Droga do Rosji. Wołgograd: tam gdzie 28 czerwca Polska gra z Japonią, gdzie Stalin bawi się w ciuciubabkę, a ludzie pytają: pamiętacie, kto wyeliminował Manchester United?

Tu piłkarze Adama Nawałki skończą rundę grupową: w stepie szerokim, na miejscu wielkiej bitwy. Kiedyś meczem na zgliszczach Stalingrad dawał znak: żyjemy, zwyciężyliśmy! Dziś mundial daje Wołgogradowi nowe życie. Ale miejscowy futbol ledwo dyszy.
Arena Wołgograd Arena Wołgograd Paweł Wilkowicz

"Uwaga, uwaga! Tu bohaterskie miasto Wołgograd!" - dudni po wzgórzu. Tuż obok tego wzgórza stoi Arena Wołgograd, a stadionowy ekran z zegarem pokazuje, jak niewiele dni już zostało do mundialu i do pierwszego meczu tutaj, Anglików z Tunezją. Ale na razie jest jeszcze maj i najważniejsze jest wzgórze. W ciemności widać tylko światła miasta z opustoszałych ulic w dole i wieczny ogień z mauzoleum. Gdy błyśnie światło, widać że wzgórze jest pełne ludzi. A lektor mówi przez wielkie głośniki tak, że słychać go nie tylko na stadionie, ale pewnie i na drugim brzegu Wołgi. "Za dziadków, ojców, mężów i żony, którzy tutaj zginęli". "Za wszystkich, którzy doszli do Berlina i Pragi, a już ich nie ma". "Za pogromców faszyzmu". "Za tych, którzy zapewnili nam wolne niebo nad Ojczyzną".

Za chwilę zegar zacznie tykać podczas minuty ciszy, potem będą wystrzały, fajerwerki i laserowy pokaz, podczas którego posąg Matki Ojczyzny spłynie krwią, puści pędy, dostanie sierp i młot, zrzuci z siebie martwą pokrywę i pokryje się złotem. Tak zaczyna się świecka wigilia w Wołgogradzie. Najważniejsza wigilia Związku Radzieckiego, ale Federacji Rosyjskiej też. Wigilia święta, które - mimo coraz mocniejszego sojuszu Cerkwi z Kremlem - jest tu nadal ważniejsze niż którekolwiek z religijnych. Jest 8 maja, zostały niewiele ponad trzy godziny do Dnia Pobiedy.

Wołgograd Wołgograd Paweł Wilkowicz

Władywostok już idzie, Tomsk się szykuje, Moskwa i Donieck się budzą

Trzy godziny zostały do Dnia Pobiedy w Wołgogradzie, bo we Władywostoku czy Chabarowsku jest już 9 maja, już świta i niedługo będzie można ruszać z paradami. Kanał Rossija 24 będzie to nadawał przez całą najbliższą noc i cały dzień: na ekranie podzielonym na małe ekraniki, jak witanie Nowego Roku od Kiribati po Hawaje. Jesteśmy wszędzie tam, gdzie Rosja świętuje Dzień Zwycięstwa: Władywostok i Kemerowo już idą, Tomsk gotowy, Moskwa się budzi, na pasku leci rozpiska: o tej godzinie ruszą w Doniecku (bez komentarza, czy ten Donieck to Rosja czy nie), a o tej w Samarze. Parady, wywiady, przemowy. I wszędzie ten sam obrazek: tłumy ludzi niosących tabliczki ze zdjęciami. To tzw. Nieśmiertelny Pułk. Marsz ze zdjęciami bliskich, którzy zginęli podczas wojny. Akcja wymyślona kilka lat temu w Tomsku, podchwycona w całym kraju i przez władze. Każdy może na stronie internetowej wgrać zdjęcie swojego rodzinnego bohatera wojennego i dostać je oprawione w taką ramkę-tablicę. Z napisem Nieśmiertelny Pułk i charakterystyczną pomarańczowo-czarną wstążeczką.

