Korea Północna na MŚ 2010. Azjatycki Rooney

Tak na niego wołają rodacy - ze względu na agresywny, oparty na nieustannej harówce styl gry - choć Jong Tae-Se uważa, że przypomina kogo innego. - Nie powiem, że nie lubię tych porównań, ale widzę w sobie raczej odpowiednik Didiera Drogby - mówi.
Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca i Michała Pola

Urodził się w Nagoi, jako napastnik Kawasaki Frontale jest czołowym strzelcem ligi japońskiej, w reklamach występuje z południowokoreańskim piłkarzem Manchesteru United Park Ji-Sungiem, gra dla reprezentacji Korei Północnej. O innym wyborze nawet nie myślał, odkąd objął go system edukacji pod patronatem reżimu Kim Dżong Ila dla koreańskiej mniejszości w Japonii. Po rodzicach odziedziczył paszport południowokoreański, o północnokoreański się wystarał. Zawsze odmawia rozmowy o polityce, w swojej rubryce w seulskiej gazecie pisze głównie o sporcie likwidującym podziały. W miesiąc zarabia więcej (około 25 tys. dol.) niż jego koledzy z szatni przez całą karierę. - Trochę trwało, zanim zaakceptowałem ich obyczaje. Jak im pokazałem komórkę, długo podawali ją sobie z rąk do rąk. Stresowały mnie takie małe rzeczy - opowiada. Do kraju przyjeżdża tylko na mecze. W stołecznym Pjongjangu kibice - na północnokoreańskich trybunach zazwyczaj cisi, z rzadka klaszczący - jego imię skandują siłami całego 80-tysięcznego stadionu.

- Chcę strzelić jednego gola w każdym meczu, awansować do drugiej rundy, a potem wyjechać do Premier League - zdradza mundialowe cele Jong. W ostatnim meczu grupowym - przeciw Wybrzeżu Kości Słoniowej, którego atakiem kieruje Drogba - zamierza sprawdzić, czy nie jest lepszy od oryginału.

Wygraj Mundial! Załóż drużynę na Sport.pl i zgarnij 11 tys.! »