Sport.pl

MŚ 2010. Finał MŚ: Czy Holender podskoczy Hiszpanowi

Hiszpanie wychowali najlepszych piłkarzy świata na każdej pozycji, Holendrzy opierają sukces na skrzętnym ukrywaniu przywar. Mnóstwa przywar. Finaliści zagrają do jednej bramki czy trener van Marwijk naprawdę wymyślił coś specjalnego? Początek meczu o 20.30. Relacja Z czuba i na żywo na Sport.pl.
Bramkarze

Iker Casillas (29 lat) boi się Jabulani śmiertelnie, w półfinale z Niemcami prawie w ogóle nie próbował jej łapać. Piąstkował, byle kontakt z nią ograniczyć do absolutnie niezbędnego minimum. W RPA wszyscy między słupkami cierpią, Hiszpan odtrącał piłkę mądrze, nigdy pod nogi rywali. Wobec przewlekłych kłopotów zdrowotnych Gianluigiego Buffona wkrótce nie będzie miał już prawdopodobnie w swoim fachu konkurencji. Obronił dwa rzuty karne w ćwierćfinale Euro 2008, teraz zatrzymał jedenastkę w johannesburskim ćwierćfinale z Paragwajem, by w końcówce jeszcze kilkakrotnie ocalić drużynę.

Maarten Stekelenburg (28) rozgrywał zaskakująco dobry turniej, zwłaszcza na Brazylijczyków się uwziął (jedna z najlepszych interwencji turnieju po strzale Kaki), aż w półfinale zaczął fałszować po swojemu - trząsł się z nerwów, odbierał spokój kolegom, nie zainteresował się piłką frunącą wprost na niego (gol Forlana). Każdym gestem przypominał, jak fantastyczny bramkarz Holandię opuścił - gdyby między jej słupkami stał zimnokrwisty Edwin van der Sar, mielibyśmy tutaj remis. Nie stoi, dlatego mamy wyraźną przewagę Hiszpanii.

Obrońca

Choć Gerardowi Pique (23) zdarzało się w RPA tracić głowę (gdy chciał wyrwać ramię Oscarowi Cardozo i zmusił sędziego do podyktowania rzutu karnego), wraz z Carlesem Puyolem (32) nadal tworzy najmocniejszą parę stoperów w futbolu nie tylko reprezentacyjnym. Parę ofiarną, osłaniającą bramkę całym ciałem (blokują bardzo dużo strzałów), niebezpieczną na polu karnym rywala, doskonale się rozumiejącą - to w ogóle naczelny atut Hiszpanów, którzy wiele zbiorowych nawyków przenoszą do kadry z Barcelony. Opaskę kapitana nosi Casillas, ale to czupryna Puyola jest sztandarem reprezentacji.

Holendrzy w centrum defensywy mają najczulszy punkt - z punktu widzenia i indywidualnych umiejętności i pracy grupowej - co zaszkodziło im dotychczas tylko raz, w ćwierćfinale, gdy kontuzji na rozgrzewce doznał Joris Mathijsen (30). On miał być stosunkowo najsolidniejszy, tymczasem porządek na tyłach trzyma John Heitinga (26). Naprawia wpadki lewego obrońcy Giovanniego van Brockhorsta (35), który wraz z rozwojem turnieju wyraźnie się rozkręca, ale jego fenomenalny gol w półfinale nie unieważnia tego, co wyprawiał wcześniej - zwłaszcza Duńczycy oraz Japończycy tańczyli wokół niego jak chcieli. Wytrwać w skupieniu nie umie także najbardziej wśród nich dynamiczny Gregory van der Wiel (22), dlatego nie ma żadnych wątpliwości, iż Hiszpanie - wystawiają jeszcze po bokach postrzelonego Sergio Ramosa (24) i niespodziewanie niezawodnego Joana Capdevilę (32) - bronią znakomiciej. W fazie pucharowej nie stracili gola, Holendrzy tracą go zawsze.

Defensywni pomocnicy

Dzięki nim miękkość obrony uchodzi Holendrom płazem. Mark van Bommel (33) to charakter mundialowej opowieści najczarniejszy - fauluje każdego, kto wejdzie mu w drogę, i to fauluje ostro, na połamanie kończyn. Cel zawsze uświęca dlań środki, wątlejszych psychicznie czyni częściowo niezdolnymi do walki po kilku minutach, wywiera też nieustającą presję na arbitrach, wciąż z nimi dyskutując i zwracając uwagę na brudne chwyty przeciwników. Nie sposób go lubić, nie sposób przecenić. Urodzony lider, precyzyjnie podaje, bez jego przemożnego wpływu na wydarzenia w środku pola van Bronckhorst nie strzeliłby fenomenalnego gola Urugwajowi.

