Belgia rozczarowaniem? Pięć powodów na tak

Po imponujących eliminacjach, z ekscytującym i młodym składem oraz łatwą grupą - Belgia na mundial może i jechała z łatką "czarnego konia", ale i poważnymi argumentami, by namieszać. Dlaczego więc po osiągnięciu ćwierćfinału pozostaje spory niesmak?
Marc Wilmots Marc Wilmots REUTERS/YVES HERMAN

Przez Marca Wilmotsa

Szkoleniowiec Belgów był chwalony za to, jak zmienił drużynę, która potrafiła kilka lat temu zremisować z Luksemburgiem w zespół pewnie zapewniający sobie awans na mistrzostwa świata. On sam mówił, że wszystko jest kwestią motywacji oraz uwierzenia w młodych, utalentowanych piłkarzy. Belgii trafiła się "złota generacja" pełna zawodników z czołowych europejskich klubów, a styl gry z eliminacji imponował na tyle, że "Czerwone Diabły" stawiano w gronie najlepszych reprezentacji z Europy. Jednak na mundialu z tego ofensywnego stylu gry zostało niewiele - zmuszeni do długiego rozgrywania, szukania dośrodkowań nie mogli rozwinąć skrzydeł. Wilmots im nie pomagał. Widząc męki swoich piłkarzy nie szukał nowych rozwiązań i chociaż częściowo bronią go gole zmienników, to zawsze wprowadzał ich naprawiając błędy selekcji. Jego decyzja, by to De Bruyne grał za plecami napastnika dziwi do tej pory. Rotując nazwiskami nie potrafił w ani jednym meczu trafić na optymalny zespół, który grałby na miarę tej Belgii z eliminacji.

Marouane Fellaini i Jose Maria Basanta Marouane Fellaini i Jose Maria Basanta Fot. UESLEI MARCELINO

Przez Marouane'a Fellainiego

Pewnie, że to selekcjoner odpowiada za wystawienie danego piłkarza, a Marouane Fellaini, po fatalnym sezonie w Manchesterze United, po prostu nie mógł dać Belgii miejsca w półfinale. W każdym ze spotkań grał przeciętnie, raczej nie wykraczając poza formę z ostatnich miesięcy. Dużo walki, najwięcej na mundialu przewinień i sporo wygranych pojedynków główkowych, ale mało jakości w rozegraniu. Może to nie wina Fellainiego, że Wilmots zdecydował się oprzeć na nim główny sposób Belgów na grę w ataku, ale przez to po raz kolejny skierował krytykę na przeciętnego pomocnika. Gdyby to jeszcze przypominało styl Evertonu sprzed dwóch, trzech lat, to pewnie Fellaini by się w tej taktyce odnalazł - jednak bezpośrednie, długie podania skierowane do niego ograniczały wpływ bardziej kreatywnych graczy.

Belgowie w ćwierćfinale przegrali z Argentyną Belgowie w ćwierćfinale przegrali z Argentyną Fot. UESLEI MARCELINO

Przez Vincenta Kompany'ego

Doświadczony stoper Manchesteru City w ostatnich latach dał się poznać jako jeden z bardziej sympatycznych belgijskich piłkarzy. Zawsze spokojnie tłumaczący występy swojej drużyny, gratulujący lub dziękujący rywalom, z interesującymi spostrzeżeniami nie tylko na temat futbolu. Także w grze imponował - głównie jednak wyprowadzeniem piłki i odwagą w dryblowaniu na własnej połowie. Na mundialu był jednak kiepskim środkowym obrońcą. Często niepotrzebnie szarżującym w odbiorze, faulującym przeciwników czy pozwalającym się przedryblować. Dziś Messi kilka razy go niemal ośmieszył - najpierw długim podaniem, którego Belg nie mógł odczytać, później dryblingiem w którym założył stoperowi siatkę. Zamiast być najmocniejszym ogniwem obrony, on był słabszy od van Buytena. Przy straconym z Argentyną golu zostawił Gonzalo Higuainowi zbyt dużo miejsca.

Divock Origi i Martin Demichelis Divock Origi i Martin Demichelis Fot. DOMINIC EBENBICHLER

Przez "młodych zdolnych"

Bo żaden z nich nie pokazał pełni swoich umiejętności w wymiarze dłuższym niż jedno czy nawet dwa spotkania. Divock Origi dostał niespodziewaną szansę, ale im dłużej grał tym mniej dawał swojej drużynie. Z kolei dwa lata starszy Romelu Lukaku wyłącznie w meczu z Amerykanami nawiązał do formy z całego sezonu Evertonu. Kevin de Bruyne spisywał się najlepiej wchodząc jako zmiennik, a nie w preferowanej przez Wilmotsa roli rozgrywającego. Eden Hazard zaliczył tylko dwie asysty, w meczu z Argentyną nie oddał nawet jednego strzału. Gdy swoją szansę otrzymał Adnan Januzaj, to był kompletnie niewidoczny. Piłkarze, którzy mieli nas ekscytować na tym mundialu przeszli przez niego niemal niezauważeni.

Jose Maria Basanta i Eden Hazard Jose Maria Basanta i Eden Hazard Fot. UESLEI MARCELINO

Przez łatkę "czarnego konia"

Największą bzdurą przed mundialem było mówienie o Belgach w kontekście sprawienia niespodzianki. Od piłkarzy takich, jak Hazard, Mertens, Witsel, Lukaku i De Bruyne powinno oczekiwać się znacznie więcej, pomimo ich braku doświadczenia w turniejach międzynarodowych. Kibice chcieli oglądać taką Belgię jak w eliminacjach, lecz zamiast tego zespół Wilmotsa nastawienie miał minimalistyczne. Nie chciał grać ani trochę ponad opinię jakiej doczekali się przed turniejem, jakby dla tych piłkarzy ćwiećfinał był szczytem możliwości. Łatka "czarnego konia" mundialu może Belgii też zaszkodzić - w wyciąganiu wniosków. Jeśli poczują się usatysfakcjonowani tym wynikiem przez pryzmat oczekiwań, progres zespołu może nie być tak dynamiczny, jakby tego kibice chcieli.