Droga do Rosji. Lokomotiw: niby brzydkie kaczątko z Moskwy. Ale całkiem dobre lustro rosyjskiego sportu

"Wpieriod! Wpieriod! Wpieriod Lo-ko-mo-tiw!" - bębniarz podaje rytm jak z samby. Wpieriod! - po tytuł. Loko, ten klub o którym mówili, że jest dla dziewczyn, że piąte koło u wozu, jest o jedno zwycięstwo od mistrzostwa. A Maciej Rybus może zostać pierwszym Polakiem, który wygra rosyjską ligę
Maciej Rybus Maciej Rybus Screen: Twitter/maciej31rybus

Spotkali się rok temu: on był na bocznym torze, klub był na bocznym torze. Maciej Rybus miał jeszcze dwa lata kontraktu w Olympique Lyon. Ale Olympique miał dwóch nowych lewych obrońców i było jasne, że Polak musi szukać szczęścia gdzie indziej. Chętny był Lokomotiw. Wróciły miłe wspomnienia z gry w lidze rosyjskiej, z Tereka Grozny. Rybus powiedział: tak.

Lokomotiw miał mu dać szansę regularnej gry przed mundialem. Miał dać okazję do pokazania się w Lidze Europy, bo awansował tam jako zdobywca Pucharu Rosji. Ale kto się mógł spodziewać, że da mu też szansę zdobycia mistrzostwa Rosji? Mistrzem Rosji nigdy nie był nawet Wojciech Kowalewski, choć spędził kilka lat w wielkim Spartaku. A Rybusowi może się udać już w pierwszym sezonie w klubie, który w ostatnich latach pałętał się po górnej części tabeli: bezpieczny, ale omijany przez wszelkie zaszczyty. Lokomotiw mistrzem nie był od 14 lat, na podium przedarł się raz w ostatnich 10 sezonach. - A od prezesa przed startem ligi usłyszeliśmy: byle wam się udało być w piątce - mówi Sport.pl Rybus.

Dziś presja jest ogromna, Lokomotiw znalazł się o pół kroku od Ligi Mistrzów i krok od mistrzostwa Rosji. Prowadzi z przewagą sześciu punktów nad wiceliderem CSKA. Tytuł może zdobyć już w poniedziałek w Krasnodarze. Musi wygrać raz w trzech pozostałych do końca sezonu kolejkach. Przy założeniu, że rywale nie będą gubić punktów. A gubią na potęgę. CSKA, Spartak, Zenit. Lokomotiw też ostatnio zwolnił, ale nadal jest w znakomitej sytuacji. - My jesteśmy drużyną kontry i stałych fragmentów gry. Lepiej nam się gra na wyjazdach . Gorzej jest u siebie, tu ostatnio dwa razy z rzędu traciliśmy punkty - mówi Maciej Rybus. A mecze Lokomotiwu u siebie to jest temat na osobną opowieść.

Stadion Lokomotiwu Stadion Lokomotiwu Paweł Wilkowicz

Kolejarze całej Rosji, nie łączcie się!

Lokomotywa sprzed stadionu ma czerwoną gwiazdę na przedzie, jest przyprószona ostatnim w tym sezonie śniegiem i wygląda z daleka tak, jakby właśnie wyjeżdżała przez jedną z trybun na ulicę. A trybuny Lokomotiwu na kilka minut przed meczem z FK Ufa wyglądają tak, jakby sporo osób skorzystało i wsiadło do tego wyjeżdżającego pociągu: wolne miejsca, puste całe sektory. Prezes Lokomotiwu Ilja Gerkus, który wcale nie wygląda jak prezes klubu piłkarskiego i przed przyjściem do klubu był szefem kanału telewizyjnego, patrzy przez okulary bez oprawek i ledwo słyszalnym głosem mówi Sport.pl, że to pogoda zrobiła swoje i odstraszyła ludzi.

Co na pewno w jakiejś części jest prawdą. Gdyby nie nagłe załamanie pogody, może przyszłoby na mecz z Ufą 12 tysięcy widzów, a nie 10 tysięcy. 12 tysięcy to jednak ciągle mało na stadionie, który mieści blisko 30 tysięcy, jest ładny, komfortowy i gra na nim klub idący po mistrzostwo Rosji (podczas mundialu tutaj będą mieć swoją bazę treningową sędziowie, w tym Szymon Marciniak ze swoją ekipą). A właścicielem tego klubu jest  największy pracodawca Rosji, Rassijskije Żeleznyje Darogi. RŻD zatrudnia 800 tysięcy ludzi. Ale kolejarze całej Rosji nie łączą się w kibicowaniu Lokomotiwowi z Moskwy. Patrząc po frekwencji, nawet kolejarze z Moskwy się nie łączą. Lokomotiw był zawsze tym innym.

