Droga do Rosji. Stanisław Czerczesow - car, który trzyma w rękach mundialowy los Rosji

Stanisław Czerczesow nie traci humoru. Wciąż uśmiecha się szeroko i rzuca bon motami, choć powodów do śmiechu nie ma. Od rana do nocy siedzi w gabinecie numer 602 i szuka odpowiedzi na mnożące się pytania. Tylko Sport.pl zaprosił do centrum dowodzenia Sborną.
Moskwa Moskwa Sebastian Staszewski

Stół był wielki, tak wielki, że bez trudu mogłoby obradować przy nim osiem osób. Obok stał tylko jeden fotel; nie był to jednak fotel zwykły - bliżej mu do tronu. Codziennie od dwóch lat zasiada w nim car-selekcjoner Stanisław Czerczesow. Przed nim w gabinecie numer 602 na Narodnej 7 urzędowali Guus Hiddink, Fabio Capello czy Leonid Słucki. Teraz rządzi tam były trener Legii Warszawa, każdego dnia po kilkanaście godzin. Siedzi i szuka odpowiedzi na woprosy, pytania, bo przecież - jak zwykł powtarzać - "problemy" dla niego nie istnieją.

Na stole leżą dwa telefony, trzy piloty od trzech wielkich telewizorów, kilka długopisów z logiem Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej, gumka i srebrne kopiejki. Jest też stos notatek. W jednym zeszycie wypisany skład CSKA Moskwa, w innym nazwiska piłkarzy przekreślone ołówkiem, są też raporty InStat. Nieco z boku leży bordowy paszport. Rosyjscy kibice żartują czasem, że latem okaże się do czego będzie potrzebny. Bo może przydać się albo do wyjazdu w chwale do wymarzonej Bundesligi, albo do ucieczki przed rozjuszonymi kibicami Sbornej. - U mnie nic się nie zmieniło. Pracuję tak samo jak dwa lata temu. Moim zadaniem nie jest przecież przygotowanie stadionów, tylko zapełnienie ich kibicami na meczach reprezentacji Rosji - tłumaczy Sport.pl Czerczesow, który tylko nas zaprosił za drzwi gabinetu numer 602.

Przełamać stereotypy

Z taką powierzchownością bez trudu mógłby być bohaterem "Ojca chrzestnego". Ogolona na łyso głowa, ciemne okulary, wypuszczona niechlujnie koszula z kilkoma odpiętymi guzikami, które odsłaniają złoty łańcuch. Kiedy wchodzi do kawiarni w centrum Moskwy, znad gazet i telefonów przyciąga wzrok większości gości. Jego krok jest tak pewny, że budzi respekt od pierwszego spojrzenia. Image bonza z filmów o włoskiej mafii znika w ego królestwie. Tam Czerczesow ma na sobie ciemne jeansy i granatowy golf. Pije herbatę i ogląda dziesiątki meczów. Tak jak wszyscy Rosjanie z niecierpliwością czeka na mistrzostwa świata, choć na jego życie nadchodzący turniej wpłynie nieco mocniej, niż na życie przeciętnego grażdanina.

- Mundial to szansa nie tylko dla nas, ale i dla świata. Na to, aby się poznać, aby porzucić uprzedzenia i stereotypy. Cieszę się, że ludzie przyjadą i zobaczą nasz kraj. Bo my wciąż się zmieniamy, idziemy w dobrą stronę, modernizujemy się. Powiem tak: Rosja wchodzi w nową erę - mówi niczym wytrawny dyplomata. - W erę bardziej europejską? - dopytuję. - Niet, bo my żyjemy po swojemu. Nie jesteśmy zamknięci na świat, widzimy co jest dobre, a co złe. I te dobre wzory bierzemy do naszego życia, sportu, nauki, przemysłu. Ale z Rosji nikt nie zrobi Włoch, tak jak nikt nie zrobi z Polski Niemiec. Chronimy naszą odmienność - dodaje.

To nie on odpowiedzialny jest za budowę stadionów, ale w ostatnich miesiącach dwoi się i troi niczym majster na pełnej usterek budowie. - Rosja ogłosiła już gotowość w terminie wskazanym przez FIFA. Podróżowałem po kraju i widziałem, że prawie wszystkie obiekty są przygotowane, na wszystkich odbyły się już mecze. Każdy jest inny, każdy ma w sobie coś wyjątkowego. Plan jest zrealizowany - chwali się. Dużo więcej znaków zapytania stoi przy planie, którego jest twórcą. Planie, aby nadchodzące lato nie było dla Rosjan pełne wstydu.

Moskwa Moskwa Sebastian Staszewski

Chodź pod prysznic, skręcę ci kark

Czerczesow urodził się w Osetii. Mówią tam, że ludzie z Kaukazu nie dają sobie dmuchać w kaszę. W Legii przekonał się o tym Aleksandar Prijović, który po pierwszej niesubordynacji został wyrzucony do rezerw. W Rosji Czerczesow też bywa bezwzględny. I to nawet jeśli cierpi na tym Sborna. Pierwszym skreślonym - bez szans na czyściec - został Igor Denisow. Lider Lokomotiwu Moskwa i klubowy kolega Macieja Rybusa kilka lat temu chciał dowodzić zespołem stołecznego Dynama. Ale miał pecha, bo trafił na "komandira", jak przed laty sam nazwał siebie podczas rozmów z szefami Kaiserslautern Czerczesow. Poszło o syna, ale nie Czerczesowa, a Arkadija Rotenberga, jednego z najbogatszych Rosjan, szefa klubu. Kilka występów pierworodnego, Borysa, tak rozsierdziło Denisowa, że bezpardonowo skrytykował trenera, którego oskarżył o wystawianie chłopaka ze względu na pozycję ojca. Czerczesow wpadł w szał. Według jednej z wersji wyzwał Denisowa na "solo". Według innej zaprosił piłkarza pod prysznic, gdzie zapowiedział, że "skręci mu kark". Gdy opiekun rosyjskiej kadry słyszy nazwisko gwiazdy Loko, oczy zaczynają mu płonąć. Marszczy czoło, napina mięśnie. Wygląda jak gotowy do ataku niedźwiedź. - Nie będę dyskutował o tych, których nie ma! Po co o niego pytasz? Jest w Sbornej? Nie. To nie ma jego tematu  - Czerczesow aż krzyczy.

Podpadł mu nie tylko Denisow. Trenerowi nie spadało się także poczucie humoru dwóch gwiazd Zenita Sankt Petersburg Aleksandra Kokorina i Artioma Dziuby. Obaj po przegranym meczu z Meksykiem zrobili zdjęcie na którym naśmiewali się z wąsów trenera. I obaj trafili na czarną listę. Przewinienie było jednak mniejszego kalibru, niż Denisowa. Krótsza była też kara. Gdy sytuacja Sbornej zaczęła się komplikować, Kokorin i Dziuba wrócili. Na mundial pojedzie jednak tylko ten drugi, bo Kokorin tuż przed turniejem zerwał więzadła krzyżowe.

Na mistrzostwach nie wystąpią także bracia Aleksiej i Wasilij Bierezuccy, którzy ogłosili koniec reprezentacyjnych karier. Mniej oficjalna wersja mówi, że zrobili to, bo nie wyobrażali sobie współpracy z Czerczesowem. - Rozmawiałem z nimi, ale nie byli gotowi, aby pomóc. Tak mi powiedzieli. Chciałem ich, dałem im szansę na grę na mundialu, ale decyzja należała do nich - tłumaczy selekcjoner. Udało mu się za to namówić na powrót do kadry weterana, niemal 39-letniego Siergieja Ignaszewicza, który w trybie awaryjnym wzmocnił środek obrony, który przetrzebiły urazy Wiktora Wasina, Gieorgija Dżikiji i Rusłana Kambolowa.

Plan B, a nawet C

Nie tylko Czerczesow gotuje się przed inaugurującym turniej meczem z Arabią Saudyjską. Cała Rosja z nadziejami, ale i wielkimi obawami, czeka na rozpoczęcie mistrzostw. Plan, który ma uchronić Sborną przed kompromitacją, Czerczesow i jego asystenci skrywają na kilku kolorowych tablicach w dwóch pokojach. Do drugiego wstęp mają tylko oni i prezes federacji Witalij Mutko. To właśnie tam zapadła decyzja o porzuceniu forsowanej przez byłego szkoleniowca Legii taktyki 3-5-2, która była jego idée fixe. Kłopoty zdrowotne kolejnych piłkarzy popchnęły Rosjanina do zmiany koncepcji i powrotu do gry w ustawieniu z dwoma stoperami. - Nie ma piłki nożnej bez kontuzji. Musimy dostosować się do sytuacji. Z Hiszpanią czy Francją graliśmy bez kilku piłkarzy i mogliśmy obserwować, jak reagowali ich koledzy - mówi i dodaje: "Mieliśmy grać trzema stoperami, ale straciliśmy zawodników. Musiałem popatrzeć na to, co dla nas najlepsze. Tamta taktyka to był mój pomysł, z Legią grałem tak na przykład przeciwko Brugii. W Rosji to żadna nowość. Ale gra czterema obrońcami też nie będzie rewolucją. Testowaliśmy to nawet, kiedy zdrowi byli Wasin i Dżikija. Teraz to doświadczenie nam się przyda. Zawsze mam plan B, a nawet C!".

Moskwa Moskwa Sebastian Staszewski

Gabinet 602

Za drzwiami gabinetu 602 cisza nie zapada. Najpierw zagląda tu Nikita Simonian, mistrz olimpijski z Melbourne, legenda radzieckiego futbolu. Z Czerczesowem wita się "na misia". - W tym pokoju widziałem Hiddinka, Capello, Słuckiego. Wszyscy to profesjonaliści, ceniłem szczególnie Fabio. Ale żaden z nich nie siedział tu tak długo jak - zapewnia nas Simonian. Chwilę po nim pojawia się Władimir Panikow, asystent Czerczesowa, który pracował z nim także w Legii. Nie wie ile może powiedzieć, mówi więc szeptem: "Musimy pojechać z nim porozmawiać, umówię termin na wtorek, będziesz miał czas?". Chwilę po wyjściu Panikowa dzwoni jeden z telefonów Czerczesowa. To kolega z Austrii. Trener przechodzi więc na płynny niemiecki, choć wciąż z rosyjskim akcentem. - W Legii pracowałem tak samo, na siedziałem tam cały czas. Tak ma być. Skoro nie mam piłkarzy na co dzień to muszę sprawić, aby chociaż w mojej głowie byli ze mną cały czas - tłumaczy i wskazuje palcem na jeden z telewizorów na którym leci mecz CSKA z Krasnodarem. - Wczoraj byłem tam na stadionie, ale dziś znów to oglądam. Trzeci raz - mówi jakby na potwierdzenie wcześniejszych słów.

To jednak nie panoramiczne telewizory robią w gabinecie 602 największe wrażenie. Na przeciwległej ścianie wisi osiem zdjęć. Na jednym z nich Czerczesow ściska rękę Simoniana, na drugim pozuje do fotografii z selekcjonerem reprezentacji Niemiec Joachimem Loewem, na trzecim stoi z prezydentem Mutko. Kolejne cztery zdjęcia przedstawiają Czerczesowa cieszącego się ze zdobycia albo mistrzostwa, albo Pucharu Polski. Jakby mało było legijnych akcentów, na wieszaku wisi także słynna już smycz Legii, którą Czerczesow zostawił sobie jako pamiątkę z Warszawy. - Nie zdejmę jej aż do finału - powiedział kiedyś w żartach.

Nie ma Salaha, Ale jest Suarez!

Mecz CSKA z Krasnodarem dobiegł końca. W filiżance zabrakło też herbaty, którą trenerowi przyniósł wcześniej Władimir Panikow (a nie sekretarka). Czerczesow ma dziś jeszcze kilka spotkań. Regularnie jeździ na obiekty treningowe Dynama z których korzysta reprezentacja, dogląda hotel, nieustannie konsultuje się z lekarzami. Wszystko po to, aby 14 czerwca Rosjanie mogli cieszyć się ze zwycięstwa z Arabią Saudyjską. Chociaż w tym przypadku nasi wschodni sąsiedzi nie mogli narzekać na pech. Teoretycznie mają najłatwiejszą grupę spośród wszystkich ośmiu, kapitalnie ułożył się im także terminarz, a na dodatek Egipt stracił największą gwiazdę - asa Liverpoolu Mohameda Salaha. - Na mistrzostwach nie ma prostych grup. Każda ma swoje plusy i minusy. To banalne, ale na takich turniejów nie ma słabych drużyn. I każda ma swoich liderów. Ktoś powie, że na mistrzostwach nie będzie Salaha. Ale będą Suárez i Cavani. U was grupa toże nie jest prosta - mówi i zapewnia, że mocno wierzy w powodzenie reprezentacji trenowanej przez jego "dobrego kolegę" Adama Nawałkę.

Komplementów Czerczesowowi nie szczędzi Simonian. - Trzeba być elastycznym, tak jak Stanisław. Ja cały czas gorąco wierzę, że ma w głowie plan dzięki któremu zagramy dobrze. Mamy swoje problemy, ale mamy także atuty, którymi możemy zaskoczyć rywali - mówi były reprezentant Związku Radzieckiego. Znacznie ostrzejszy w ocenach jest inny legendarny rosyjski piłkarz, Walerij Karpin: "Są kontuzje, ale kiedy wszyscy byli zdrowi Rosja wcale nie grała dużo lepiej, niż teraz. Inna sprawa, że jeżeli na turnieju coś pójdzie nie tak to łatwo będzie zrzucić wszystko na brak Kokorina, tego i tamtego. Myślę, że nie mamy dziś takiego piłkarza jak Lewandowski, bez którego Sborna straci trzy czwarte siły". To prawda. Być może już za kilka dni wyjaśni się do czego już za miesiąc posłuży Czerczesowowi paszport.

REKLAMA