Sport.pl

MŚ 2010. Ghana - Niemcy. Mój brat obcokrajowiec

Mają tego samego ojca, różne matki, reprezentują na boisku różne państwa. Piłkarze Ghany zmierzą się dziś z Niemcami, a Jerome Boateng zagra przeciw Kevinowi Prince'owi Boatengowi. Czy wreszcie ze sobą porozmawiają?
Mory Toure, emerytowany żołnierz z Abidżanu, najbardziej lubi te chwile w meczach reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej, kiedy jego jeden syn podaje piłkę drugiemu. Niezapomniane chwile przeżył w Pucharze Narodów Afryki przed dwoma laty - Kolo Toure zapuścił się na skrzydło i dośrodkował do brata, a Yaya Toure strzelił Beninowi gola.

Boateng senior, który w przeciwieństwie do Toure seniora przyleciał na mundial do RPA, obejrzy co najwyżej, jak jeden syn fauluje drugiego. O ile w ogóle obejrzy na murawie obu. Kevin Prince bowiem dla Ghany grywa, a Jerome'a niemiecki selekcjoner posadził na ławce rezerwowych.

Obaj urodzili się w Berlinie. Matką pierwszego jest prawnuczka legendarnego Helmuta Rahna, bohatera najbardziej sensacyjnego finału w dziejach mistrzostw świata - strzelił zwycięskiego gola, gdy Niemcy w 1954 wygrywali 3:2 z niepokonaną od lat węgierską złotą jedenastką.

Małżeństwo szybko się rozpada, Boateng wiąże się ze stewardesą Lufthansy, która rodzi mu drugiego syna. Ten podróżuje z nią po świecie, chodzi do renomowanej szkoły, wychowuje się w Charlottenburgu, dzielnicy klasy średniej. Dobrze gra też w piłkę. Starszego o półtora roku brata spotyka w futbolowej szkółce Herthy Berlin, obaj stają się sobie bardzo bliscy. - Był moim idolem, chłopakiem, który przeżył w Wedding - opowiada dziś Jerome, grzeczny chłopiec z dobrego domu.

Wedding to dzielnica 15 tys. popełnianych przestępstw rocznie. - Tam, skąd pochodzę, masz trzy wyjścia. Możesz zostać narkotykowym dilerem, gangsterem albo piłkarzem - mówi Kevin Prince, który razem z matką żył z zasiłku.

On przejął po prapradziadku geny wielkiego futbolisty. Trafiał do wszystkich niemieckich reprezentacji juniorskich, zdobywał dla nich fenomenalne gole (także strzałami z połowy boiska), miał być przyszłością dorosłej kadry. Lubił się popisywać, wzbudzać aplauz tłumu, trenerzy zarzucali mu, że jeśli chce wielkiej kariery, musi uciec ze świata fantazji.

Jako 17-latek debiutuje w Bundeslidze, rok później rzuca się z pięściami na trenera. Kłopoty sprawia od zawsze, ucieleśnia tezę, że można wyciągnąć chłopaka z getta, ale nie można wyciągnąć getta z jego głowy. Klub wysyła go do szkoły, a piłkarz naśmiewa się z nauczycieli, że jeżdżą gorszymi samochodami. Kiedy w Tottenhamie, do którego przeszedł za blisko 8 mln euro, ląduje na ławce rezerwowych, popada w depresję. Noce spędza w dyskotekach, dni w sklepach i salonach samochodowych. W tydzień kupuje lamborghini, hummera i cadillaca. W szafach trzyma 200 czapek, 160 par butów i 20 kurtek, pokrywa skórę 13 tatuażami (biceps ozdobił mapą Afryki i Ghany). - Trwoniłem wielkie pieniądze, trenować mi się nie chciało - opowiada.

Wraca do Niemiec, ale w Borussii Dortmund wytrwa tylko pół roku. Choć uchodzi za wspaniały talent, zostaje usunięty z młodzieżówki (spóźnia się dwie godziny na wieczorną zbiórkę), powołań do dorosłej kadry nie dostaje. Postanawia grać dla Ghany. Choć nigdy jej nawet nie odwiedził, w maju zdobywa paszport.

Wybitny przed laty piłkarz Horst Hrubesch zna obu braci. - Jerome wie, jak żyć, akceptuje konieczność zawierania kompromisów. Kevin kompromisu nie uznaje, zawsze idzie na całość - mówił gazecie "Die Zeit".

Ostatnio stosunki między braćmi się popsuły. W finale Pucharu Anglii Kevin Prince, który odżył sportowo w Portsmouth, złamał kostkę Michaelowi Ballackowi i wykluczył kapitana reprezentacji Niemiec z mundialu. Prosił o przebaczenie kilka razy, ale brat przeprosin nie przyjął. Przestali rozmawiać. Wczoraj Kevin-Prince ujawnił, że od feralnego incydentu nie miał z Jeromem żadnego kontaktu.

Cacau zastąpi Klose



Śledź najświeższe doniesienia z RPA na blogu Rafała Steca