Sport.pl

Nakata? Nakata!

W Japonii jest tylko jeden sposób, by uciec od Hidetoshiego Nakaty. Wyjechać
Jego twarz jest w Japonii wszechobecna. A także jego nazwisko, głos, styl bycia, sposób ubierania się.

Z czołówek kolorowych czasopism spogląda Nakata, w pociągach i autobusach króluje Nakata, na co drugim kanale telewizyjnym wywiadu udziela Nakata albo grono mędrców analizuje grę Nakaty. A jeśli akurat nie było żadnego sparingu, fachowcy analizują to, co powiedział Nakata. A Nakata mówi dużo i często, chyba że akurat musi zachwalać popularny japoński napój dla sportowców marki Kiryn.

Młodzież na głowie ma fryzury w stylu Nakaty, nosi koszulki z podobizną Nakaty, na pytanie o najlepszego piłkarza świata odpowiada "Nakata", w przyszłości chce grać jak Nakata. Chodzi do lokali, na ścianach których wiszą plakaty z żonglującym piłką Nakatą. Nosi plecaki z Nakatą. Pije z kubków z wizerunkiem Nakaty. Dyskutuje o Nakacie. Śni o Nakacie. Na razie Nakata nie wyskakuje z lodówek, ale znając technologiczną innowacyjność Japończyków, jeszcze przed końcem czerwca zapewne trafi i do nich. Chyba że idol numer jeden nowoczesnej Japonii zawiedzie, gospodarze szybko zakończą turniej i cały kraj będzie udawał, iż żaden mundial w okolicy się nie odbywa.

Nakata nie chce flagi

Jeśli kogoś zmęczyło nagromadzenie słowa "Nakata" w powyższych akapitach, niech lepiej nie wybiera się do Japonii. Chwilami można odnieść wrażenie, że stosunek do piłkarza, który dotychczas przecież nie zrobił wielkiej kariery (przynajmniej za granicą), osiągnął tutaj rozmiary bliskie religijnego kultu. Na ulicach sprzedawane są jego portrety - wielkoformatowe zdjęcia wsunięte w pozłacane ramy, na których mieści się tylko twarz 25-letniego pomocnika uśmiechającego się szeroko, z delikatnie zaznaczonym błękitem nieba w tle, jak gdyby Nakata przybywał z jakiegoś obcego świata.

Sam zawodnik próbuje bagatelizować zamieszanie wokół siebie. - Futbol w Japonii wciąż nie jest sportem numer jeden - przekonuje. - Ludzie szaleją bardziej na punkcie baseballu. My, piłkarze, wciąż musimy walczyć o swoją pozycję - dodaje i skarży się na narzuconą mu rolę narodowego symbolu. - Gram dla siebie, denerwuje mnie, kiedy każdego dnia wpycha mi się do rąk japońską flagę - powiedział kiedyś we Włoszech. Co ciekawe, Japończykom ponoć tego nie powtarza...

Nakaty włoskie niespełnienie

I w Europie można znaleźć przykłady piłkarzy, którzy są nie tylko gwiazdami boiska, ale i ikonami popkultury. Vide David Beckham wywołujący zainteresowanie i nastoletnich fanek boys-bandów, i studentów socjologii badających wpływ jego zachowań na świadomość młodzieży. Tyle że pomocnik Manchesteru rozgłosu nie zawdzięcza tylko urodzie modela i małżeństwu z popularną piosenkarką. Przede wszystkim jest jednym z najwybitniejszych współczesnych piłkarzy. A status Nakaty zupełnie nie odpowiada jego boiskowym osiągnięciom. Kompletnie chybiony transfer do Romy (po roku odszedł do Parmy, gdzie też się nie sprawdził) dowiódł, jak pochopne były słowa trenera Perugii, który stwierdził kiedyś, iż "Nakata nie ma sobie równych wśród ofensywnych pomocników, jest lepszy nawet od Tottiego". W Rzymie większość czasu spędzał na ławce rezerwowych, a co gorsza, zyskał opinię zawodnika nie zawsze znajdującego motywację do ciężkiej pracy.

Błąd w tym wywodzie może polegać na tym, że Nakata, owszem, nie zrobił kariery, ale tylko jak na europejskie standardy. Dla Japończyka nie lada wyczynem był już transfer do jednej z najsilniejszych lig świata. Być może zresztą dlatego zachłysnął się swoim sukcesem i kiedy zrobił furorę w Perugii, uwierzył, że lepszy już być nie może. Teraz ma okazję przekonać cały świat, że warto płacić za niego miliony dolarów nie tylko po to, by zarobić na jego rodakach w każdy weekend wypełniających samoloty do Europy.

Ranek bez Nakaty

Wracam do hotelu. 50 metrów od niego gigantyczny billboard z Nakatą. W recepcji stos popularnych magazynów. Na okładkach Nakata. Wchodzę do pokoju, włączam telewizor. Nakata wręcza uszczęśliwionemu nastolatkowi bilet na mecz. Rano ktoś puka do drzwi. Biorę głęboki haust powietrza, otwieram i... oddycham z ulgą. To nie Nakata.