Dlaczego kibicuję Meksykowi

W filmie ?Desperado? dwa auta zderzają się na skrzyżowaniu z wrażenia, gdy przechodzi przez nie w ledwo zakrywającej ją bluzce i z rozwianymi włosami Salma Hayek. Ta tylko dyskretnie się uśmiecha. Tak samo jest z reprezentacją piłkarską Meksyku.
Już argument, że trzymam kciuki za Meksyk, bo ma on Salmę, byłby zupełnie wystarczający. Kiedy jednak zaczynałem mu kibicować, Hayek grała jeszcze w meksykańskich telenowelach, a do "Desperado" nie powstał nawet scenariusz. Był już jednak Hugo Sanchez!

Rok 1985. W Polsce żadnych transmisji z Zachodu, tylko kultowy "Eurogol" w "Sportowej Niedzieli". Kilka minut skrótów i bramek z najciekawszych meczów weekendu. Jedyny kontakt z wielkim futbolem. Bardzo często pokazywano w nim bramki Sancheza dla Realu. I salta, które wykonywał po ich zdobyciu. Był też mistrzem goli strzelanych przewrotką, albo nożycami. Młodszym kibicom polecam YouTube i przytrzymanie ręką szczęki, która na pewno opadnie.

Odtąd wiedziałem już, że Meksyk, a także Real, a nie Barcelona stanie się moim wyborem. Niedługo później przyszedł mundial 1986 r. I przekonałem się, że w Meksyku wyczyny Hugo Sancheza nie są niczym wyjątkowym. Taki np. Manuel Negrete wbił Bułgarom gola nożycami, jakich nigdy wcześniej nie widziałem (nie wierzycie? sprawdźcie).

Odtąd co mundial kibicuję Meksykowi. No, chyba że - tak jak w 1990 r. - zachachmęci coś z metrykami swych juniorów i zostanie z mistrzostw wyrzucony. Kibicuję, bo wiem, że umiejętności poszczególnych piłkarzy nie są wcale mniejsze niż sławnych Brazylijczyków czy Argentyńczyków. Znów radzę sprawdzić - może np. trudne azteckie nazwisko "Cuahtemoc Blanco".

Niestety, technika w piłce to za mało. W wypadku Meksyku powtarza się stały schemat. Po eliminacjach w CONCACAF - strefie uważanej za słabą - niemal na każdym mundialu jest losowany z najsłabszego koszyka i trafia do "grupy śmierci". Grupę wygrywa po kapitalnych meczach po czym odpada w play-off. Do tej pory tylko dwukrotnie doszedł do ćwierćfinału - w obydwu wypadkach na mundialu organizowanym u siebie, na dużych wysokościach.

Ja to wszystko wiem. Spodziewam się, że i tym razem odpadnie, ale mam niemal pewność, że z czystym sumieniem mogę zaprosić na mecze Meksyku. Będą niezapomniane. Tak niezapomniane jak włosy Meksykanina Leonardo Cuellara z mundialu 1978 r. - to moim zdaniem fryzura wszech czasów w historii piłkarskich mistrzostw świata (też proponuję sprawdzić).

A jeśli tym razem mu się uda? Cóż, po sukcesie Meksyku w 1970 r. strażnik miejscowego więzienia wypuścił na wolność wszystkich więźniów. - Cieszcie się tym dniem - tłumaczył. Ja zawołam: "Mexico, Mexico ra-ra-ra!".

Red Bull Street Style przed Mundialem, zwycięża Andres Solum »