Jak robić futbol w nowej Rosji

W czasach ZSRR nazywano go "piatoje kalieso"- piąte koło moskiewskiego futbolu. Daleko za Spartakiem, klubem całej Rosji. Za Dinamem, klubem całego NKWD. Za CSKA, klubem wszystkich armiejców. Nawet wśród robotniczych drużyn stolicy więcej sukcesów i kibiców miało Torpedo, klub fabryki samochodów ZiŁ i klub Eduarda Strielcowa, genialnego bon vivanta, który podpadł swoim stylem życia oraz tym, że nie chciał przejść do Dynama ani CSKA i trafił na jakiś czas do łagru.

Lokomotiw pierwszy raz mistrzem został dopiero po upadku ZSRR. Wtedy jako pierwszy rosyjski klub wymyślił się na nowo i zaczął pokazywać rywalom, jak robić futbol w zmieniającej się Rosji (zresztą jeszcze przed oficjalnym upadkiem Sojuza został pierwszym klubem ZSRR, który ściągnął do ligi piłkarza z Zachodu, Amerykanina Dale'a Mulhollanda). Jako pierwszy klub zbudował sobie własny nowoczesny stadion. Wreszcie typowo piłkarski, bez bieżni. W tamtych czasach nietypowe było już to, że stadion należy do klubu. A co dopiero taki stadion. Dziś może nie robi takiego wrażenia, bo ostatnio powyrastały nowe: stadion CSKA, Spartak i jego Otkrytije Ariena, niedługo ma być gotowy stadion Dinama, na którym nawet w weekendy obracają się dźwigi. Ale w tamtych czasach stadion Lokomotiwu to był piłkarski Pewex, powiew innego świata. Rywale wypożyczali obiekt na swoje mecze, CSKA na mecze w Europie, grała tam też kadra. Tam Lokomotiw świętował swoje pierwsze i do dziś ostatnie mistrzostwa Rosji, w 2002 i 2004. W 2002 przerwał monopol Spartaka na mistrzostwa Rosji. W 2004 wyrwał tytuł CSKA. Trener Jurij Siomin miał w klubie władzę Aleksa Fergusona i zbierał sukcesy: mistrzostwa, Puchary Rosji.

Chodzenie na Lokomotiw zaczęło być modne. W pewnym momencie Lokomotiw zaczął być nawet nazywany klubem dziewczyn, bo gdy zaczęli tam grać razem Dmitrij Syczow i Dinijar Biljalietdinow, słychać było jeden wielki pisk zachwytu. - Syczow i Biljalietdinow to byli rosyjscy Cristiano i Beckham - śmieje się Witalij Suworow, dziennikarz sports.ru. - Kobiety, licealistki, małe dziewczynki - wszystkie ich kochały. Mówiło się o Lokomotiwie, że to dziewczyński klub. Do dziś mają opinię klubu bardzo rodzinnego, z najgrzeczniejszą publicznością. Ale wtedy Loko Girls to było pierwsze skojarzenie z Lokomotiwem - mówi Suworow. A potem przyszła jedna dziewczyna i wszystko to rozbiła. Ale o niej za chwilę.

Stadion Lokomotiwu Stadion Lokomotiwu Paweł Wilkowicz

Koleje i Gazprom, dwaj monopoliści od futbolu

W tamtych czasach Lokomotiw jako pierwszy pokazywał, że państwowy właściciel może być dla klubu napędem, a nie ciężarem. Zaczął korzystać z odradzającej się potęgi rosyjskich kolei. Szastać pieniędzmi właściciela na piłkarzy jeszcze zanim zaczął to robić Zenit w Sankt Petersburgu.

