Mundial 2014. Mistrzostwa jak ekranizacja książki, czyli czego dowiedzieliśmy się po pierwszej kolejce?

Za nami pierwsza kolejka grupowa na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej w Brazylii. Mistrzostw, które, przynajmniej na tę chwilę, zadowalają nawet najbardziej wybrednych kibiców. Każdy znajduje na tym turnieju coś dla siebie. Choć na kluczowe rozstrzygnięcia będziemy musieli jeszcze poczekać, to po pierwszych starciach znamy już odpowiedzi na wiele pytań, które stawialiśmy sobie przez wiele tygodni, gdy odliczaliśmy czas do mundialu.
Trener Joachim Loew Trener Joachim Loew Fot. Matthias Schrader

Selekcjonerzy ściągają od trenerów

Mundial w Brazylii jest imprezą, którą interesują się nawet ci, którzy w trakcie sezonu klubowego mecz oglądają raczej od święta. Mistrzostwa Świata można jednak porównać do ekranizacji książki, w której reżyser wielokrotnie 'puszcza oko' do tych, którzy znają książkowy pierwowzór.

Będąc selekcjonerem reprezentacji masz swoich piłkarzy do dyspozycji kilka tygodni w roku. Nic więc dziwnego, że w Brazylii obserwujemy tak wiele zabiegów taktycznych ściąganych ze sceny klubowej. Książkowym przykładem jest Philipp Lahm. Jeśli ostatni raz widziałeś go na mundialu w RPA, to łapiesz się za głowę widząc, że ma on na tym turnieju odpowiadać za rozgrywanie w ekipie Joahima Loewa. Jeśli jednak zdarzyło Ci się obejrzeć w minionym sezonie Bayern Monachium wiesz, że to Pep Guardiola wymyślił mu tę rolę i przez cały sezon sprawdzał się w niej znakomicie.

W mecz z Portugalią udowodnił, że może dowodzić także środkiem pola w reprezentacji. 55 na 56 celnych podań w środku pola i bardzo rozmyślne rozpoczynanie ataków przeciw osłabionej czerwoną kartką ekipą Paulo Bento pokazało nam, że czasy, gdy Lahm skupiał się na prawej obronie dawno minęły.

Innym przykładem może być Roy Hodgson. Jeszcze niedawno będąc trenerem na Anfield Road kompletnie nie poradził sobie z presją bycie szkoleniowcem w klubie z takimi oczekiwaniami. Dziś zdaje się kopiować rozwiązania obecnego szkoleniowca Liverpoolu, Brendana Rodgersa. Nic zresztą dziwnego. Sterling, Sturridge czy Johnson byli architektami sukcesu 'The Reds' w tym sezonie, więc wykonawcy wydali się być stworzeni do grania szybkimi atakami, gdzie poszczególni obrońcy kompletnie nie wiedzą za którym ofensywnym piłkarzem powinni pędzić. Pierwszy mecz Anglii pokazał, że wciąż taktyka ta jest niedopracowana, ale zapewne z każdym meczem będzie funkcjonować lepiej i być może w kolejnych meczach z mniej szczelnymi defensywami od włoskiej może przynieść podobne efekty, co taktyka Liverpoolu w Premier League.

O wielkich sportowcach, trenerach i nieznanej twarzy piłki nożnej przeczytaj w książkach >>

To nie jest mundial dla ostrożnych

Pierwsze mecze mundialu w 2010 roku sprawiły, że cały świat narzekał na skuteczność i brak emocji. Euro 2012 wygrała Hiszpania, której gra sprawiała, że po każdym niemal jej meczu miało się wrażenie, że nawet w meczu półfinałowym chcieli wygrać jak najmniejszym nakładem sił, strzelając szybko na 1:0 i mogąc spokojnie się bronić czekając na finał.

Nic więc dziwnego, że Michał Zachodny pisze w swoim tekście, że wśród różnorodnych stylów gry, jakie zobaczymy na mundialu i tak najlepiej będą spisywać się selekcjonerzy, którzy z tyłu głowy bez przerwy będą mieli słowo 'asekuracja'.

Nic bardziej mylnego, okazało się, że defensywny futbol w stylu Grecji z 2004 roku, czy asekuracyjne wyprowadzanie każdego ataku niczym Hiszpania może już nie działać. Efektowne zwycięstwa Niemiec czy Holandii dają jasny sygnał: Można doprowadzić defensywę do perfekcji, ale niektóre ekipy są z przodu tak silne, że liczenie na szczęśliwe wygranie meczu 1:0 będzie samobójstwem.

