Bacary - z dziennika "Record". Ma rację. Na pytanie jaka z innych postaci najszybciej kojarzy mi się z Senegalem odpowiadam - Youssou N'Dour. Kompozytor i piosenkarz, który raczej największy europejski hit (7 seconds) ma już za sobą. Mene jeszcze kilka ważnych bramek raczej strzeli.

- A wiedziałeś, że w Liverpoolu obecnie najlepiej sprzedają się koszulki Gerarda i Sane? - próbuje nakreślić mi skale uznania dla swego rodaka Mamadou Seck.

- Ten pierwszy to przecież ikona klubu, a Sadio gra tam od niedawna. To pokazuje jak ważną i docenianą stał się postacią. To klub w którym grali Dalglish, Torres, Fowler, Owen, a teraz to o nim jest najgłośniej - kontynuuje lekko rozemocjonowany.

Najwyraźniej i Youssou N'Dour i Mane przebojem wdarli się do świadomości ponadkontynentalnej publiczności, tylko że Sadio na więcej niż  siedem sekund.

Być kapitanem?

Mane przez swój charakter i sposób bycia zyskuje wiele. Może też jednak kilka raczy traci. Introwertyzm, nieśmiałość, wstydliwość to nie są cechy charakteryzujące boiskowego przywódcę. Mane jest najdroższym i najlepszym piłkarzem Senegalu, ale nie jest jego kapitanem. Przynajmniej na razie.

- To nie on krzyczy podczas meczów na zawodników. Jest spokojny, ale dla mnie powinien mieć opaskę. Tak to jest w wielkich drużynach, że ich boiskowymi przywódcami są najważniejsi piłkarze -  dzieli się swoimi przemyśleniami Babacar Gnige. Czy gdyby Mane był urodzonym przywódcą ekipa Senagalu byłaby silniejsza?

Na to pytanie gościom z Afryki trudniej odpowiedzieć. Być może jednak nadchodzi taki moment, że by zacząć realizować marzenia z Bambali, trzeba wejść na poziom wyżej. Podpowiedzieć jednemu, krzyknąć na drugiego, pobudzić obrońcę. Na mundialu sam Mane meczu nie wygra.

Historia zatacza koło

Wpatrujący się w ekran telewizora 10 letni Sadio zachwycał się podczas MŚ 2002 m.in. dowodzącym drużyną Aliou Cisse, obecnym trenerem reprezentacji. Cisse był wtedy kapitanem, a jego zdolności przywódcze i motywacyjne pomagały drużynie m.in. w starciu z Francuzami, Szwecją czy Senegalem. Do tej pory to jedna z najważniejszych dla senegalskiego futbolu postaci.

- Osoba z charakterem. Konkretny, czasem ostry, ma osobowość. Potrafi wpłynąć na chłopaków. Wpaja im do głów nieustępliwość i walkę - charakteryzował go już jako trenera, Benoit Badiane z radia RTS. Cisse 16 lat temu odniósł sukces, a przy okazji natchnął Mane. Teraz te dwie rzeczy może powtórzyć.

Bądź na bieżąco z mundialem. Wszystkie najważniejsze i najciekawsze informacje