Piszczek dla Sport.pl: Nie mówcie, że do Rosji jedziemy jako faworyt. Nasza grupa jest silniejsza, niż na Euro 2016

- Przestrzegałbym przed mówieniem, że na mistrzostwa świata w Rosji pojedziemy jako faworyt. To będą moje pierwsze i ostatnie mistrzostwa świata. Chciałbym osiągnąć jak najwięcej - mówi Sport.pl obrońca Borussii Dortmund Łukasz Piszczek. Początek MŚ w Rosji 14.06. Polacy pierwszy mecz zagrają 19.06 z Senegalem.
Łukasz Piszczek Łukasz Piszczek MIECZYSŁAW MICHALAK

Sebastian Staszewski: Gdy jechaliśmy na mistrzostwa Europy mówiliśmy, że wyjście z grupy będzie obowiązkiem. Podobnie będzie na czerwcowych mistrzostwach świata?

Łukasz Piszczek: Na mundialu trafiliśmy do znacznie trudniejszej grupy, niż na Euro 2016. Scenariusze mogą być różne, bo poziom jest wyrównany. Każdy może wygrać z każdym.

Losowanie w Moskwie nie wzbudziło więc twojego entuzjazmu?

Gdy dolosowywani byli kolejni rywale myślałem: "o, fajnie, z tym tu, z tamtym tam". Później spokojnie spojrzałem na tą grupę i doszedłem do wniosku, że byłoby łatwiej, gdybyśmy mieli jednego murowanego faworyta. Kolumbia niby takim jest, ale to nie jest zespół pokroju Niemiec czy Hiszpanii. Poza tym każda z drużyn jest inna. Piłkarze z Ameryki Południowej są techniczni, mają finezję, wyobraźnię. Afrykanie są silni fizycznie, świetnie zbudowani, grają w Anglii i Francji. Azjaci natomiast są ruchliwi, wybiegani. Kilkukrotnie grałem z zespołami japońskimi, znam też Shinjiego Kagawę i wiem ile mogą narobić kłopotów. To nie jest tak, że drużyny z Europy są na niższym poziomie. Ale je znamy, wiemy, czego możemy się po nich spodziewać. A po Senegalu? Japonii? To trochę zagadka.

Wojciech Szczęsny powiedział mi, że kłopotem może być to, że na każdego rywala będziemy musieli przygotować całkiem inny plan.

Dokładnie. Mam nadzieję, że nas to nie zgubi i będziemy w stanie sobie z tym poradzić. Przestrzegałbym jednak przed mówieniem, że do Rosji jedziemy jako faworyt. Bo tak nie jest.

Czyli mamy odpowiedź na pierwsze pytanie - awans z grupy to sukces, nie obowiązek.

To będą moje pierwsze i ostatnie mistrzostwa świata. Chciałbym osiągnąć tam jak najwięcej, dać z siebie wszystko. Taki cel mam w głowie. Nie mogę podejść do tego inaczej, dlatego chcę co najmniej tego awansu, choć wiem, że będzie to bardzo trudne zadanie. Ale zawsze myślałem pozytywnie, zawsze szukałem dobrych stron. Wierzę, że w czerwcu damy radę.

Drużyna, która awansowała na mundial, jest silniejsza od tej, która grała we Francji?

Przede wszystkim jest dojrzalsza.

Co to daje?

To niby frazes, ale każdy z zawodników, który był na Euro, rozegrał ileś tam meczów, miał większe czy mniejsze niepowodzenia, jakieś sukcesy, a to wszystko kształtuje piłkarza. Poza tym to nie jest ta sama grupa ludzi, która pojechała do Francji. Nieco się zmieniła. Może nie personalnie, ale jakościowo. Każdy z nas jest na innym etapie kariery. Wtedy przed turniejem wszyscy graliśmy w klubach, szło nam dobrze. Teraz sytuacja niektórych się zmieniła.

Na przykład Grzegorza Krychowiaka.

Dwa lata temu Grzesiek wygrywał Ligę Europy, był na topie. Teraz jest na innym biegunie, przez świat piłki został dość mocno sprowadzony na ziemię. Wiadomo, że starał się zachować spokój, ale okazało się, że wybór Paris Saint-Germain był błędem. On do tamtej drużyny nie pasował, nie była skrojona dla niego. Teraz ważne jest, aby odbudował rytm meczowy.

To paradoks, bo wszystko przemawiało za tym, aby "Krycha" postawił właśnie na PSG.

Sam mówił, że jest tam trener, który go chciał, ale w piłce wszystko szybko się zmienia. Bo szkoleniowiec dostaje do pracy inny materiał ludzki, widzi zawodników, którzy są na bardzo wysokim poziomie technicznym, nawet na pozycji defensywnego pomocnika, i tworzy sobie nową koncepcję. Grzesiek się nie przebił i zmienił klimat na angielski. Wydaje mi się, że ten mu służy. Od jakiegoś czasu wiedzie mu się lepiej. Oby większość z nas, reprezentantów, miała możliwości regularnego grania, bo to naprawdę ważne. Ogranie daje swobodę, luz, pewność. Niewielu jest na świecie piłkarzy, którzy wchodzą na boisko po długiej przerwie i od razu dają radę. Niedawno było tak z Marco Reusem, ale to tylko wyjątek.

