El. MŚ 2018. Rumunia 0:3 Polska. Cztery klucze do zwycięstwa

Trudno o osobę, która po piątkowym zwycięstwie Polaków nad Rumunami (3:0) nie chwaliłaby piłkarzy i selekcjonera reprezentacji za to spotkanie. Dla skrytych malkontentów przygotowałem krótką, czteropunktową analizę pokazującą dominację i plan drużyny Adama Nawałki.
Blog Michała Zachodnego

1. Poznajcie nowego Krychowiaka?

A może to nie była tylko zachęta dla Piotra Zielińskiego, by zagrał tak dobrze, że Grzegorz Krychowiak będzie musiał oddać mu koszulkę z nr 10? Może defensywny pomocnik PSG już wie, że jego młodszy kolega nadrobił dystans i jeszcze wyszedł na zdecydowane prowadzenie pod względem luzu i jakości w rozegraniu? Dla dobra zespołu oddaje Zielińskiemu coś w czym sam chciał przewodzić w reprezentacji? Raz jeszcze przypomina się mecz z Islandią (4:2) od którego zaczęła się ich współpraca: przez 45 z ponad godziny ich gry w środku pola to Krychowiak szarżował do ataku, rolę kolegi ograniczając do asekuracji i prostych podań.

Na razie to tylko domysły, bo głównym powodem lepszej gry Zielińskiego i słabszej postawy Krychowiaka jest sytuacja w klubie tego drugiego. 26-latek przyznaje, że dopiero uczy się stylu gry krótkimi podaniami, spędza na specjalnych treningach nawet dni wolne i jest zdeterminowany, by się zaadaptować w PSG. Z kolei 22-letni Zieliński czuje się w małej grze naturalnie, szuka jej i jest w niej głównym kreatorem.

Spójrzcie na statystyki Krychowiaka: miał obok Michała Pazdana najmniej pojedynków (7), nie miał żadnej próby odbioru. Z drugiej strony zaliczył o 16 podań więcej od następnego Polaka w tej klasyfikacji, zebrał najwięcej drugich piłek (12), do tego aż sześć razy przechwytywał zagrania rywali. Co to oznacza? W defensywie jego gra nie jest - jak była wcześniej - oparta na kontakcie fizycznym i dominacji w bezpośrednim starciu, ale na grze pozycyjnej. Od pressingu ma przed sobą pięciu piłkarzy (Błaszczykowskiego, Linettego, Zielińskiego, Grosickiego, Lewandowskiego), on często zbiera tego owoce. A to, że podaje najczęściej podkreśla jego rolę w łańcuchu ataków reprezentacji: on przejmuje podania od obrońców i wprowadza piłkę wyżej (osiem razy do Zielińskiego, dziewięć do schodzącego do środka Błaszczykowskiego).

Czasem jeszcze przebija się u Krychowiaka chęć wyprowadzenia ataków, odegrania w nich głównej roli, ale za każdym razem ma kogoś do asekuracji. A więc tłumaczymy nie tylko "słaby" występ jednego defensywnego pomocnika, ale też "przeciętność" drugiego - Linettego. Piłkarz Sampdorii popełnił więcej błędów, ale w wymienianiu się rolami i pressingu także spełniał swoje zadanie. A Krychowiak niech powoli w kadrze rozstaje się z "dziesiątką", skoro coraz bardziej przypomina klasyczną "szóstkę".

2. Niech żyje pressing

To powtarzający się schemat w strategii Adama Nawałki: wysoki pressing z jakim podchodzą jego piłkarze w pierwszej połowie. Tak samo było w Bukareszcie. Przed przerwą Rumuni stracili na własnej połowie aż 13 piłek (Polacy w całym meczu - 11), aż siedem razy biało-czerwoni zbierali je i rozgrywali ataki. Zmuszali gospodarzy do mało przystającej do nich gry długimi podaniami: z ośmiu niecelnych wykopów Tatsuranu aż siedem było w pierwszej części spotkania. Agresywne podejście zdawało egzamin: aż 10 z 11 prób odbiorów było udanych (tylko 6 na 16 Rumunów), Polacy wygrali 20 pojedynków więcej. Przed przerwą biało-czerwoni faulowali pięć razy na połowie gospodarzy, po - tylko raz na pięć przewinień.



Nie ma drużyny na świecie, która potrafiłaby utrzymać intensywność pressingu na najwyższym poziomie przez 90 minut - a tym bardziej na poziomie międzynarodowym, gdy treningów jest mniej, a każdy piłkarz przyzwyczajony jest do innego systemu, taktyki. Nawałka stawia mocniejszy akcent na pierwszą część meczu, ponieważ liczy, że uda się wypracować przewagę: jak z Kazachstanem (2:0 do przerwy) i Danią (także 2:0), jak powinno to być ze Szwajcarią w Euro 2016 (wiele sytuacji wynikających bezpośrednio z sytuacji, ale tylko jednobramkowe prowadzenie).

