Dlaczego kibicuję Argentynie

Argentyna jawi mi się jako diabelsko pociągająca mieszanina nienasyconego temperamentu i zimnego, podstępnego wyrachowania. Re-we-la-cja! - pisze Paweł Czado, dziennikarz Sport.pl i katowickiego oddziału ?Gazety Wyborczej?.
Gdyby ktoś kazał mi wybrać tylko jedną drużynę, za którą będę szaleć podczas afrykańskiego mundialu, nie miałbym żadnych problemów. Nie miałbym, bo Argentynie kibicuję dokładnie od ćwierć wieku. A jeśli spytacie, dlaczego właśnie Argentyna - odpowiedź jest banalnie prosta. W historii futbolu nie było po prostu lepszych drużyn. Czasami tylko bywają...

Z Argentyną mam pierwsze wspomnienia dotyczące futbolu. Jak przez mgłę pamiętam morze serpentyn podczas meczu Polski z gospodarzami argentyńskiego mundialu w 1978 roku. Rzuciłem na chwilę klocki i pobiegłem do sąsiedniego pokoju, żeby spytać tatę o wynik. Zobaczyłem rozbuchanych długowłosych facetów bijących naszą drużynę. Tak objawili mi się herosi... Wtedy myślałem, że nasza drużyna jest nie do pobicia, a tu proszę: ekipa w pięknych pasiastych biało-niebieskich koszulkach nie dała jej żadnych szans.

Na nowo i na stałe długowłosi herosi objawili mi się w 1985 roku, gdy w "Piłce Nożnej" (nr 9 z 26 lutego, s. 6-7) przeczytałem tekst Zygmunta Lenkiewicza "Argentyna pełna nadziei". Od tej pory zasysałem już wszystko, co przynosiło jakiekolwiek wieści o tamtejszym futbolu. Tak mi odbiło, że łaziłem na przemian w koszulkach pasiastej (Argentyny) i fioletowej (Fiorentiny), gdzie grał mój kolejny ulubiony piłkarz z pampasów - "Batigol"...

Argentyna jawiła mi się i nadal jawi jako diabelsko pociągająca mieszanina nienasyconego temperamentu i zimnego, podstępnego wyrachowania. Re-we-la-cja! A symbolem piłki z innej planety już na zawsze będzie dla mnie najlepszy piłkarz wszechświata wszech czasów - El Diego. Takim jak on wolno więcej. - Nikt nie wytrzymuje porównania z Maradoną. Bardzo chciałbym się mylić, jednak za naszego życia drugiego takiego jak Diego raczej nie będzie - mówi z żarliwością Mauro Cantoro, argentyński piłkarz Odry Wodzisław. Podzielam tę żarliwość... Tylko że "raczej" w zdaniu, które wypowiada, to zdecydowanie złe słowo. "Na pewno" byłoby lepsze. Jest tylko jeden człowiek, który mógłby próbować nieśmiało je wymazać, próbować dorównać Magowi - Lionel Messi. Ale nie wiem, czy on sam w to wierzy. Ale nawet jeśli nie wierzy, to i tak może pociągnąć Argentynę tam, gdzie jej miejsce - na szczyt. Po trzecie mistrzostwo świata. Czego jemu, sobie i całej Argentynie serdecznie życzę.

Do boju, Diego! Do boju, Leo!

PS Dwadzieścia kilogramów temu byłem młodym, zwinnym, szybkim jak wicher jelonkiem. Tak samo jak moi argentyńscy idole miałem długie zmierzwione włosy. I pękałem z dumy, kiedy słyszałem swą boiskową ksywkę: "Caniggia".

A TY komu kibicujesz? »