Nieśmiertelny Pułk idzie przez Rosję

Ta wstążeczka jest z orderu świętego Jerzego. Wprowadzonego przez carycę Katarzynę, wyklętego po Rewolucji Październikowej, przywróconego w 2005 jako order dla bohaterów Federacji Rosyjskiej. Pomarańczowo-czarna wstążeczka stała się od tamtego czasu symbolem Dnia Pobiedy. Niektórzy przez cały rok nie zdejmują tych wstążeczek z samochodu, a inni im wytykają, że to nie przejaw szacunku, a braku szacunku dla symbolu. 9 maja Nieśmiertelne Pułki maszerują nie tylko przez całą Rosję, kamery Rossija 24 znajdą je też w Pekinie i Londynie. A pomarańczowo-czarne wstążki mieszają się z czerwonymi gwiazdami na wojskowych czapkach, które tego dnia zakłada wielu Rosjan. Zakładają nawet całe mundurki Armii Czerwonej, pełno było tak ubranych dzieci i dziewczyn na wołgogradzkiej paradzie. Dzieciaki w czapkach z czerwoną gwiazdką podchodziły do obwieszonych medalami weteranów (nie tylko weteranów Stalingradu, również młodszych) ze słowami: spasiba za pobiedu!

"1 maja? Daj spokój, stare komunistyczne święto. Dzień Zwycięstwa to co innego"

Mówią niektórzy, że to jedyny prawdziwie wspólny mit wszystkich ludów Federacji Rosyjskiej: pamięć Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-45 i ofiary złożonej za "zwycięstwo nad faszyzmem". To jest pamięć bardzo zazdrosna, czasami nie dopuszczająca wersji, że ktoś jeszcze poza Związkiem Radzieckim się do triumfu przyczynił. Ale spaja bardzo mocno. - 1 maja? No daj spokój, nie pójdę na żaden pochód, przecież to stare komunistyczne święto. Ale Dzień Zwycięstwa to inna rozmowa - mówi znajomy z Moskwy. Mogą się Rosjanie kłócić o Stalina, czy był zwykłym zbrodniarzem czy niezwykłym, mogą o carów, o rewolucję, pieriestrojkę, o to czy lepsza jest wstążka od orderu świętego Jerzego czy krasnoarmiejska gwiazda i o wiele innych historycznych spraw, ale rzadko o samą pamięć zwycięstwa Armii Czerwonej. Mogą dyskutować czy Wołgograd ma pozostać Wołgogradem, czy Stalingradem (tego by sobie niektórzy życzyli i nawet można go tak - decyzją miejskich radnych - oficjalnie nazywać w wybrane dni w roku, między innymi 8 i 9 maja właśnie), ale najważniejsze jest tu poza dyskusją: że to gorod gieroj, miasto bohater. Nie puściło Hitlera za Wołgę, zmieniło bieg wojny i prawie zniknęło z powierzchni ziemi.

Wołgograd Wołgograd Paweł Wilkowicz

Stalin jest, ale go nie ma

Ze Stalinem zresztą jest tutaj przedziwnie: z nazwy miasta zniknął w 1961 roku, podczas chruszczowowskiej destalinizacji. Wtedy dawny Carycyn, a potem Stalingrad, stał się Wołgogradem. A na suficie dworca kolejowego w Wołgogradzie (nad holem, w którym niedługo przed igrzyskami w Soczi wysadził się zamachowiec samobójca) Stalin wręczający czerwony sztandar został wtedy przemalowany na zwykłego towarzysza. Na paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa Stalingrad pada tylko jako nazwa historyczna. Gubernator Andriej Boczarow, sam bohater walk za ojczyznę, ale tych w Czeczenii, mówi cały czas: Wołgograd. Nie ma na paradzie portretu Stalina, choć w niektórych miastach jego portret był, razem z portretem Lenina.

Na ulicach Rosji pełno jest Leninów. Główna ulica Wołgogradu jest imienia Lenina. Polscy piłkarze ze swojego hotelu w Soczi będą widzieć pomnik Lenina, a ze swojego hotelu w Wołgogradzie, niedaleko stadionu, mogą wypatrzeć po drugiej stronie ulicy budynek z płaskorzeźbami Marksa, Engelsa i Lenina. Ale Stalinów nie ma wcale. Stalin zniknął z rosyjskiej wyobraźni odgórnie. Ale wraca czasem oddolnie - tak jak do sklepików z pamiątkami w Wołgogradzie. Między kubki ze znakami mundialu, kubki z portretami Putina i z napisami "Spasiba diedu za pobiedu" - dziękuję dziadku za zwycięstwo. Można też kupić koszulki ze Stalinem, w witrynie wisi taka w dziecięcym rozmiarze. Ale na ulicach 9 maja takich nie było widać. Niby Stalin jest, a go nie ma. Taka ciuciubabka.

Wołgograd Wołgograd Paweł Wilkowicz

"Dziwnie się buduje na ziemi, w którą wsiąkło tyle krwi. Ale tu nie ma miejsca, w które nie wsiąkło"

Gubernator Andriej Boczarow mówi, że ten tylko wie, co to patriotyzm, kto był w Wołgogradzie. A gdy ktoś już jest w Wołgogradzie, to na każdym kroku coś mu będzie przypominać, że tu się wykrwawiały przez 200 dni wojska Hitlera i Stalina. Międzynarodowe lotnisko, właśnie otwarte i czekające na piłkarzy i kibiców mundialu, to dawny Gumrak, gdzie był jeden z ostatnich pasów startowych straconych przez Luftwaffe. I nawet podczas rejsu wzdłuż plaż Wołgi barką, z której jest najlepszy widok na stadion, wracają obrazy z żołnierzami wyskakującymi na ten piasek z karabinami gotowymi do strzału. Wołga jest tuż za stadionem, widać ludzi wygrzewających się na plażach po drugiej stronie. Ale Armia Czerwona miała bronić Wołgi tak, jakby na drugim brzegu urywał się świat i nie było się już gdzie wycofać.

Matka Ojczyzna pod koniec pokazu świateł, animacji i fajerwerków w wigilię Dnia Zwycięstwa wygląda jak statuetka Oscara z mieczem do góry: pomalowana światłem na złoto i podświetlona reflektorami punktowymi. Tyle że ten Oscar ma 85 metrów wysokości, stoi na wielkim Kurhanie Mamaja, zamienionym w grób 35 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej. Ale tu wszystko wokół było jednym wielkim grobem. Niektóre jego zaułki są po dziś dzień nieodkryte. Kurhan Mamaja podczas bitwy przechodził z rąk do rąk. Płynąca w dole Wołga dosłownie płonęła, gdy bomby trafiały w statki z ropą. A zbiorniki ropy stały tam, gdzie dziś jest stadion, na którym 28 czerwca Polska zagra z Japonią w meczu ostatniej kolejki rundy grupowej. - Dziwnie się buduje na ziemi, w którą wsiąkło tyle krwi. Ale tu nie ma miejsca, w którym nie wsiąkło - mówi nam budowniczy Areny Wołgograd Siergiej Kamin.

Arena Wołgograd Arena Wołgograd Paweł Wilkowicz

Dzieła Lenina dla Jacka Gmocha

Arena ma lekką konstrukcję, miała nawiązywać do fajerwerków z Dnia Zwycięstwa. Samo wznoszenie stadionu - opowiada Kamin - było przyjemnością. Najgorzej było zburzyć stary Stadion Centralny stojący w tym miejscu. Arena Wołgograd powstała w niecce po nim. Polska kiedyś grała na Centralnym: towarzyski mecz za kadencji Jacka Gmocha. Grał Zbigniew Boniek, a dla Adama Nawałki to był dopiero szósty mecz w reprezentacji. Polska przegrała 1:4, przed meczem piłkarze poszli z trenerem na Kurhan Mamaja, a przed wyjazdem na lotnisko dociążyli trenerowi bagaż, upychając tam dla kawału dzieła zebrane Lenina. Gdy ekipa Siergieja Kamina budowała stadion, na który Nawałka przyjedzie jako trener, musiała nie tylko wybrać do spodu Stadion Centralny, ale wkopać się głębiej i szerzej. Przeszukiwać na nowo cały teren. Na dzień dobry było tam dwadzieścia min do rozbrojenia. A łącznie - 386 różnych niewybuchów. Plus dwa ciała żołnierzy obsługujących odkopane podczas budowy działo. To i tak niewiele, tu rocznie tylko na cmentarz Rososzka za miastem wywozi się po kilkadziesiąt wydobytych ciał. Wołgograd ma dziś milion mieszkańców. Miasto umarłych: wszystkich zabitych w ofensywie i kontrofensywie nad Wołgą, liczyło co najmniej 700 tysięcy.

Nie byłoby przebudowy, gdyby nie mundial. Nie byłoby mundialu, gdyby nie wojenna ofiara

Mer Wołgogradu Andriej Kosołapow idąc Aleją Bohaterów w dół, do bulwarów nad Wołgą, gdzie będzie mundialowa strefa kibica, mówi: - Chcemy, żeby ludzie dzięki mundialowi poznali też ten Wołgograd pokojowy. Nie tylko miasto czczenia pamięci, ale też miasto w którym można odpocząć i miło spędzić czas. To jest miasto najlepszych dróg w Rosji, a mieliśmy takie słabe! - opowiada. Ale to wszystko jest nie do oddzielenia: nie byłoby dziś tych nowych dróg i wyremontowanych lub zbudowanych od nowa atrakcji, gdyby nie mundial. A nie byłoby tutaj mundialu, gdyby to nie był gorod gieroj i gdyby nie było ofiary Stalingradu. Bo nie jest to ani miasto piękne, ani bogate, ani z dziesiątki największych w Rosji (choć niedaleko za nią), a miejscowy Rotor z piękną historią właśnie się stacza do trzeciej ligi. Ale Stalingradu-Wołgogradu mundial ominąć nie mógł. - I z tej okazji mamy nowy slogan: Wołgograd jest lepszy niż na to wygląda - śmieje się Denis Timakin z biura turystyki.

Wołgograd Wołgograd Paweł Wilkowicz

Koparki jeszcze przesypują piach. "Spokojnie, to robota na góra dwa tygodnie"

Kto stanie na Kurhanie Mamaja plecami do żołnierza, który osłania ciałem Matkę Ojczyznę (a na boku ma wyryty rozkaz Stalina, numer 227: "Ani kroku wstecz"), i popatrzy z góry w stronę rzeki, ten zobaczy, jak się Wołgograd rozpada na stary i nowy. Stary zostaje po lewej stronie, nowy jest po prawej, zaczynając od Wołgograd Areny: nowy stadion, nowy park, nowe nadwołżańskie bulwary, nowe i odnowione muzea. Z nowego lotniska prowadzi do miasta nowa droga i nowa linia kolejowa. Nowa autostrada przy stadionie ma rozładować korki. Odbudowywany port rzeczny i jego bary i restauracje mają wrócić do świetności z czasów Związku Radzieckiego. Powstały nowe hotele, choć wciąż ich za mało jak na mecze Anglików, Polaków, Japończyków i ceny pokoi bywają odstraszające. Prospekt Lenina przy stadionie pachnie asfaltem i można by tu puścić na długą prostą bolidy Formuły 1. - A jeszcze niedawno strach było na te dołki wjechać zwykłym autem - mówi Siergiej Kamin. Koparki przesypują piasek wokół stadionu. I w wielu innych miejscach. - Robota na dwa tygodnie. - uspokaja mer Kosołapow.

Tyle po prawej. A stary Wołgograd po lewej to wielkie blokowiska i kominy zakładów: tuż koło stadionu metalurgiczny Czerwony Październik, dalej w prawo dawne Barykady, dziś Tytan-Barykady, czyli jeden z najsłynniejszych zakładów zbrojeniowych Związku Radzieckiego i Rosji, producent m.in. pocisków Topol, wyrzutni do Iskanderów. A dalej jest fabryka traktorów, kiedyś imienia Dzierżyńskiego, przestawiona podczas wojny na produkcję czołgów T-34. Fabryka przy której powstał klub Traktor, później nazwany Rotorem. Wielki klub czasów wojennych, powojennych  (do lat 70.) i nowej Rosji lat 90. Wyjazdowy mecz z Rotorem oznaczał, że albo będzie bardzo zimno, albo bardzo gorąco, bo taki jest tu klimat. A Rotor to była drużyna lubiana w Rosji, bo liczyło się dla niej, żeby grać ładnie. I drużyna z miejscem w wojennej historii.

Mecz na ruinach Stalingradu i depesza od Arsenalu

2 maja 1943, 75 lat temu, gdy ruiny Stalingradu jeszcze dogasały po zakończonej w lutym wielkiej bitwie, rozegrano tutaj słynny mecz. Drużyna Stalingradu, z piłkarzami kilku miejscowych klubów w składzie, również piłkarzami Traktora, i również piłkarzami którzy walczyli na froncie, zmierzyła się ze Spartakiem Moskwa. Mecz zaproponował bramkarz Torpedo, żołnierz frontowy Wasilij Jermasow. A partia uznała, że najlepszym rywalem będzie kochany przez lud Spartak, narodna kamanda Rosji. Stadiony Traktoru i Dinama były gruzowiskiem, więc mecz odbył się na stadionie Azot, na południowych przedmieściach,  tam gdzie był wielki kombinat chemiczny i tereny stoczni. Stadion odgruzowano, ziemianki zostały przerobione na szatnie, trybuny miały pomieścić trzy tysiące widzów, a pomieściły 10 tysięcy. Po tamtym stadionie zaginął ślad przy chaotycznej odbudowie miasta i dziś nawet przewodnicy mają problem z pokazaniem, gdzie to było. 

Wołgograd Wołgograd Paweł Wilkowicz

Zresztą radziecki myśliwiec też wtedy, w 1943 roku, nie trafił tam gdzie trzeba: pilot miał zrzucić piłkę na stadion, a spadła tak daleko, że mecz się opóźnił o 20 minut. Miejscowi wygrali 1:0, Jermasow został przed meczem odznaczony orderem, kapitanem był inny frontowik Konstantin Bielikow. Londyński "Times" napisał, że to drugi cud w Stalingradzie. "Jeśli Rosjanie są w stanie grać teraz w Stalingradzie w piłkę, to znaczy, że są spokojni o dalsze losy wojny". Piłkarze Arsenalu po przeczytaniu tej wiadomości przysłali z Londynu telegram z gratulacjami. Dostali odpowiedź: "Dziękujemy. Stalingradczycy mogą wszystko". Przez wiele lat 2 maja rozgrywano na Stadionie Centralnym mecze na pamiątkę tamtego na ruinach. Tradycję zawieszono na czas rozbiórki Centralnego i budowy Areny Wołgograd. I wznowiono na Arenie: 2 maja 2018 Rotor zagrał tu swój drugoligowy mecz z Krylia Sowietow Samara. A kilka dni później, w przeddzień rozgrywanego w Wołgogradzie finału Pucharu Rosji FC Tosno-Awangard Kursk, doszło do innego meczu, też symbolicznego: Rosja zmierzyła się z Niemcami. Grały reprezentacje młodzieżowe.

Jak Rotor był przodownikiem w Europie. A potem został w tyle nawet w Rosji

Mecz na ruinach stał się sławny w świecie. Ale każdy, z kim rozmawiasz w Wołgogradzie o futbolu, zapyta cię w końcu, jeśli sam o tym nie wspomnisz, o inny mecz: czy pamiętasz jak Rotor wyeliminował wielki Manchester United? To było w 1995 roku, w czasach gdy Rotor niemal rok w rok grał w europejskich pucharach i potrafił w kraju rzucić wyzwanie moskiewskim klubom. U siebie z Manchesterem zremisował wtedy bezbramkowo, na wyjeździe 2:2, a prowadził już 2:0. I awansował do kolejnej rundy Pucharu UEFA. A potem do rosyjskiej piłki zaczęły wpływać całym strumieniem miliardy rubli z kont oligarchów, od państwowych gigantów,  z miejskich kas. I Wołgograd ze swoimi fabrykami i przemysłem ciężkim za tym wszystkim nie nadążył. Nie było tu wielkich oligarchów, którzy by mogli utrzymać wielkość Rotoru.

Fabryki na czas mundialu zostaną zamknięte albo mocno ograniczą pracę, bo tak zażyczyła sobie FIFA, która nie chce dymu z kominów tuż obok stadionu. Tak jak UEFA sześć lat temu poprosiła o ograniczenie podczas Euro wyziewów w Doniecku (Wołgograd leży ledwie kilkaset kilometrów od Doniecka i łączy te miasta m.in. tyczka: Donbas to była ziemia Siergieja Bubki, a Wołgograd - miasto Jeleny Isinbajewej). A Rotor jeszcze przed mundialem zagra o swoją przyszłość: już w sobotę 12 maja w ostatniej kolejce drugiej ligi musi wygrać z Chimki, żeby dać sobie szansę na utrzymanie. Nawet jeśli wygra, może się ze strefy spadkowej nie wydostać, ma dwa punkty straty do bezpiecznego miejsca. Zmierzy się z Chimki na starym stadionie Zenit, między Barykadami a fabryką traktorów. I tam się rozstrzygnie, jaki Rotor wróci po mundialu do tego nowego Wołgogradu, na Arenę: Rotor drugoligowy, który można w miarę szybko popchnąć do Priemjer Ligi? Czy Rotor trzecioligowy, obce ciało na mundialowym stadionie?

Stadion w prezencie od rządu

Stadion ma krzesełka w biało-niebieskie barwy Rotoru, kształtem trybun przypomina marsylski Velodrome, na którym Polska kończyła fazę grupową Euro 2016 i potem udział w całym turnieju. W Wołgogradzie jest upalnie, ale na stadionie panuje miły chłód. Wołgograd Arena kosztowała 16 mld rubli. Płacił rząd federalny (roczny budżet Wołgogradu to 20 mld rubli), tak jak za wszystkie siedem stadionów mundialowych otwartych tej wiosny. Te mundialowe stadiony które były gotowe już na ubiegłoroczny Puchar Konfederacji miały inną historię finansową: Łużniki były przebudowane za pieniądze miejskie, stadion w Sankt Petersburgu został zbudowany za miejskie (a miejski budżet Petersburga napuchł, od kiedy siedziba Gazpromu została tam przeniesiona z Moskwy), Soczi w ramach budżetu olimpijskiego, Kazań na uniwersjadę i częściowo z pieniędzy Tatarstanu, a Otkrytie Ariena, czyli stadion Spartaka to jedyny mundialowi który powstał za pieniądze prywatne.

Wołgograd Wołgograd Paweł Wilkowicz

Stadion w Wołgogradzie jest jednym z tych podarowanych przez rząd w Moskwie, ale utrzymać go będzie musiało miasto. I nie jest jedynym miastem, w którym supernowoczesny stadion będzie domem dla słabującego klubu. Tak jest choćby w Niżnym Nowogrodzie czy Sarańsku, a w Soczi poważnego ligowego futbolu właściwie w ogóle nie ma. W Wołgogradzie przynajmniej, uspokajają miejscowi, jest mocna piłkarska kultura. - Futbol jest tu wrośnięty - mówi nam Leonid Słucki, były trener rosyjskiej kadry i CSKA, niedawno trener Kamila Grosickiego w Hull. Słucki urodził się w Wołgogradzie, tu ma swoją szkółkę piłkarską. Jest ambasadorem tego miasta, przyjechał na finał Pucharu Rosji i przekonuje, że widzi w Wołgogradzie głód piłki. - Jeśli Rotor wróci do pierwszej ligi to gwarantuję, ze stadion będzie pełny. W szkółce mam pełno chłopaków marzących o karierze. Może mundial będzie dla innych inspiracją, żeby przestać spędzać czas z gadżetami, a zacząć kopać piłkę - mówi Słucki.

"Nie trzeba nam oligarchów. Chcemy sukces wyhodować, a nie kupić"

- Tak, Rotor ma być wielki dzięki temu stadionowi - dodaje mer Kosołapow. - Pewnie, że chcielibyśmy sponsora jakiego mają Zenit, Spartak, czy Lokomotiw. Ale go nie mamy - rozkłada ręce. Kibice na forach poświęconych Rotorowi piszą: "żeby tak nam Władymir Putin tutaj wysłał któregoś z tych naszych kochanych oligarchów - pijawek.". "Już mi wszystko jedno czy to będzie sponsor prywatny, czy sponsor państwowy, byle był".

Ale gubernator Boczarow pytania o oligarchę z centralnego nadania ucina zdecydowanie. - Nie trzeba tutaj oligarchów, bo Rotor jest lubiany jak narodna kamanda i ma siły by się podnieść bez oligarchów - mówi. A gdy słyszy, że Spartak, główna narodna kamanda, jednak ma oligarchę i nie narzeka, trochę się niecierpliwi. - Słuchajcie no, ja mam już całą listę lokalnych kandydatów do zainwestowania w klub. Będziemy teraz wybierać, kogo potrzebujemy, a kogo nie - mówi. - Spartak ma swój Łukoil i super, niech ma. Ale my nie chcemy sukcesu kupić, tylko wyhodować. Była kiedyś wołgogradzka szkoła futbolu, szkoła sportu - wy skąd, z Polski? No to na pewno znacie Jelenę Isinbajewą, prawda? - i chcemy, żeby Wołgograd znowu słynął ze szkolenia młodzieży. Niech te dzieci, które będziemy szkolić, wchodzą powoli do drużyny, a wtedy stadion się zapełni. Ja nie mówię o roku, dwóch, trzech. Niemcy potrzebowali lat żeby przebudować szkolenie i nam też trzeba będzie lat. Mamy czas - uspokaja Boczarow. Ale postanawia jeszcze na koniec wzmocnić przekaz. - Czy ja mam przypomnieć, co to za klub wyeliminował Manchester?

Partnerem Drogi do Rosji jest:

REKLAMA