O'Piłki Marciniaka. O odtrąconych przez cesarza, ofiarach przemocy i problemach Nawałki

Co łączy Cesarza Hajle Selasje i trenera zespołu Ekstraklasy? Co mają na sumieniu piłkarze RC Lens i jak zostali potraktowani przez swoich kibiców? Czego dowiedzieliśmy się w czasie zgrupowania reprezentacji Polski? Odpowiedzi na te pytania szukam w cotygodniowym tekście. Zapraszam na O'Piłki Marciniaka.
Adam Nawałka we Wrocławiu Adam Nawałka we Wrocławiu MIECZYSŁAW MICHALAK

Marcowe zgrupowanie reprezentacji na razie daje kibicom więcej pytań niż odpowiedzi. Adam Nawałka po meczu z Nigerią zyskał spory materiał do analizy. Przede wszystkim zobaczył jak wygląda nasz zespół w starciu z przeciwnikiem z Afryki. Nigeria nie imitowała Senegalu w pełni, ale ten sparing uświadomił nam, że 19 czerwca w Moskowie czeka nas ekstremalnie trudne zadanie. Jeśli ktoś umniejszał skalę wyzwania to mam nadzieję, że już zszedł z obłoków na ziemię. Pisząc te słowa nie znam jeszcze przebiegu meczu z Koreą Południową, ale w ciemno zakładam, że zderzenie z ruchliwością i żywiołowością Azjatów też przysporzy nam kłopotów.

Mecz towarzyski Polska - Meksyk. Adam Nawałka Mecz towarzyski Polska - Meksyk. Adam Nawałka Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Problemy = sytuacje do rozwiązania

Dziś, na niespełna trzy miesiące przed Mundialem nie brakuje nam problemów. Stosując język Adama Nawałki powinienem napisać: sytuacji do rozwiązania. Można, nawet trzeba się zastanawiać dlaczego w trzech meczach towarzyskich od zakończenia eliminacji nie strzeliliśmy gola, czy i kiedy do pełnej sprawności i formy dojdą nasi podstawowi skrzydłowi oraz dlaczego Piotr Zieliński nie zdobył ani jednej bramki w reprezentacji prowadzonej przez obecnego selekcjonera (a zagrał w tym czasie ponad 20 meczów). Warto stawiać te pytania, nie wolno ich bagatelizować, bo historia pokazuje, że marcowe sparingi przed dużymi turniejami sygnalizowały, że eliminacyjna sielanka to tylko przeszłość. Nasi kadrowicze bardzo dobrze prezentują się w służbowych garniturach, nowe koszulki też wyglądają ładnie. Teraz został jeszcze najważniejszy element układanki - wypełnić treścią deklaracje, że szósta drużyna w rankingu FIFA jedzie do Rosji z mocnym postanowieniem wyjścia z wymagającej grupy.

Michał Kucharczyk Michał Kucharczyk KUBA ATYS

Gorąco w Ekstraklasie

Przerwa na mecze kadry to w klubach Ekstraklasy bardzo pracowity okres. Nierzadko w tym czasie dokonywano zmian trenerów, szkoleniowcy opowiadali o ciężkiej pracy, przykręceniu śruby i badaniach szybkościowo-wydolnościowych. Teraz najwięcej dyskutuje się o decyzjach personalnych w trzech klubach. Od Gdańska, przez Warszawę, aż do Krakowa wiał silny wiatr zmian, który wypchnął poza kadrę pierwszego zespołu Marco Paixao, Michała Kucharczyka i Patryka Małeckiego. Choć każda z tych sytuacji jest nieco inna to nie brak im wspólnego mianownika.

Odsunięci zostali zawodnicy o niebagatelnym znaczeniu dla swoich drużyn. Portugalczyk to zdobywca blisko połowy ligowych goli Lechii i król strzelców poprzedniego sezonu.  Małecki w Krakowie cieszy się ogromnym szacunkiem. Przez wiele lat wnosił sporo jakości do zespołu, w poprzednim sezonie jego gole i asysty dały dużo punktów Wiśle. Dodatkowo mocno się identyfikuje z klubem także poza stadionem. Lista zasług Kucharczyka w Legii nie jest może tak długa, jak lista jego krytyków, ale to bez wątpienia ważna element legijnej układanki i jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii klubu (5 Pucharów Polski, 4 mistrzostwa). Od początku wiosny grał rzadziej, ale jak trzeba było wziąć odpowiedzialność za zespół to nie wahał się długo i pewnie wykonał rzut karny w końcówce meczu z Lechem.

Patryk Małecki Patryk Małecki FOT. JAKUB PORZYCKI

Jak u Kapuścińskiego

Wstrząs w szatni, wyrzucenie z niej ważnego zawodnika to moment przesilenia w walce o wpływy. Kto czytał "Cesarza" Ryszarda Kapuścińskiego ten wie, jak wygląda rywalizacja stronnictw i koterii. Frakcji w piłkarskim zespole też jest kilka, bo wizja 25-osobowej grupy przyjaciół to utopia. Jedni lubią się bardziej, inni mniej. Niektórzy mocniej przykładają się do obowiązków, inni swoim podejściem irytują bardziej pracowitych kolegów. Część zespołu chce się integrować z nowymi piłkarzami, ale są i tacy, którzy wolą bronić swojej strefy wpływów. W Lechii, Legii i Wiśle mamy do czynienia z międzynarodową szatnią, w której Polacy wcale nie są siłą przeważającą. Są wśród nich tacy, którym zachwiane proporcje się nie podobają i zamierzają bronić swojego statusu. W szatni i na boisku. W każdym z opisywanych klubów szkoleniowiec jest innej narodowości niż odsunięty zawodnik. Przypadek? Nie sądzę. To trener obserwuje ścierające się grupy, to on musi pokazać, że jest szefem i potrafi uderzyć pięścią w stół, gdy ktoś przesadza. Jak wspomniany Cesarz musi równoważyć napięcia między poszczególnymi frakcjami.

Terror w domowym zaciszu

W poniedziałkowym dzienniku "L'Equipe" przeczytałem poruszający wywiad z kobietą piłkarza - ofiarą przemocy w związku. Jej opowieść jeży włosy na głowie. Terror psychiczny, ciosy pięścią w brzuch i twarz, ale i kosztowne prezenty, obietnice poprawy - tak wyglądała jej codzienność. Mimo bicia i poniżania cały czas chroniła swojego oprawcę. Trochę ze strachu, trochę z wiary w miłość i jego rychłą przemianę, która nigdy nie nastąpiła. Choć to bolesne wyznanie jest anonimowe (wiemy tylko, że piłkarz pochodzi z Afryki, kształcił się we francuskim centrum szkolenia, grał w Ligue 1) to nie ma wątpliwości, że problem jest realny. Ostatnio w krótkim czasie dwóch zawodników RC Lens, Brice Dja Djédjé oraz Nicolaz Douchez zostało aresztowanych za przemoc domową. Kibice z grupy Ultras Red Tigers wyrazili zażenowanie sytuacją prezentując na trybunach transparent: "Bijcie waszych rywali, a nie swoje kobiety."

Lens nie jest wyjątkiem. Buzujący testosteron w piłkarskim świecie wypacza umysły wielu zawodników. Problemy z prawem z powodu przemocy w domu mieli Kingley Coman (przyznał się do winy, karą była grzywna w wysokości. 5 tys. euro), Lucas Hernandez, Diafra Sakho czy Lilliam Thuram. Możemy się tylko domyślać o ilu przypadkach domowych dramatów do tej pory nie wiemy.

Krzysztof Marciniak, autor tekstu jest dziennikarzem nc+