Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2014. Toni Kroos - wreszcie boss

Był zawsze trochę spoza. Letni w uczuciach, ciągle niespełniony. Ossie wśród Wessich. Wydawało się, że nigdy nie doczeka tego momentu: gdy trener kadrę na mundial zbuduje tak, żeby to Krossowi, a nie innym, było dobrze - pisze wysłannik Sport.pl i ?Wyborczej? na mundial Paweł Wilkowicz.
Od pierwszych kopnięć piłki było jasne, że to może być jego turniej. Turniej krosów Kroosa, jego stałych fragmentów, rozgrywania w nowoczesnym stylu. On jest symbolem tego, jak się niemiecka kadra zmieniła na ten turniej. Ale trzeba było jego dwóch goli w półfinale, żeby wszyscy uwierzyli. Zdaje się, że włącznie z nim samym. To była sensacja, ten widok po drugim golu: Kroos, zimna ryba kadry, prawie w euforii.

Są razem z Thomasem Muellerem i autsajderami, i sercem drużyny. Tę niemiecką kadrę zbudowano z dwóch grup. Pierwsza to piłkarze, którzy zajęli osiem lat temu trzecie miejsce w mundialu u siebie, zwanym Sommermaerchen, letnią bajką. To Philipp Lahm, Per Mertesacker, Bastian Schweinsteiger, Lukas Podolski i Miroslav Klose. Druga grupa jest z innej bajki. To mistrzowie Europy do lat 21 z 2009 r.: Manuel Neuer, Mats Hummels, Jerome Boateng, Benedikt Höwedes, Sami Khedira i Mesut Oezil. Z ważnych piłkarzy kadry tylko Kroos i Mueller nie należą do żadnej z tych grup. A Kroos jest też w kadrze jedynym Niemcem ze wschodu. W czasach gdy łatwiej dla kadry znaleźć Turka w Zagłębiu Ruhry albo Ghańczyka w Berlinie niż Ossiego z krwi i kości.

Zapatrzony w Micouda

Urodził się niespełna 80 km od Świnoujścia, w Greifswaldzie, w burzliwym 1990 r. Niecałe dwa miesiące po upadku muru. Pół roku przed tym, jak Niemcy zostali ostatni raz mistrzami świata. Jeszcze istniała NRD, ale już trwał remanent przed likwidacją. Był entuzjazm, Helmut Kohl obiecywał kwitnące krajobrazy, a Franz Beckenbauer, że Niemcy z Zachodu z Niemcami ze Wschodu opanują futbol na lata.

Kwitnących krajobrazów nie ma. Drużyny ze wschodu w Bundeslidze nie ma. 30 proc. mieszkańców Greifswaldu z lat 90. nie ma. Wyjechali na Zachód. Gdy Niemcy reformowali swoje akademie piłkarskie, sięgnęli po niektóre rozwiązania z enerdowskiego sportu. Ale Wschód już na tym nie skorzystał. Z akademii Hansy Rostock, kiedyś dumy wschodnioniemieckiej piłki, została tylko dawna sława. Ale Toni jeszcze zdążył się wyuczyć na piłkarza właśnie tam.

Jest dzieckiem sportowego projektu. Rodzinnego: ojciec był niespełnionym piłkarzem, matka mistrzynią NRD w badmintonie. Synom miało się udać w futbolu. Nie tylko Toniemu, Felix gra w Werderze Brema. Toni był kiedyś kibicem Werderu, zapatrzonym we Francuza Johana Micouda. Ale talent miał tak wielki, że Bayern kupił go jeszcze jako 16-latka z opinią cudownego dziecka. Najlepszego piłkarza mistrzostw świata do lat 17. Kroos został najmłodszym piłkarzem, który zagrał w Bayernie. Miał 17 lat i osiem miesięcy - potem ten rekord pobił David Alaba - gdy zadebiutował w Bundeslidze, z dwiema asystami przy golach Miroslava Klose. Uli Hoeness mu obiecał: rozwijaj się tak dalej, a będziemy dla ciebie trzymać numer 10. Ale gdy nastały czasy Juergena Klinsmanna, trudno było nawet o jakieś słowo od trenera, o koszulce z nr. 10 nie wspominając. Kroos gasł, aż w końcu poprosił o zgodę na odejście do Bayeru Leverkusen.

Toni rzuca rękawicę

Tam pierwszy raz trafił na Juppa Heynckessa, trenera, który go nazwał piłkarzem z delikatesów i dbał o to, żeby mu w drużynie było wygodnie. Jak ojciec. To działało. Gdy w 2010 r. Toni wracał do Bayernu, Karl Heinz Rummenigge mu obiecał: "Rozwijaj się tak dalej, będziemy dla ciebie trzymali koszulkę z nr. 10". Koszulka jest do dziś u Arjena Robbena. A Kroos już odchodzi z Bayernu do Realu. Rozczarowany tym, że obiecywali, a gdy przyszło co do czego, zawsze woleli innych. Ma tego samego menedżera co Mario Goetze i nie rozumie, dlaczego Goetze zarabia ponad dwa razy więcej od niego, choć jeszcze nic wielkiego dla Bayernu nie zrobił. Prosił o podwyżkę, ale klub nie chciał dać takiej, jakiej oczekiwał. Stąd był ten drugi w tym roku sensacyjny widok: Kroos, oaza spokoju, ciska rękawiczkami, gdy Pep Guardiola zdejmuje go z boiska w jednym z pierwszych meczów po przerwie zimowej. Guardiola odsunął go wtedy na krótko za karę od składu, ale chciał go zatrzymać w klubie. Szefowie jednak byli nieubłagani, uważają, że za często się Kroosowi zdarzają słabe mecze, by go tak rozpieszczać wysoką pensją. Rozpieści go Real, zapłaci Bayernowi 24 mln euro.

Kozioł ofiarny

On potrzebuje, żeby w niego wierzyć i stawać w jego obronie. Tak jak to robił Heynckess, gdy przyszedł do Bayernu i razem wygrali Ligę Mistrzów. Ale najpierw LM przegrali, u siebie, po jednym z takich momentów w karierze Kroosa, które jego szefowie i niemieccy kibice zawsze pamiętali mocniej niż chwile sukcesów. Wtedy w finale z Chelsea Kroos stchórzył, nie chciał strzelać rzutów karnych. Wcześniej w półfinale mundialu 2010 z Hiszpanią nie wykorzystał najlepszej sytuacji dla Niemców, źle trafił w piłkę z woleja. W Euro 2012 w półfinale z Włochami miał pilnować Andrei Pirlo. Zagrał katastrofalnie. Gdy Niemcy w eliminacjach zremisowali 4:4 ze Szwecją, mimo że prowadzili 4:0, znów to on był kozłem ofiarnym. Oddawał wszystkie piłki, uciekał od odpowiedzialności. Albo wydawało się wszystkim, że ucieka od odpowiedzialności. Bo jego problemem jest to, że wszystko robi na chłodno. Trochę jak Robert Lewandowski. Zawsze akuratny w wywiadach, zawsze opanowany na boisku. O takim łatwiej powiedzieć: nie daje serca.

Bez ochroniarza

Loew nie stracił wiary w Kroosa. Do tego stopnia, że przebudował drużynę tak, by wydobyć z niego jak najwięcej. Poświęcił dla niego Mesuta Oezila, przesuwając go na prawą stronę. Trzymał miejsce w składzie dla wracającego po kontuzji Samiego Khediry, by ten był jak ochroniarz dla potrzebującego dużo miejsca na boisku Kroosa. Dlatego nieobecność Khediry, kontuzjowanego tuż przed finałem, mogła się okazać kluczowa.

Ale Niemcy poradzili sobie bez niego. Tym razem wielki błąd Kroosa - podanie do tyłu, które powinien wykorzystać Gonzalo Higuain - pójdzie w niepamięć. Przetrwa wspomnienie gola Mario Goetzego, ale też wspomnienia stałych fragmentów gry, które torowały Niemcom drogę do finału. A przy nich swoją legendę budował Kroos. Podawał przy wszystkich pięciu niemieckich golach z rzutów wolnych albo rożnych. Mógł mieć szóstą asystę w finale, ale Benedikt Hoewedes trafił w słupek. Stałych fragmentów Niemcy wcześniej za Loewa w ogóle nie ćwiczyli. Dopiero teraz trener dał się przekonać, że trzeba, że to jednak nie są bramki drugiej kategorii. Czego się nie robi dla Kroosa.