Klarownych szans w Bukareszcie Polacy nie mieli zbyt wiele, momentami po przejęciu piłki i doprowadzeniu jej pod pole karne gospodarzy brakowało przyspieszenia lub ostatniego podania. Jednak rywale zostali całkowicie zdominowani. Tak, Rumuni mieli lepszy fragment meczu zaraz po przerwie, ale w przeciwieństwie do przywołanych przykładów drużyna Nawałki nie tylko wytrzymała ataki przeciwników, ale też sytuację na boisku uspokoiła. Biało-czerwoni wynik meczu ustalili po kontrach, czyli używając swojej najmocniejszej broni, przed którą ostrzegał gospodarzy Christoph Daum. A przestrzeń do szybkich ataków trzeba sobie wypracować, w przypadku Polaków sposobem na to jest wysoki pressing.

3. Co stało się po przerwie?

Mimo pochwał: poziom gry polskiej drużyny się obniżył. W pierwszych 30 minutach po przerwie piłkarze Nawałki nie oddali celnego strzału. A jednak pod względem dokładności podań, skuteczności akcji byli lepsi od Rumunów. Po przerwie także zebrali 13 drugich piłek na połowie rywali, ale tyle samo pozwalali być szybszym przeciwnikom.

Gdyby szukać głównego powodu obniżenia się tej jakości warto byłoby spojrzeć na... indywidualności. W pierwszej połowie Polacy próbowali 13 dryblingów i aż 10 było udanych. W drugiej - tylko trzy z siedmiu prób. Z jednej strony może być to zmęczenie, gra znacznie niżej ustawioną defensywą (im bliżej własnej bramki tym mniej podejmuje się ryzyka), a nawet swego rodzaju blokada, ale z drugiej - założenie trenera. Jak widać po średnich pozycjach piłkarzy Błaszczykowski grał znacznie bliżej środka pola, gdzie stał się dodatkową opcją do rozegrania - a to otworzyło "autostradę" Łukaszowi Piszczkowi, który po przerwie zaliczył trzy dokładne kluczowe podania, w tym to przyspieszające akcję przy drugim golu.



Właśnie: rozegranie, ale nie przyspieszanie dryblingiem. Polacy mieli przewagę w tej strefie, choć nie potrafili tego wykorzystać. Wręcz częściej stawiali na dłuższe prowadzenie akcji przy wyniku 1:0, niż dążąc do wykończenia ataku. - Może było aż za dużo tej pewności siebie przy takim prowadzeniu - zastanawiał się po meczu Robert Lewandowski, gdy spytałem go o akcję składającą się z kilkudziesięciu podań, tak wielu, aż polscy kibice zaczęli krzyczeć "Ole" przy kolejnych zagraniach. A może po prostu przygotowywali grunt pod zaplanowane zmiany Nawałki?

4. Mączyński i Teodorczyk

O ile wejście Krzysztofa Mączyńskiego za Karola Linettego było w pełni zrozumiałe, o tyle wprowadzenie Łukasza Teodorczyka za bardzo dobrze grającego Piotra Zielińskiego mogło zdziwić. Jak to - prowadząc na trudnym terenie i broniąc się Nawałka wpuszcza na murawę kolejnego napastnika? Tymczasem okazało się, że selekcjoner wyczuł oba momenty idealnie, a jego drużyna tylko na zmianach zyskała.

Zacznijmy od Mączyńskiego: jego wejście było podyktowane wyłącznie tym, by lepiej utrzymywał piłkę od Linettego. Pomocnik Wisły w 26 minut gry zaliczył tylko jeden pojedynek (przegrany), jedną próbę odbioru (nieudaną), ale za to wszystkie jego piętnaście podań było dokładnych. Jego młodszy kolega miał trzecią najniższą celność zagrań w drużynie (76 proc.), zaliczył aż 10 strat - Mączyński żadnej. Nawałka po prostu wybrał zawodnika, który nie pęknie pod presją okoliczności - przecież grał w ćwierćfinale Euro, prawda? Do tego Mączyński zebrał cztery drugie piłki, zaliczył też jeden przechwyt.

To teraz Łukasz Teodorczyk. Zieliński w 81 minut gry zaliczył tylko cztery pojedynki główkowe, nie wygrał żadnego. A napastnik Anderlechtu w te kilkanaście minut w powietrzu walczył sześciokrotnie, dwa razy skutecznie, co przełożyło się na akcje przy kolejnych golach reprezentacji. Interesujące, że Teodorczyk nie zastąpił Zielińskiego, ale... Lewandowskiego. Kapitan dzięki tej zmianie mógł zagrać niżej, bliżej środka pola, między liniami obrony i pomocy rywali (pierwszy gol), ale też wbiegać na przebitki drugiego napastnika (akcja na rzut karny). W kwadrans meczu w Bukareszcie udało się Nawałce stworzyć zdecydowanie lepszą i skuteczniejszą współpracę Lewandowskiego z Teodorczykiem w porównaniu do tej ze spotkania z Armenią.



Race w Rumunii? UEFA zamyka stadion Legii [MEMY PO POLSCE]