Krychowiak nie jest Krychowiakiem z Euro 2016, ale również Piotr Zieliński nie jest już chłopakiem, który płakał w szatni po fatalnym meczu z Ukrainą. Dziś to pan piłkarz.

Tak, drużyna w końcu go zyskała. I to jest duże wzmocnienie, bo Piotrek dobrze się rozwija i już w eliminacjach mistrzostw świata był ważną postacią naszej reprezentacji.

Kibice narzekają jednak, że w kadrze wciąż nie zagrał wielkiego meczu.

Pamiętasz mecz w Czarnogórze?

Tak, podał ci, a ty strzeliłeś bramkę.

Przypominam sobie także mecz z Rumunią w Bukareszcie, gdzie zagrał bardzo dobrze. Nie chodzi o to, żeby w każdym spotkaniu miał sześć asyst. Ale on daje nam piłkarską jakość.

Która daje niewidoczną dla oka przewagę na murawie?

Zdecydowanie. Nie mieliśmy jeszcze w kadrze takiego zawodnika. Jeśli Piotrek ma swój optymalny dzień - choć nawet nie musi być optymalny - to jest bardzo dobry. Pamiętasz bramkę Kamila Grosickiego w meczu z Czarnogórą w Warszawie? Piotrek dostał ode mnie podanie, złapał się z jednym gościem, odbił się od niego, ale nie stracił piłki, podał do Roberta, a ten dalej do Kamila. I gol. To jest właśnie ta jakość, ta różnica. Dlatego nie krytykujmy go. To będzie facet, który przez najbliższe lata będzie dawał reprezentacji moc.

Piotr Zieliński Piotr Zieliński JENS MEYER/AP

Klubowy kolega Zielińskiego Vlad Chiriches opowiadał mi kiedyś, że na treningach Napoli Piotrek jest piłkarzem z innej planety, magikiem futbolu. Kiedy przyglądasz się "Zielowi" na treningach reprezentacji myślisz sobie: "ale ja jestem drewno!"?

Już czasem jak patrzę na naszych młodych chłopaków z Borussii to zastanawiam się dlaczego nie dostałem tyle talentu, co oni. To pół żartem, pół serio, ale naprawdę są kapitalni. Tak samo jak Piotrek. Gra obiema nogami tak, że nie powiedziałbyś którą ma lepszą. Dużo biega, dużo myśli. A jeśli nawet czasem mu nie wyjdzie, to zwalmy to na jego młody wiek. Bo wydaje mi się, że doświadczenie, które zdobywa w Neapolu, pozwoli mu wejść na światowy poziom. Mógłby go tak zachwalać i zachwalać, ale nie o to chodzi, żeby go zagłaskać. To poukładany chłopak. I naprawdę wierzę w to, że będzie olbrzymią siłą naszej drużyny.

Wspomniany przeze mnie mecz z Ukrainą, łzy Piotrka w szatni i trudne chwile sprawiły, że stał się silniejszy? Wydaje się, że w końcu radzi sobie z reprezentacyjnym stresem.

Na pewno nie był to dla niego łatwy moment, ale możliwe, że to była chwila, gdy zdał sobie sprawę, że nic gorszego może go już nie spotkać. Trener Nawałka podjął tamtą decyzję dla dobra drużyny i tyle. A później zaczęło się gadanie, okazało się, że każdy w Polsce zagrałby lepiej od Zielińskiego. To jest prawo kibica i nikomu nie można go odebrać, ale patrząc od środka wiem, że niektóre słowa krytyki są na wyrost. Wyciąganie tego, że ktoś zagrał o metr za mocno w lewy czy w prawo nie przyniesie nic dobrego. Czasem trzeba po prostu zaufać.

Powiedziałeś, że przed tobą pierwsze i ostatnie mistrzostwa świata.

Tak, choć życie lubi weryfikować takie plany. Dlatego nie mówię głośno, że do Rosji na pewno pojadę. Uważam, że takich rzeczy piłkarz nie powinien sobie planować.

Dlaczego nie? Kilku piłkarzy zastanawia się nad zakończeniem reprezentacyjnych karier po turnieju w Rosji.

Kiedy ktoś pyta mnie o mundial to odpowiadam: tak, chętnie pojadę, ale najpierw muszę wytrzymać w formie do czerwca. Może to trąci banałem, ale dla mnie w tej chwili naprawdę najbardziej liczy się każdy kolejny mecz. Pewnie zastanawiasz się dlaczego tak ważę słowa?

Tak.

Powiedziałem w jakimś wywiadzie, że mistrzostwa być może będą zwieńczeniem mojej gry w reprezentacji. I wszyscy tę deklarację odebrali dosłownie. A moim zdaniem nie ma dobrych momentów na podejmowanie trudnych decyzji. Choć czasem trzeba się na to zdecydować i już. Nie chcę jednak wzbudzać kolejnych emocji. Dużo myślę o chwili, gdy będę musiał powiedzieć "dziękuję, ale dalej nie jadę". Ale na razie koncentruję się tylko na mundialu. W reprezentacji chciałbym grać ile się da, choć wiem, że to nie jest wyłącznie kwestia "chcenia".