Szwajcaria - Ekwador 2:1 Szwajcaria - Ekwador 2:1 Fot. DAVID GRAY

Pojedynek Europy z Ameryką Południową ozdobą turnieju

Były już odniesienia do ekranizacji książek. Kilka lat temu mieliśmy ekranizację 'Wojny Światów'. Gdyby ktoś chciał 'ekranizować' to, co dzieje się w Brazylii musiałby napisać 'Wojnę Kontynentów'. Pojedynek Szwajcarii z Ekwadorem dał nam emocje do ostatnich sekund, a Chile i Kolumbia pokazały, że wraz z Brazylią i Argentyną są gotowe by postawić opór wszystkim ekipom z Europy, które mają ochotę na zdobycie mistrzostwa.

Ze strony Ameryki Południowej zawiódł na dobrą sprawę tylko Urugwaj (mało kto spodziewał się popisów po Ekwadorze), ale niewykluczone, że jeszcze wrócą do walki o wyjście z grupy. Reszta natomiast zagrała tak, że póki choć Europe reprezentuje znacznie więcej ekip, to zabranie Pucharu Świata na Stary Kontynent może okazać się niewykonalne. Nawet wobec popisów Niemców i Holendrów w pierwszej kolejce. Jednak takie pokazy dają nam tylko gwarancje, że gdy dojdzie do starć tych najsilniejszych z poszczególnych kontynentów, czekają nas widowiska, które zapamiętamy na następne cztery lata, albo i dłużej.

Pierwsza kolejka utwierdziła nas też w tym, że na dobrą sprawę reszta się nie liczy. Bardzo przyzwoity mecz Ghany z USA i solidna postawa Meksyku były jedynymi przebłyskami reprezentacji krajów nie leżących na wspomnianych dwóch kontynentach.

No chyba, że weźmiemy na poważnie pokaz siły Kostaryki?

W meczu Francji z Hondurasem po raz pierwszy w historii MŚ o golu zadecydowała technologia goal-line W meczu Francji z Hondurasem po raz pierwszy w historii MŚ o golu zadecydowała technologia goal-line Fot. Andrew Medichini

Chcieliśmy goal-Line technology, ale skoro się przydała, to już mamy wątpliwości

Liczba kontrowersyjnych sytuacji, przez które poszczególne drużyny niesłusznie dostały bramkę/zostały okradzione z trafienia w ostatnich latach urosła do niebotycznych rozmiarów. Nic więc dziwnego, że apele o wprowadzenie technologii weryfikującej to, czy piłka faktycznie przekroczyła linię bramkową.

W końcu FIFA poszła na rękę kibicom, dziennikarzom, piłkarzom. Gdy w końcu nadarzyła się pierwsza sytuacja, w której technologia goal-Line realnie się przydała nagle? pojawiły się głosy krytyki. Zaczęto dopytywać o dokładność pomiaru, o liczbę kamer, o skalę w jakiej pokazywana jest piłka i linie bramkowa na powtórce ? dosłownie o wszystko. 'Jak w ogóle można atakować tę technologię w momencie, gdy pierwszy raz uratowała sędziego przed kolejną aferą' - pytał na Twitterze jeden z dziennikarzy ESPN tuż po meczu Francja ? Honduras.

Pytanie jakie będą reakcje, gdy technologia ta zadecyduje o być albo nie być któregoś z faworytów w turnieju, gdy dojdzie do fazy pucharowej.

Vicente del Bosque Vicente del Bosque Fot. RICARDO MORAES/Reuters

Zwlekanie z odkrywaniem kart szybko eliminuje

Któryś z najbliższych współpracowników Vicente del Bosque powinien mu powiedzieć, że tym razem zwlekanie z odkrywaniem tego, co Hiszpania ma najlepsze to stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Gdy Xabi Alonso strzelając z rzutu karnego dał Hiszpanii prowadzenie wielu mogło pomyśleć, że Hiszpania znowu będzie chciała dowieźć skromne zwycięstwo do końca. Problem w tym, że do 90 minuty zdążyła stracić jeszcze pięć bramek i mocno skomplikowała sobie sytuacje w grupie. Teraz czeka ich pojedynek z Chile, po którym mogą pożegnać się z marzeniami o obronie tytułu. Pod ścianą są też Portugalia, Anglia i Urugwaj. Te drużyny muszą przyjąć do wiadomości, że nie mają już marginesu błędu, muszą zagrać w drugiej kolejce na sto procent i nie mogą zachować niespodzianek taktycznych na najmocniejszych rywali w fazie pucharowej.

Dla kibiców to szczęście w nieszczęściu. Ryzyko odpadnięcia takich zespołów powoduje, że bardzo szybko możemy zobaczyć, na co je naprawdę stać. W końcu albo to pokażą, albo pożegnają się z turniejem.

Więcej o: