Sport.pl

MŚ 2010. Paragwaj - Hiszpania 0:1. Mistrzowie Europy się namęczyli

Do dogrywki brakowało dziewięciu minut, gdy piłka trzykrotnie odbiła się od słupków, aż wreszcie wpadła do bramki i ukróciła męki Hiszpanów. To niesamowite, ile mistrzowie Europy się nacierpieli, zanim wypchnęli z mundialu Paragwaj
Tak relacjonowaliśmy mecz na żywo na Zczuba.pl

Ale emocje o najwyższym stężeniu przeżyliśmy wcześniej. Dwie minuty, trzy rzuty karne, zero goli. Ktoś naprawdę sądził, że po piątkowym dramacie Ghany i Asamoaha Gyana napięcie może już tylko opadać?

Najpierw zwariował Gerard Pique. Szarpał Oscara Cardozo za rękę, jakby chciał ją wyrwać. Ostudził go dopiero sędzia. Rzut karny, uderza Cardozo. Wszystkie członki zachował, ale jego strzał Iker Casillas obronił. Już nikt w jego kraju nie będzie wymyślał, że jest rozkojarzony, bo zza bramki relacjonuje mundial jego narzeczona, dziennikarka. Znów będzie świętym Ikerem.

Gdy Casillas obronił, ruszył kontratak. David Villa, jedyny naprawdę ożywiony tego wieczoru hiszpański gracz, wpada w pole karne, popchnięty pada. Znów karny, Xabi Alonso z zimną krwią wkopuje piłkę między słupki, ale koledzy reagują, jakby chcieli wylądować w siatce razem z nią. Zbyt wcześnie wbiegają w pole karne. Tak w futbolu nie wolno.

Jeszcze jedna jedenastka, Xabi Alonso wybiera przeciwległy róg. Bramkarz Justo Villar też! Gdy odbijał piłkę, mijało cztery i pół godziny, odkąd Paragwaj stracił na mundialu gola. Pokonał go jedynie Daniele de Rossi, w inauguracji z Włochami.

Teraz przetrwać pomógł mu jeszcze sędzia, który powinien podyktować także czwartego karnego. Niestety faulu na Cesku Fabregasie nie zauważył.

Pierwsza połowa dreszczowca nie zapowiadała...

...choć przebiegała szokująco. W 41. minucie nastroje hiszpańskich fanów, wciąż lewitujących w euforii po zwycięstwie nad Portugalią, musiały znów - jak po inauguracyjnej porażce ze Szwajcarią - opaść na dno. Cóż z tego, że absorbujący defensywę Cardozo stał na spalonym, gdy Dario Veron dośrodkowywał do Nelsona Valdeza, skoro błąd Paragwajczyków był minimalny, piłka wylądowała w siatce, a Hiszpanie nie potrafili wcześniej uderzyć celnie ani razu?

Nie tak powinni grać mistrzowie Europy, absolutni przedturniejowi faworyci do złota, ludzie, którzy przed meczem myśleli już o odległej przyszłości.

- Za każdym razem, gdy kładę się do łóżka, przed zaśnięciem mówię sobie, że musimy wygrać mundial - powtarzał Xavi. Na boisku chyba wciąż śnił. W pierwszej połowie zauważyliśmy go raz, gdy wystrzelił piłkę wysoko nad poprzeczkę.

- Trzeba chwytać dzień, przeć po złoto, bo doczekaliśmy się najwybitniejszej futbolowej generacji w historii, a nie wiadomo, ilu z nas dotrwa do następnych mistrzostw - dokładał swoje Carles Puyol.

- Nie zadowolę się półfinałem, chcę finału i już. Hiszpański futbol przeżywa wielkie chwile, musimy je wykorzystać - to słowa Vicente del Bosque.

Hiszpanie najwyraźniej zapomnieli, że na boisku czas biegnie inaczej, że 90 minut może zmienić się w całą wieczność cierpień, jeśli nie wybiegniesz z szatni skupiony, nie umiesz docenić rywala, zapomnisz o świętej sportowej zasadzie, by myśleć tylko o najbliższym meczu. Paragwajczycy, którzy do ćwierćfinału zajrzeli po raz pierwszy w historii, nie tylko perfekcyjnie chronili własne pole karne, ale jeszcze zapuszczali się pod cudze. Sławniejszych rywali podjęli z zimną krwią, Cristian Riveros znajdował nawet w sobie wystarczająco zuchwałości, by pod swoją bramką przepuszczać piłkę między nogami Gerarda Pique. Trener Gerardo Martino, jeden z wielu na turnieju wytrawnych strategów z Ameryki Płd., triumfował. Po dwugodzinnym tasiemcu z Japonią okoliczności zmusiły go do wymiany połowy składu, ale spójności jego grupa nie straciła w żadnym calu.

Jego piłkarze przegrali...

...bo grających niechlujnie Hiszpanów znów uratował David Villa, codziennie nazywany przez del Bosque najlepszym napastnikiem na świecie. Piłka długo nie chciała wpaść do bramki, jakby zeźlona na bylejakość gry faworytów. Uderzyła w słupek po strzale Fernando Llorente, uderzyła w oba słupki po strzale Villi. Ale nowy snajper Barcelony na gola zasłużył. Zdobył piątego, mknie po tytuł króla strzelców. Ma szansę, jeśli w półfinale z Niemcami w hiszpańskich koszulkach będą wokół niego biegać zupełnie inni ludzie. Stawka tego wymaga - na mundialowym podium Hiszpanie nie stanęli jeszcze nigdy.



Więcej o: