Eliminacje MŚ 2018. Rumunia - Polska 0:3. Zakonnicy i ułani w kadrze Nawałki. Krajobraz po aferze alkoholowej

Pierwszy mecz po aferze hotelowej udał się kadrze znakomicie. Piłkarze posprzątali po sobie, przeprosili i na przerwę zimową schodzą jako lider. Co tej drużyny nie rozbiło, to ją wzmocni
Kamil Grosicki po swoim rajdzie, slalomie w polu karnym i golu na 1:0 wymknął się kolegom, którzy chcieli mu gratulować. Zrobił taki gest jakby chciał powiedzieć: nie teraz, ja najpierw z trenerem. I pobiegł się wyściskać z Adamem Nawałką. Nie przejmując się specjalnie tym, że zaraz zaczną się domysły, a aluzje pojawią się nawet w telewizyjnym komentarzu. Taki już urok Grosickiego, jednego z najweselszych, najbardziej lubianych i najważniejszych dziś kadrowiczów (przy braku Arkadiusza Milika to dynamika Grosickiego była kluczowa dla odciągnięcia obrońców rywala od Roberta Lewandowskiego). I taka była cena tej afery: suche żarty, podejrzenia wobec połowy kadry i sugestie, że może coś już się wypaliło a trener przestał panować nad grupą.



W rozmowach szły iskry

Okazało się, że jest inaczej, a trener i piłkarze rozegrali sytuację znakomicie. Od początku zgrupowania do końcowego gwizdka w Rumunii. Trener nie unikał tematu - wrócił do niego jeszcze w przedmeczowym wywiadzie w Polsacie - ale też w żaden sposób nie podgrzał publicznie nastrojów. Rozliczenia robił głównie podczas rozmów telefonicznych z kadrowiczami po publikacjach "Przeglądu Sportowego". Wtedy ponoć szły iskry. A samo zgrupowanie to już był czas spokoju, nowego początku i pokazania jedności: trener zapowiadający że drużyna wszystko załatwi w swoim gronie, Robert Lewandowski i Grzegorz Krychowiak mówiący o aferze "my", "my popełniamy błędy", a nie "oni", choć akurat co do nich nie było cienia podejrzeń, że przesadzili, zasiedzieli się itd. Menedżerowie niektórych piłkarzy mówili nam, że nawet z nimi kadrowicze nie chcą rozmawiać o tym, co się dokładnie działo, kto był wśród ukaranych. Pojawiały się tylko spekulacje, że kary finansowe to tylko część umowy. Że pełne odpuszczenie win będzie dopiero w przypadku pokonania Rumunii.

Wszyscy dla wszystkich

Jak było, wiedzą piłkarze i sztab. W każdym razie w Bukareszcie wszyscy zagrali dla wszystkich. Trener powołał wszystkich którzy byli powołani na Danię i Armenię, żeby nikogo nie naznaczyć, nawet jeśli z niektórych miał ochotę zrezygnować, patrząc na ich formę. A i potem, w Bukareszcie, trener zachował się bardzo znacząco wobec wszystkich publicznie posądzonych w aferze. Dyrektor kadry Tomasz Iwan pozostał obok niego na ławce - wcześniej trener powiedział na konferencji, żeby "pana dyrektora Tomasza Iwana" w ogóle z tą sprawą nie wiązać - Artur Boruc pozostał trzecim bramkarzem kadry, to Łukasz Skorupski znów był na trybunach. A Łukasz Teodorczyk znów zagrał - wprawdzie jako rezerwowy, ale znakomicie.



Ani ostentacja, ani klasztor

Oczywiście, kadra funkcjonuje dziś inaczej niż funkcjonowała niedawno. Ale tak było pod pewnymi względami już na zgrupowaniu przed Danią i Armenią. Już wtedy kadrowicze byli bardziej schowani w hotelu, mniej chętni do rozmów, bo po Euro szał wokół nich czasem przekraczał ludzką miarę. A po aferze zostali przekwaterowani do innych pokoi, są jeszcze mocniej odgrodzeni od części wspólnych hotelu, namówienie ich na wywiad było trudniejsze niż kiedykolwiek. Lobby na parterze Hiltona, gdzie podczas zgrupowań bywało po obiedzie jak w ulu, teraz było opustoszałe. Ale nie jest też tak, że teraz na zgrupowaniach mają się w ogóle nie pojawiać żony i narzeczone piłkarzy, a menedżerowie trzymać się z daleka. Nie, wieczorami przy kawiarnianych stolikach w hotelu były i one, i oni. Chodzi tylko o to, żeby we wszystkim zachowywać umiar. Ma nie być ani ostentacji, ani klasztoru. Adam Nawałka wie, że ma w grupie i zakonników futbolu, i ułanów. I kompromis jest najważniejszy. A siłą tej kadry było też zawsze to, że wychodziła do ludzi. Zupełne zamknięcie jej przed światem byłoby jeszcze gorsze. Do pamiętnego zwycięstwa nad Niemcami piłkarze się szykowali w hotelowym gwarze, dzieląc hotel z tłumem gości kongresu farmaceutycznego. I nie narzekali.

Obawy trenera

Wiadomo jednak, że to co działało do Euro, teraz wymagało korekty. Zbyt wielkie jest zainteresowanie, zbyt wiele się zmieniło, jeśli chodzi o pozycję piłkarzy: Euro, transfery, świetne kontrakty, naturalne odreagowanie stresu i mobilizacji podczas mistrzostw Europy. Ci, którzy są blisko Adama Nawałki, mówią że i w nim była obawa, czy nie trzeba jakiegoś nowego impulsu, czy w grupie coś nie zacznie się psuć, czy wystarczy rozpędu, by dojechać do mundialu w Rosji. Adam Nawałka wierzy, że to ten mundial będzie najlepszym turniejem kadry, którą prowadzi. A piłkarze wiedzą, że dać pretekst do wyrzucenia z kadry, oznaczałoby stracić w głupi sposób szansę na kolejną przygodę życia. Oni mieli poczuć, że pewnych granic przekroczyć nie wolno, ale też nadal tęsknić za atmosferą zgrupowań. I zwycięstwo w Rumunii było taką puentą jak trzeba. Teraz jeszcze krótkie zgrupowanie we Wrocławiu, towarzyski mecz ze Słowenią i wolne do marca. Co musiało wyjść, wyszło, co miało pozostać w kadrze, pozostało. A Rosja się przybliżyła.



Race w Rumunii? UEFA zamyka stadion Legii [MEMY PO POLSCE]