Osobowością van Bommel tak przytłacza, że Nigela de Jonga (25) niemal nie zauważamy. Niesłusznie, na tej pozycji pilność i rzetelność - trudno przypomnieć sobie jego rażący błąd na mundialu - wystarczają, by nie oszczędzać na pochlebstwach.

Rzetelności brakuje za to Xabiemu Alonso (29), który zbyt często szwenda się bez celu, a kiedy piłka spadnie mu pod nogi i ją uderza, w najlepszym razie obija reklamowe bandy. Pudłuje na potęgę, nie przyjdzie mu do głowy, by przestać, nie zwrócił jeszcze na siebie uwagi żadnym oryginalnym zagraniem. Paragwaju nie umiał ugodzić nawet z rzutu karnego.

Sergio Busquets (22) też się nie wybija. Jego poprzednika Marcosa Sennę obwołano jednym z bohaterów złotego Euro 2008, on jest trochę nieobecny. Dodaje Hiszpanii głównie centymetrów (choć przy stałych fragmentach gry pracują Puyol z Pique) i przyczynia się do przewagi liczebnej w środku pola. Konkretnych zasług nie miał, czasami wydawał się wręcz zbędny, np. w ćwierćfinale z wycofanym Paragwajem. To jedyny rejon boiska, w którym przewagę musimy przyznać Holandii.

Ofensywny rozgrywający i skrzydła

Pedro (23), Xavi Hernandez (30), Andres Iniesta (26), czyli barceloński tercet mikrusów niepowtarzalny. Półfinałowe zastąpienie tym pierwszym przygasłego Fernando Torresa było najważniejszym na turnieju trenerskim zwrotem taktycznym, być może na miarę złota - Hiszpanie bawili się piłką pod nosami Niemców z uciechą iście katalońską, rywale mogli tylko odwlekać nieuchronne.

Xavi udowodnił w środowy wieczór, że potrzebuje poczuć rangę wydarzenia, by czerpać obiema stopami z całego bogactwa wyobraźni najzmyślniejszego rozgrywającego na planecie. Wcześniej trochę przywiędły, rozkwitł w porze medalowej.

Iniesta rozkwitł, gdy odzyskał siły. On wprowadza taki zamęt wokół pola karnego i na polu karnym - i wywijaniem stópkami, i nieustającym zmienianiem pozycji - że gdyby przyleciał na MŚ w pełni gotowy do walki, Hiszpanie prawdopodobnie nie najedliby się strachu we wcześniejszych meczach. Z piłką przy bucie nawet w zatłoczonej windzie czułby się jak na lotnisku, nie zablokuje go żadne zagęszczenie obrony przeciwnika.

Jak wymienieni Hiszpanie są do siebie podobni, tak każdy z ofensywnego tercetu holenderskiego przybywa z innego świata. Wesley Sneijder (26) odpowiadałby Katalończykom wzrostem, ale barokowym zdobnictwem gardzi - nienawidzi podawać wszerz boiska, nienawidzi przytulać się do piłki, jego kopnięcia przypominają szybkie cięcia, które mają załatwić sprawę natychmiast. W jego manewrach nie wypatrzymy żadnego zbędnego zawijasa, jeśli rozgrywający Interu traci na coś energię, to w precyzyjnie określonym celu. Stylem gry nie uwodzi, nawet gole strzela - podobnie jak w Lidze Mistrzów - często nieefektowne, po rykoszetach. Jeden z piłkarzy, którzy z Jabulani się zaprzyjaźnili, choć głośno się na nią skarżył.

Arjen Robben (26) uwodzi, choć trudno znaleźć dryblera bardziej przewidywalnego. Kiedy próbuje kopnąć prawą nogą, mamy wrażenie, że używa kija od krykieta, więc zawsze przekłada piłkę na lewą, zawsze w lewo skręca, zawsze tak samo uderza. Wszyscy wiedzą, co planuje, nikt nie umie temu zapobiec. Na przeciwległej pracuje Dirk Kuyt (30), typ w pomarańczowym stadku osobny - pokorny, najlepiej rozumiejący ducha zespołu, zapracowany, skupiony na swoich małych zadaniach. Czy on w ogóle podnosi kiedykolwiek głowę? Przebiera nogami jak oszalały, żeby nadrobić dystans, którego nie chce się przemierzyć niektórym kolegom, dlatego łatwo zapominamy, że to napastnik. Najmniej doceniony w reprezentacji - musiałby zapewne zwrócić na siebie uwagę golem, by wszyscy dostrzegli, ile znaczy dla zespołu.

Trio hiszpańskie góruje nad holenderskim zgraniem, ale ze względu na onieśmielające rywali pragnienie zwyciężania Sneijdera, który po triumfie w Lidze Mistrzów poczuł niepowtarzalną być może szansę, by zostać graczem roku na świecie, mamy prawo ogłosić remis, z leciutkim tylko wskazaniem na Pedro, Xaviego i Iniestę.

Środkowy napastnik

David Villa (29) powinien spoglądać na nas ze ścian johannesburskich drapaczy chmur, wystając spomiędzy Messich i Rooneyów. Nie spogląda z jednego tylko powodu - reklamiarzy nie interesuje klasa futbolisty, lecz jego zarobki i marketingowa nośność klubu, który mu płaci. Hiszpan jesienią wreszcie poszybuje między megagwiazdy, bo włoży koszulkę Barcy, choć od kilku sezonów jest najbardziej bezlitosnym snajperem w europejskiej piłce. W RPA nienasycony, stale w ruchu, równie zabójczy na skrzydle i środku napadu, dopiero w półfinale o zwycięstwie mistrzów Europy rozstrzygnęli inni. Nie dać mu tytułu króla strzelców byłoby okrucieństwem.

Robin van Persie (27), choć potencjał ma niezmierzony, odstaje od kolegów w każdym meczu. Poniekąd z powodu obopólnej niechęci do współpracy ze Sneijderem, z którym się nie lubi, ale również z powodu miernej formy. Sporo się w sezonie klubowym leczył, na mundial przyleciał osowiały, wyzuty z energii i idei. Niewyjaśnionym splotem okoliczności zdobył jedną bramkę, całokształt lepiej oddają mecze - jak ćwierćfinałowy z Brazylią - w których nie oddaje strzału. Przed półfinałami tylko jeden uczestnik mundialu, Urugwajczyk Lugano, dotykał piłkę rzadziej.

Holenderski snajper ledwie oddycha, hiszpańskiego rozpiera entuzjazm - na tej pozycji dzieli finałowych rywali otchłań.

Rezerwowi

Niektórzy hiszpańscy rezerwowi potrzebują niemałego wysiłku woli, żeby znieść ugniatanie ławki. Cesc Fabregas to przecież absolutny lider Arsenalu, Victor Valdes wziął nagrodę dla najlepszego bramkarza Primera Division, Davida Silvę skusił milionami Manchester City. Holendrzy odwrotnie - Rafael van der Vaart czy Klaas-Jan Huntelaar do ról drugoplanowych przywykli. Kontrowersje wzbudza jednak przede wszystkim wspomniany Torres - normalnie snajper wyborowy, w RPA wpływający negatywnie na grę całego zespołu. Trenera zawsze będzie nęciło, by wpuścić takich jak on - uwielbiających rozstrzygać o wynikach finałów, nieprzejmujących się tym, co nie udało im się wczoraj i przedwczoraj. Na Euro 2008 też długo patrzył, jak strzela Villa, by w finale samemu oddać złoty strzał... Znów wyraźna przewaga Hiszpanii.

Trenerzy

Kompetencję fachowców w typie Vicente del Bosque zawsze chętnie się podważa - już w Realu Madryt zdobył Puchar Europy z wirtuozami, z którymi wstyd go nie zdobyć. Sceptycy milkną, gdy przychodzi następca i wygrywać nie umie. Przed MŚ hiszpański selekcjoner dostał identyczną misję - nie wyważać otwartych drzwi, nie uprzeć się na odciskanie swojego piętna na grupie fantastycznych piłkarzy. Zwłaszcza koncepcję ofensywną w sporej mierze wystarczyło przenieść z Camp Nou.

Na razie jednak Hiszpanie w pełni wykorzystali swoje możliwości tylko raz, więc wyżej musimy ocenić mundialowy dorobek Berta van Marwijka. Pozostaje wielką tajemnicą turnieju, jak holenderski selekcjoner utrzymuje na wspólnym kursie grupę wiecznie się rozłażącą, ze sławami podzielonymi żrącym konfliktem. Przed finałem obiecał Hiszpanom niespodziankę, która zetnie ich z nóg. Nadszedł czas, by zacząć mu wierzyć.

Więcej o: