MŚ 2010. Grupa E. Czy Holandia nie strzeli sobie w stopę

Nie ma na mundialu drugiej tak różnobarwnej grupy: Holandia, Japonia, Dania i Kamerun mogą stworzyć niezapomniane widowiska już w pierwszej rundzie. Faworytem są Holendrzy. Nie tylko grupy. Jak zwykle. Czy jak zwykle efektownie odpadną?
Gdyby zorganizować mistrzostwa świata państw, które nigdy nie wygrały mundialu, a które miały i mają piłkarzy wybitnych, o ponadprzeciętnych umiejętnościach, prowadzących największe kluby Europy do lokalnych bądź globalnych triumfów - pomarańczowi byliby - obok Hiszpanii - głównymi faworytem. Oczywiście do czasu, aż ktoś czegoś by nie sknocił albo gwiazdy się nie pokłóciły. Kiedy holenderscy geniusze piłki zakładają pomarańczowe stroje, nie umieją zjednoczyć się w drużynie. - Wszystko zawsze idzie nam doskonale, dopóki nie mamy pierwszej szansy, by samemu strzelić sobie w stopy. Zawsze ją wykorzystujemy - mówi trener Guus Hiddink. W 1998 roku na mundialu we Francji jego Holandia z czarującym piłkę Dennisem Bergkampem na czele grała jak natchniona. Odpadła w półfinale - po karnych z Brazylią.

Czy pokolenie Robbena, van Persiego, Sneijdera, Kuyta i van der Vaarta jest w stanie dokonać tego, co nie udało się Gullitowi, van Bastenowi, Rijkaardowi, Koemanowi, Kluivertowi, a wcześniej Cruyffowi, Repowi, Neeskensowi, Rensenbrinkowi i innym wielkim? Wielkim prowadzonym przez wielkich trenerów. Holenderscy nauczyciele futbolu są najlepsi i najbardziej doceniani na świecie - znajdują zatrudnienie nie tylko wśród światowych potęg, ale i w najdalszych i najbardziej egzotycznych zakątkach świata.

Złota mundialu nie zdobył nawet najgenialniejszy z nich, czyli Rinus Michels, któremu w 1999 r. FIFA przyznała tytuł Trenera Stulecia. Na przełomie lat 60. i 70. stworzył Ajax Amsterdam, w którym nie było podziału na formacje. W zależności od potrzeby obrońca stawał się atakującym i odwrotnie. Wymyślony przez niego "futbol totalny" polegał na ciągłej wymianie podań, dzięki którym zespół cały czas przesuwał się pod bramkę rywali. Wymiana pozycji i tempa powodowała, że przeciwnicy nie wiedzieli, kogo mają pilnować. Z Ajaksem zdobył cztery mistrzostwa Holandii oraz Puchar Europy i został selekcjonerem "Oranje". W 1974 roku zespół z Johannem Cruyffem w składzie dotarł do finału, gdzie przegrał 1:2 z Niemcami. Cztery lata później w batalii o złoto od prowadzonych przez Austriaka Ernsta Happela Holendrów znowu lepsi byli gospodarze, czyli Argentyna (1:3). Nigdy później Holendrzy nie zagrali już w finale MŚ.

Jeśli za miesiąc dobrną do gry o złoto, ostatnią przeszkodą raczej nie będzie organizator mundialu. Ale czy dobrną? Skoro nie udało się to trenerom tej klasy, co Hiddink, Advocaat czy Beenhakker, a van Gaal w ogóle nie zakwalifikował się do MŚ w Korei i Japonii? Czy misja może się powieść 58-letniemu Bertowi van Marwijkowi? Jego osiągnięcia - w porównaniu z poprzednikami - są nijakie. Największe to Puchar UEFA zdobyty z Feyenoordem Rotterdam w 2002 r.

Kluczem do sukcesu ma być gra obronna, ale chyba u żadnego z faworytów nie ma takiej dysproporcji między defensywą a ofensywą jak u Holendrów. - Jeśli coś osiągniemy, znaczy, że świetnie funkcjonowała gra defensywna - mówił Hiddink. - W pomocy i ataku mamy fantastycznych piłkarzy. Zawsze chcemy wygrać w pięknym stylu, a sztuką jest nauczyć się zwyciężać 1:0 - dodał Ruud Gullit, jeden z liderów zespołu, który w 1998 roku wywalczył mistrzostwo Europy. Kiedy się spojrzy na zawodników odpowiedzialnych za ofensywę, może się zakręcić w głowie. Robben (Bayern), Sneijder (Inter), van Persie (Arsenal) plus Kuyt (Liverpool) oraz rezerwowi van der Vaart (Real) i Huntelaar (AC Milan) mogą roznieść każdą defensywę. Tak jak w eliminacjach, kiedy wygrali wszystkie mecze i w ośmiu spotkaniach stracili tylko dwa gole. Na mundialu jednak czwarta drużyna rankingu FIFA nie będzie miała tak łatwych rywali jak w kwalifikacjach. Dania to nie Norwegia, Kamerun nie Szkocja, a Japonia to nie Macedonia albo Islandia.

Dlatego walka o drugie miejsce zapowiada się pasjonująco. Nieprzewidywalni Azjaci, nieposkromione afrykańskie Lwy oraz "duński dynamit" mogą wykreować niezapomniane mecze, a Samuel Eto'o, Shunsuke Nakamura czy Niclas Bendtner mają umiejętności, by ich gwiazdy świeciły pod niebem RPA pełnym blaskiem. Celem Danii (36. w rankingu FIFA), Kamerunu (19.) i Japonii (45.) jest awans do fazy pucharowej. Szanse mają podobne, kluczowe będzie to, czy którakolwiek z drużyn będzie w stanie odebrać punkty Holendrom.

Więcej o: