MŚ 2010. Słowacja bezbronna

Słowacy solidnie pracują na miano najgorszej drużyny mundialu. W pierwszym meczu w ostatniej minucie dali sobie wydrzeć zwycięstwo nad Nową Zelandią. W niedzielę byli tylko tłem dla grających bez fajerwerków Paragwajczyków i przegrali 0:2.
Po końcowym gwizdku dwaj koledzy z Manchesteru City Wladimir Weiss junior i Roque Santa Cruz wzajemnie sobie pogratulowali. Ale zadowolony mógł być tylko napastnik Paragwaju - jeden z najlepszych na boisku. Słowacja wygrać tego meczu nie mogła, bo przez 90 minut celnie strzelała tylko raz. W końcówce Robert Vittek rozpaczliwie zza pola karnego próbował pokonać Justo Villara.

Wcześniej jego koledzy niemiłosiernie męczyli się, rozgrywając piłkę. Większość dośrodkowań była blokowana. Prób było zresztą mało, bo często tracili piłkę w środku pola. Cała drużyna nie nadążała za akcjami. Koledzy biegli do ataku, gdy napastnik zdążył już stracić piłkę. Poza Vittkiem napastnicy byli niewidoczni. Filip Holosko, który w 70. minucie zmienił bezproduktywnego Stanislawa Sestaka, dotknął piłkę trzy razy.

Jan Mucha, który w rundzie wiosennej wielokrotnie musiał naprawiać błędy słabo spisującej się obrony Legii, wczoraj tak samo drżał przy każdej interwencji słowackich obrońców. Już w pierwszej połowie dwukrotnie kapitalnie bronił strzały Roque Santa Cruza i wygrał z nim pojedynek. Próbował dyrygować kolegami, ale ci byli zagubieni nawet we własnym polu karnym.

Słowacja co prawda wygrała grupę w eliminacjach afrykańskiego mundialu, ale po San Marino (47) i Polsce (14) straciła w niej najwięcej goli (10). Wczoraj kibice zobaczyli dlaczego. Oba gole dla Paragwaju padły po fatalnych błędach obrony. W pierwszej połowie Enrique Vela, mimo asysty dwóch obrońców, strzałem z 10 m nie dał słowackiemu bramkarzowi szans. Na kilka minut przed końcem trzej Paragwajczycy pogubili się w słowackim polu karnym. Żaden nie wiedział, czy strzelać. W końcu piłkę w siatce umieścił Cristian Riveros, a rywale całej akcji głównie się przyglądali.

Trener Gerardo Martinez w pierwszym meczu ustawił drużynę bardzo defensywnie i Paragwaj nie dał się ograć Włochom. W niedzielę zdecydował się na wystawienie trzech napastników, w tym wracającego po kontuzji Santa Cruza. Napastnikowi Manchesteru City, kiedyś uznawanemu za największy talent w Paragwaju, wielkiej kariery nie pozwoliły zrobić urazy. W pierwszym meczu zagrał tylko 22 minuty i narzekał, że kontuzjowana noga nie jest jeszcze w pełni sprawna. Przeciw Słowacji był motorem napędowym drużyny. Prawą stroną, na której był częściej, przechodziła większość ataków Paragwaju. To on rozpoczął akcję, po której padł pierwszy gol.

- Zagramy bez presji. Nie mówimy jak Polacy osiem lat temu, że zagramy w półfinale. Chcemy wypaść jak najlepiej - mówił przed mundialem Mucha. Po dwóch meczach debiutanci mają punkt, w czwartek zagrają z Włochami.