Eliminacje MŚ 2018. Czarnogóra - Polska. Zmarnowane szanse, nerwy, ale też radosny koniec. Polska wygrała w Podgoricy!

Zmarnowane szanse, zmarnowane prowadzenie, nerwy. Ale koniec radosny. Polska wygrała w Czarnogórze 2:1, uciekła rywalom na sześć punktów i jest na najkrótszej drodze do mundialu w Rosji
Stefan Savić to już dobrze zna. Piłka ustawiona przez Roberta Lewandowskiego do rzutu wolnego. Nietypowy - choć już właściwie typowy dla niego - nabieg Polaka, jak w tańcu. I gol. Tak było w Lidze Mistrzów, gdy Lewandowski zapewniał Bayernowi zwycięstwo nad Atletico w rundzie grupowej. To tego gola świętował ogłaszając, że spodziewają się z żoną dziecka. I tak było w Czarnogórze, na 1:0. Tylko wielkiego świętowania nie było, bo jeszcze czekało wiele nerwów. Polska prowadziła od 40. minuty w meczu, który jej się nie układał, w którym nie potrafiła zapanować nad chaosem, miała zbyt wiele słabych punktów. Musiała liczyć na błyski. A to błysk Łukasza Fabiańskiego, który instynktownie obronił uderzenie Fatosa Beciraja na początku meczu. A to błysk Lewandowskiego. A czasem musiała liczyć już tylko na nieskuteczność rywali. Choć sama też marnowała sytuacje.

Adam Nawałka powtórzył ustawienie z pięcioma pomocnikami z Bukaresztu, Grzegorza Krychowiaka zastępując Krzysztofem Mączyńskim. I akurat Mączyński ze swojej roli wywiązał się bez zarzutu. Dobrze się ustawiał, grał pewnie, wyprowadzał akcje z obrony, zatykał luki, próbował rozgrywania. On w 31. minucie zaczął podaniem do Roberta Lewandowskiego najgroźniejszą akcję Polaków przed objęciem prowadzenia: skończyła się podaniem Kamila Grosickiego wzdłuż bramki, do Piotra Zielińskiego, ale pomocnikowi Napoli zabrakło zdecydowania. Nie tylko w tej sytuacji, ale na szczęście w decydujących momentach drugiej połowy to się zmieniło. Większy problem był z Karolem Linettym, ustawionym tak, że gra go omijała, a on nie protestował. Jeśli do tego dodać słabszy dzień Kamila Grosickiego - choć jeśli było w pierwszej połowie groźnie w polu karnym Czarnogóry, to po akcjach z jego strony) i zachowawczą grę Kuby Błaszczykowskiego, przeszkoda robiła się naprawdę wysoka. W 78. minucie Linetty'ego zmienił Łukasz Teodorczyk. A Polska już wówczas remisowała. Kolejny raz w meczu o punkty w ostatnich latach straciła prowadzenie.

Gol był taki, jakiego się można było spodziewać, czyli po uderzeniu głową. Pierwszy w kadrze gol Stefana Mugosy, zastępującego Stevana Joveticia. Ljubisa Tombaković nawet nie wpisał piłkarza Sevilli do kadry meczowej. Całe to zamieszanie ze sprzecznymi komunikatami Sevilli i federacji było dość dziwne. Bo na grę tak dynamicznego atakującego z ledwo zaleczoną kontuzją łydki szans po prostu nie było. Mugosa to piłkarz bardzo ofiarny i pracowity, ale na szczęście dla Polaków nie tej klasy co Jovetić. Gdyby to piłkarzowi Sevilli spadły pod nogi piłki w takich sytuacjach jak Mugosy w pierwszej (po złym podaniu Michała Pazdana) i na początku drugiej połowy, Polska byłaby w większych opałach. Mugosa trafił dopiero przy trzeciej okazji, po dośrodkowaniu Damira Kojasevicia.

Inna sprawa, że i Polacy w tej wymianie ciosów mieli okazje na podwyższenie wyniku, i to lepsze niż Czarnogórcy. W 60. i 61. minucie w polu karnym Czarnogóry dwa razy działy się cuda. Najpierw Łukasz Piszczek ograł wszystkich i oddał piłkę Robertowi Lewandowskiemu, ale ten strzelił jak nie on, lekko i w środek. Obrońca wybił piłkę. A niedługo później to Lewandowski ograł rywali i oddał piłkę Piszczkowi, a obrońca Borussi trafił tym razem w bramkarza. To się musiało źle skończyć i wkrótce Czarnogóra wyrównała. Ale Polacy zdążyli jeszcze zebrać siły. W 82. minucie Łukaszowi Piszczkowi wyszło w trudnej sytuacji to, co mu się wcześniej nie udało w pozornie dużo łatwiejszej. Dostał świetne podanie od Piotra Zielińskiego i w biegu przerzucił piłkę nad bramkarzem. Piłka odbiła się od słupka do bramki. A co ważniejsze, po tym golu udało się już niemal na dobre zgasić zapał Czarnogórców. Do końca meczu stworzyli sobie już tylko jedną sytuację.

Polska wygrała w eliminacjach czwarty raz z rzędu, jak za czasów walki o Euro 2008, drugi raz z rzędu na wyjeździe z groźnym rywalem z grupy. Pokonała w pierwszej rundzie eliminacji wszystkich najgroźniejszych przeciwników: Danię, Rumunię, Czarnogórę. I ma już 6 punktów przewagi nad Czarnogórą oraz Danią, która w niedzielę zremisowała w Rumunii 0:0. Tym razem kadra okupiła to większymi nerwami niż w Bukareszcie, ale też na nerwowy wieczór się zanosiło.

Na boisku, bo na trybunach było spokojnie, a w mieście - dość spokojnie. Tylko im bliżej meczu tym więcej wybuchało petard i głośniejsze były śpiewy. Na dwie godziny przed meczem na jednym z placów w centrum było krótkie spięcie między Czarnogórcami a policją, ale raczej zabawa w berka i chowanego niż bójka, bo policja nie dopuściła do tego, żeby różne grupki połączyły siły. A tym bardziej - żeby dotarły do polskich grup przy stadionie. Gdy po polskim hymnie publiczność zaczęła bić brawo, było jasne, że tu niespokojnie może być do końca wieczoru tylko w grze w piłkę.