Tuż po upadku ZSRR władze i państwowe firmy zajęły się swoimi problemami, a futbol zostawiły samemu sobie. Kto miał szczęście, trafił do jakiegoś początkującego oligarchy. Kto miał pecha - do biznesmena-golasa, albo do mafiosa. A teraz Artiom Kalinin ze "Sport24" wylicza, rozgrzewając się kawą w przerwie meczu Spartaka z Achmatem Grozny: - Mamy dziś w lidze tylko cztery kluby prywatne: Spartak, CSKA, Anży Machaczkała i FK Krasnodar. Pozostałe są rządzone i finansowane przez władze regionów albo miast. No i mamy dwa  kluby państwowych monopolistów: Lokomotiw za pieniądze kolei i Zenit za pieniądze Gazpromu. Choćbym chciał pojechać pociągiem innej firmy, brać gaz od kogo innego, to nie mogę, muszę się do tego dorzucić - mówi Artiom. Gazprom i RŻD swoje inwestycje w sport uzasadniają podobnie: nie reklamujemy się w ten sposób w Rosji, bo nie musimy, tylko zagranicą, żeby wejść na tamtejsze rynki. A w Rosji spełniamy misję społecznej odpowiedzialności biznesu, propagując kulturę fizyczną.

Wszyscy przyjaciele prezydenta

Zenit jest z Sankt Petersburga, miasta Władymira Putina, i o unii personalnej klubu, Gazpromu i prezydenckiej ekipy napisano już wszystko. Ale Lokomotiw też jest siłą rzeczy bardzo blisko władz. Rosyjskimi kolejami długo rządził Władimir Jakunin, przyjaciel Władymira Putina z leningradzkich czasów, były dyplomata, być może też były pracownik KGB, ale to nigdy nie zostało potwierdzone. Razem z Putinem Jakunin zakładał kiedyś spółdzielnię domków letniskowych, a gdy już byli razem u władzy, koleje mocno się angażowały w prezydenckie przedsięwzięcia. Choćby w przemienianie Soczi na igrzyska.

Jakunin przypomniał niedawno w wywiadzie dla BBC, że RŻD swoją kolejarską robotę w Soczi zdążyło skończyć dwa lata przed terminem i nawet koledzy z zagranicy mu gratulowali. Mówił to już jako były szef kolei. Oszałamiająco bogaty dzięki dekadzie w RŻD i dzięki Bankowi Rossija, którego był współzałożycielem. Stracił stanowisko szefa kolei w sierpniu 2015 roku. To było już po tym, jak został objęty amerykańskimi sankcjami po zajęciu Krymu przez Rosję. Mówiło się też, że Putin stracił do niego zaufanie po tym, jak rodzina Jakuninów zaczęła się coraz mocniej wiązać z Londynem. A w innej wersji: że Putina zirytował carski rozmach Jakunina w życiu prywatnym (oraz łatwość z jaką fundusz inwestycyjny kierowany przez syna Jakunina wznosił kolejne hotele w pobliżu rosyjskich dworców) w połączeniu ze znacznie mniejszym rozmachem w unowocześnianiu rosyjskich kolei.

Pani prezes z darem zrażania ludzi

Jak było naprawdę, nie wiadomo. W każdym razie szefem RŻD jest teraz Oleg Biełoziorow i skandale związane z koleją przycichły. A szefem Lokomotiwu został Ilja Gerkin i tam dopiero zrobiło się cicho. Bo przez lata nie było. To były lata Olgi Smorodzkiej: pani prezes, która miała zrobić z Lokomotiwu perfekcyjnie zarządzany klub, a nawywijała tak, że liczba widzów na stadionie spadła o połowę, w mieście pojawiły się murale wojenne - wojnę prowadzili kibice ze Smorodzką - trenerzy bez przerwy się zmieniali, a z tego chaosu urodziło się tylko jedno trofeum, Puchar Rosji. Smorodzka przyszła ponoć do klubu z polecenia Siergieja Iwanowa, byłego ministra obrony. Przyszła z CSKA, co jej też nie pomogło, ale bez przesady: Ilja Gerkus był kibicem Zenita, a jednak w klubie jest spokój.

W konflikcie ze Smorodzką kibice bywali naprawdę chamscy, jej na pewno jako kobiecie było już z założenia trudniej, bo patrzono na nią podejrzliwie. Ale to nie była wojna płci, Smorodzka miała po prostu wyjątkowy dar zrażania do siebie ludzi. Zaczęła od zwolnienia Jurija Siomina, jedynego trenera z którym Lokomotiw umie wjeżdżać na szczyt. Siomin to żywa historia Lokomotiwu, prowadził go już w czasach gdy przyszedł do Lokomotiwu wspomniany Amerykanin Mulholland, do którego zresztą Siomin zwracał się: Mulholicz. Siomin potem odchodził z Lokomotiwu, wracał, znów odchodził, wracał. I zawsze dawał coś ekstra, ale chciał rządzić wszystkim. A Smorodzka uważała, że ona lepiej zna się nie tylko na rządzeniu, ale i na piłce. Jej udało się pokłócić nawet z Manuelem Fernandesem, Portugalczykiem który dziś jest najlepszym piłkarzem Lokomotiwu, a jeśli Loko zdobędzie tytuł, to pewnie wybiorą go piłkarzem sezonu w lidze.

Manuel Fernandes i procesy zachodzące w świecie

Fernandes, który w mistrzowskiej Benfice Lizbona z 2005 roku był defensywnym pomocnikiem, nazywanym Manuelele na cześć Claude'a, w Lokomotiwie odpowiada za kreowanie. Jest specyficznym człowiekiem. Jak mówi Maciej Rybus: - Manu zawsze chodzi z książką. Czyta w autobusie, na stole do masażu, wszędzie. Jest otwarty, koleżeński, lubi być z nami, ale potrzebuje też samotności. Czasem nawet podczas wspólnych posiłków siada sobie gdzieś na uboczu. My wiemy, że tego mu potrzeba. A jest, tak mi się wydaje, najlepszym z nas - mówi Rybus.

Fernandes, który na pytania o swoje książkowe pasje odpowiada: "Interesują mnie procesy zachodzące w świecie", nie w każdym klubie się odnalazł. Z Turcji wracał z opinią zaglądającego do kieliszka, w Valencii przeczołgał go Ronald Koeman. Ale gdy Fernandes czuje zaufanie, potrafi się odwdzięczyć. A widzi na boisku więcej niż inni. Wprawdzie wielu obserwatorów uważa, że jego sukcesy w rosyjskiej lidze są znakiem kryzysu jaki ta liga przechodzi, bo w silniejszej Portugalczyk nie byłby gwiazdą. Ale to jest gdybanie. Lokomotiw, klub piłkarzy po przejściach, ma w składzie wiele znanych nazwisk z zagranicy: Peruwiańczyk Jefferson Farfan to najlepszy strzelec, w obronie gra Chorwat Vedran Corluka, w kadrze jest portugalski bohater finału Euro 2016 - Eder. Ale najlepszy jest Fernandes. A Smorodzka powiedziała o nim, że to leń, nieprzyjemny typek, który kariery nigdy nie zrobi. I zesłała go do drugiej drużyny. Pani prezes lubiła udzielać mocnych wywiadów, po których czasami przekonywała, że wcale nie powiedziała tego, co powiedziała. Dyrektorem sportowym klubu zrobiła swojego zięcia, Kiriła Kotowa. Przedstawiała jako gwiazdy piłkarzy, którzy w Lokomotiwie nie byli potem w stanie utrzymać się w składzie. - Była naprawdę nienawidzona - mówi Witalij Suworow. I gdy tylko szefowie kolei ją zwolnili, razem z nią żegnając jakieś 30 osób z jej dworu, Lokomotiw zaczął się rozpędzać.

Prezes, trener i pakt o nieagresji

Ilja Gerkin największe osiągnięcie Smorodzkiej, Puchar Rosji, powtórzył już po roku pracy. A teraz trzyma kurs na mistrzostwo. Z trenerem Jurijem Siominem na ławce. Może nie ma między prezesem a trenerem wielkiej miłości, bo jak mówią w Rosji, nad Siominem zapanować się nie da. Ale cichy prezes z przeszłością w marketingu potrafił się jakoś ułożyć z głośnym trenerem, który podczas meczu czasem tak się wydrze (nie: krzyknie, to nie jest  zwykły krzyk), że piłkarze stają na baczność. Siomin uważa, że prezes może rządzić w budynkach klubowych, ale w ośrodku Lokomotiwu pod miastem to trener jest niepodzielnym panem. Maciej Rybus pytał niedawno trenera, czy mógłby pokazać ośrodek swoim gościom. Usłyszał bardzo stanowcze: niet.

Gerkin potrzebował Siomina, żeby uwiarygodnić na początku swoje rządy w oczach kibiców. Żeby móc robić dalsze zmiany, choćby dyrektora sportowego. Dziś jest nim Erik Stoffelshaus, przez lata pracownik akademii Schalke 04, potem na kontrakcie w Kanadzie. To on przekonał do przyjścia do Lokomotiwu Farfana i ma wzmacniać szkolenie młodzieży, by Lokomotiw miał więcej takich piłkarzy jak bracia Mirańczukowie, Anton i Aleksiej. Temu drugiemu wróżą wielką przyszłość, jest jednym z najlepszych młodych piłkarzy w Rosji. Klub pod wodzą Gerkusa polubił spokój, pogodził się z Fernandesem, zrobił mądre wzmocnienia. I wziął na pokład Borisa Borisowicza Rotenberga.

O Borisie Borisowiczu Rotenbergu mówią, że jest jedynym w Rosji piłkarzem, który nie gra w piłkę dla pieniędzy. I kiedyś sprawił, że Stanisław Czerczesow był bliski wyjścia z Igorem Denisowem na solo.

Rodzina Rotenbergów - prywatne ministerstwo sportu Rosji

Było to w Dinamie Moskwa. Czerczesow był w sezonie 2014-2015 trenerem tego klubu i było bardzo rodzinnie, bo miał w Dinamie swojego syna (w drużynie młodzieżowej) oraz syna prezesa i dobroczyńcy klubu. Czyli właśnie Borisa Rotenberga juniora, prawego obrońcę, syna miliardera Borisa Rotenberga. Bracia Boris i Arkadij Rotenberg to wierni druhowie Władymira Putina, przyjaciele z dzieciństwa i z sal judo w Sankt Petersburgu. Obaj są też tak zaangażowani w rosyjski sport, że można ich nazwać prywatnym ministerstwem sportu Rosji. Boris Rotenberg wspierał Dinamo Moskwa, jest udziałowcem drugoligowego Dinama Sankt Petersburg. Kieruje też SMP Racing, czyli programem szkolenia młodych kierowców, z którego wyszedł w świat Formuły 1 Siergiej Sirotkin, i zajął miejsce w Williamsie przed Robertem Kubicą. Arkadij Rotenberg natomiast odpowiada głównie za hokej na lodzie, działa w federacji hokejowej, jest prezesem hokejowego Dinama, właścicielem hali SKA Sankt Petersburg. Jego żona Karina Rotenberg jest prezeską moskiewskiej federacji jeździeckiej. A syn Paweł gra w juniorskiej reprezentacji Rosji w hokeju.

Boris Rotenberg ma dwóch starszych synów. Jeden z nich jest wiceprezesem federacji hokeja, pracuje w sztabie kadry, jest we władzach SKA Sankt Petersburg, które miało być hokejowym wunderteamem ligi KHL, ale przegrało mistrzostwo. Natomiast Boris Rotenberg poświęcił młodość futbolowi i Lokomotiw jest już dwunastym klubem w którym gra. Zaczynał w Finlandii, gdzie spędził część dzieciństwa, potem w wielu rosyjskich klubach. Ciągle z łatką synka bogatego tatusia, z liczeniem minut, które spędził na ławce rezerwowych (i ogłaszaniem, że został pod tym względem rekordzistą rosyjskiej ligi), z pogłoskami, że Boris Rotenberg dorzuca się do budżetu każdego klubu, w którym gra Boris junior.

Stanisław Czerczesow w wywiadzie z niemiecką dziennikarką Stanisław Czerczesow w wywiadzie z niemiecką dziennikarką Twitter/Fussball_Bild

"To źle, że Boris się stara, choć mógłby nic nie robić i żyć z pieniędzy ojca?"

- Boris to akurat jeden z moich bliższych kolegów z drużyny. U nas w szatni jest szyderka ze wszystkich, więc i Boris czasem musi trochę oberwać, ale to bardzo sympatyczny człowiek. Tata jest jednym z najbogatszych ludzi w Rosji, kibice rywali i dziennikarze cały czas Borisowi wypominają, że gra po znajomości, ale to chłopak który daje z siebie wszystko, zostaje po treningach. To źle, że się stara, choć mógłby nic nie robić, tylko żyć z pieniędzy ojca? On kocha piłkę i jest fajnym gościem - mówi Maciej Rybus.

W Lokomotiwie Boris zagrał w tym sezonie 22 minuty w lidze i 11 w Lidze Europy. W Dinamie Stanisław Czerczesow stawiał na niego znacznie mocniej. I w pewnym momencie usłyszał od Igora Denisowa, byłego kapitana reprezentacji Rosji, przywódcy szatni: co ty wyprawiasz? Dlaczego on gra, skoro mamy lepszych? A że Denisow miał też do Czerczesowa pretensje o zbytnią wyrozumiałość dla obcokrajowców (o to samo kłócił się z Luciano Spalettim w Zenicie), Czerczesowowi puściły nerwy. Miał, według rosyjskich dziennikarzy, zaproponować Denisowowi wyjście na solo. Na co Denisow odpowiedział, żeby trener się oddalił.

Denisow i Czerczesow nie pogodzili się do dzisiaj. A Denisow i Rotenberg są razem w Lokomotiwie i pędzą po mistrzostwo. Ponoć z delikatnym finansowym wsparciem Borisa seniora.

Lokomotiw jak Śląsk za Oresta Lenczyka

- Nie przepadam za futbolem Lokomotiwu, za stylem proponowanym przez Siomina. Bo tam właściwie nie ma stylu. To po prostu dobra grupa piłkarzy, ustawiona na tych pozycjach na których się najlepiej czują, i tyle. W obecnym sezonie rosyjskiej ligi to już naprawdę dużo. Ale nic ponad nie ma - mówi Iwan Żidkow z petersburskiego "Sport Dień za Dniem". I uprzedza, że za chwilę da zaskakujące porównanie. - Dla mnie Lokomotiw jest jak Śląsk Wrocław z tego mistrzowskiego sezonu Oresta Lenczyka. Dobre przygotowanie fizyczne, porządek. Ale bez wielkich wizji - mówi. - Ich siłą jest to, że Robert Mancini po dobrym początku w Zenicie teraz stracił serce do klubu, a po nieoczekiwanej śmierci jesienią 2017 dyrektora sportowego Konstantina Sarsanii nie miał kto zapanować nad kryzysem w klubie. Broniący tytułu Spartak jest najbardziej nieprzewidywalnym klubem na świecie, a CSKA jest dobre, ale nie ma wielkich pieniędzy od jakichś pięciu lat, gdy właściciel Jewgienij Giner wpadł w problemy w biznesie - wylicza Iwan.

- Mamy swoje braki, ale co tam. Niech sobie mówią, że jesteśmy silni słabością rywali. A my na wyjeździe pokonaliśmy wszystkich wielkich. Zenit 3:0, CSKA 3:1, Spartak 4:3 - odpowiada Maciej Rybus.

Kibice Lokomotiwu Kibice Lokomotiwu Paweł Wilkowicz

"Wielcy sobie myślą: jak już ja nie wygram, to niech sobie wygra ten Lokomotiw"

Bębniarz na stadionie Lokomotiwu wybija rytm jak z samby, a kibice nie cichną nawet na chwilę. "Wpieriod! Wpieriod! Wpieriod Lo-ko-mo-tiw! Wpieriod! - i tak do zapętlenia, w rytm bębna. W sektorze rodzinnym wszystkie spojrzenia ściąga dwóch małych chłopców, którym się udzieliło to "Wpieriod!" i krzyczą na pół stadionu. Jeśli powiesz komuś z piłkarskiego światka Moskwy, że na Lokomotiwie jest dobra atmosfera, zacznie się przyglądać, czy wszystko z tobą w porządku i wyśle cię na mecz Spartaka. Bo tam to dopiero jest atmosfera. Rzeczywiście, jest. Ale na meczach Spartaka wszystko jest bardzo patetyczne, a na trybunach Lokomotiwu bardziej chodzi o zabawę. Na Spartaku bębny grają, jakby wzywały na bitwę. A na stadionie Lokomotiwu momentami bardziej do tańca. Z kibicami Lokomotiwu jest trochę tak, jak z jego drużyną: lepsi niż opinia o nich. Lekceważeni, ale dają radę.

- My jesteśmy rodziną. Klubem przyjacielskim. Jest u nas poczucie wspólnoty i to jedyny sekret sukcesów w tym sezonie. Nadjechaliśmy trochę z cienia, bo na początku sezonu świetny był Zenit. Potem utrzymaliśmy tempo i jesteśmy na dobrej drodze. Ale nic jeszcze nie jest rozstrzygnięte - mówi Sport.pl prezes Ilja Gerkin i aż się cofa, żeby nie zapeszyć. Wszystko się tutaj wzięło z zespołowej pracy. Lokomotiw miał skromne początki, robotnicze. My nie mamy wojen z żadnym klubem. Nasi kibice wspierają swoich piłkarzy, nie śpiewają przeciw komuś. I jestem przekonany, że każdy z wielkich klubów Rosji myśli tak samo: jeśli mnie się nie udało, to niech się przynajmniej nie uda również moim rywalom. I niech sobie będzie mistrzem ten Lokomotiw.

REKLAMA