MŚ 2010. Argentyńska czirliderka z brodą

Argentyńczycy przegrali w ćwierćfinale mistrzostw świata z Niemcami 0:4. Po meczu suchej nitki na trenerze Albicelestes - Diego Maradonie, nie zostawili korespondenci Sport.pl w RPA. - Boski Diego to typ ekstremalny. Przez całe życie zatacza się od ściany do ściany, w futbolu był monumentalnym graczem i trenerem maleńkim jak ołowiany żołnierzyk - pisze na blogu Rafał Stec. - Maradona, mistrz nad mistrze, "największy złodziej świata", poza przekonywaniem, że się na pewno uda, że są świetni, wybitni, najlepsi na świecie, niczego nie wymyślił - wtóruje Michał Pol.
- Boski Diego to typ ekstremalny. Przez całe życie zatacza się od ściany do ściany, w futbolu był monumentalnym graczem i trenerem maleńkim jak ołowiany żołnierzyk. Odkąd wtoczył się do reprezentacyjnej szatni, Argentyńczycy nigdy nie zremisowali, dziś znów grali niezwyczajnie - gola stracili po trzech minutach, szybciej niż kiedykolwiek na mundialach, od 20 lat nie zdarzyło im się też, by kazali nam czekać na pierwszy strzał pół godziny. Maradona znieruchomiał. On od początku turnieju przypominał raczej brodatą czirliderkę niż trenera. Przy boisku głównie tańczy, lubi przytulać się do piłkarzy, ale znaczącego wpływu na grę nie ma. Powłóczy tęsknym spojrzeniem za największą gwiazdą i czeka, aż gwiazda rozbłyśnie na tyle, by oślepić roztropnie broniących się - i groźnie kontratakujących - rywali - więcej przeczytasz na blogu Rafała Steca.

- Ich wyga, mistrz nad mistrze, "największy złodziej świata", poza przekonywaniem, że się na pewno uda, że są świetni, wybitni, najlepsi na świecie, niczego nie wymyślił. Żadnej przebieranki za chasydów jak "Przekręcie", żadnego przejęcia ciężarówki ze złotem przy pomocy podziemnej eksplozji jak we "Włoskiej robocie", żadnego tricku z lipnym nagraniem ja w Ocean Eleven", żadnego przebicia się z pobliskiej łaźni jak w "Sexi beast", nie wspominając już o sposobach tak wyrafinowanych jak w "Va Banku" - pisze o Diego Maradonie Michał Pol.

Więcej o kadrze Argentyny na MŚ »