RPA 2010. Anglia - Niemcy w niedzielę. Wojna podjazdowa już trwa

Przed niedzielnym meczem Niemcy sprawiają wrażenie niezniszczalnych. Anglicy modlą się, by los oszczędził im rzutów karnych.
Kiedy z kadry Niemców wypadł kontuzjowany Michael Ballack, kraj dmuchał w balon pewności siebie Bastiana Schweinsteigera. Gdy i ten ma problem ze zdrowiem, zaczęła się narodowa kampania kreowania na lidera Toniego Kroosa.

Jeśli Schweinsteiger nie będzie w stanie grać przeciwko Anglikom, to właśnie Kroos ma go zastąpić. Czy debiutant w drużynie może czuć się w niej równie pewnie jak rutyniarz? 20-latek talent ma ogromny, co wiadomo od czasu, gdy został najlepszym graczem mistrzostw świata U-17 w Korei Południowej. Ale nigdy nie ciążyła na nim taka odpowiedzialność, jaka może spaść na niego w meczu z Anglikami. W Niemczech spodziewany jest nowy rekord przed telewizorami - niedzielny mecz ma oglądać ponad 30 mln osób. - Na mistrzostwach świata trzeba liczyć się z tym, że ważni zawodnicy mogą wypaść ze składu. Trzeba być do tego przygotowanym - mówił w czwartek bramkarz Manuel Neuer.

Czy Niemcy są?

Na pewno byli przygotowani na brak Ballacka. Gdyby jednak miało zabraknąć Schweinsteigera, drużyna ma problem. Pomocnik Bayernu Monachium przejął od Ballacka rolę mentalnego lidera zespołu. Sam Ballack wskazał na gracza Bayernu. Brukowce pisały, że "z Bastianem nie trzeba się bać braku Ballacka". Drugi trener kadry Hansi Flick: - Nie jest dla zespołu tylko człowiekiem, który gra w nim w piłkę. Jego znaczenie jest dużo większe. Nie wiadomo, czy zagra. Sytuacja jest bardzo trudna.

Dziennik "Der Tagesspiegel" nie ma wątpliwości. "Bez Schweinsteigera gra nie jest taka, jaka być powinna" - pisze.

Wobec kontuzji kapitana Niemców na drugi plan zszedł strach przed Wayne'em Rooneyem. - To gracz wyjątkowy. Ale musimy myśleć o sobie, a nie o rywalach. To od nas zależy, czy przejdziemy dalej - mówi Arne Friedrich. - Anglicy mają znakomitych zawodników, ale my nie jesteśmy gorszym zespołem. Z każdym meczem jesteśmy coraz bardziej twardą drużyną. A tylko twardością można pokonać takiego rywala jak Anglia - ocenia Mesut Ozil.

Jednak angielscy fani nie mają złudzeń, że to właśnie Rooney może dać im to wszystko, co przez lata trwoniły kolejne pokolenia ich piłkarzy. Po historycznym mistrzostwie świata w 1966 roku w fazie pucharowej Anglicy nie wygrali z potentatami ani jednego meczu. Potrzebowali dogrywek, by wygrać ze słabą Belgią i Kamerunem, a na poprzednim mundialu wymęczyli jednobramkowe zwycięstwo z Ekwadorem.

Wcześniej marzeń o strefie medalowej skutecznie pozbawiali ich... Niemcy. Broniąc tytułu, przegrali z RFN (2:3 po dogrywce), na kolejne dwa turnieje w ogóle się nie kwalifikując. Na mundialu w Hiszpanii dobrnęli do drugiej rundy, ale po dwóch bezbramkowych remisach z gospodarzami i... RFN wrócili do domu. Cztery lata później nie było dużo lepiej, bo z mundialu wyrzucili ich Argentyńczycy, a na pamiętnych MŚ we Włoszech odpadli w półfinale - znów po rzutach karnych - z Niemcami. Kolejny turniej Anglicy oglądali w fotelach w swoich domach, zarzekając się jednocześnie, że z Francji przywiozą medal. W międzyczasie zorganizowali jeszcze mistrzostwa Europy, z których tradycyjnie odpadli, pudłując w rzutach karnych. Nietrudno zgadnąć, z kim wówczas przegrali. Realizacja ambitnego założenia szła zgodnie z planem aż do feralnego ćwierćfinału z Argentyną, kiedy z boiska wyleciał David Beckham, a jego koledzy ponownie udowodnili, że do perfekcji w rzutach karnych im daleko. W Korei i Japonii Anglicy w 1/4 finału zatrzymali się na późniejszych mistrzach świata Brazylijczykach, a w ojczyźnie ich notorycznych pogromców zawiedli w kolejnej już serii jedenastek, tym razem z Portugalią.

Jeśli w niedzielę sędzia odgwiżdże koniec drugiej części dogrywki, Niemcy prawdopodobnie padną sobie w ramiona.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca i Michała Pola