MŚ 2014. Holandia - Argentyna. Enzo Perez godny finału

Dla Argentyńczyków kontuzja Angela Di Marii była tragedią. To jego gol w końcówce dogrywki ze Szwajcarią dał im awans do ćwierćfinału; urazu doznał podczas spotkania z Belgią. W tamtym meczu oraz w półfinale z Holandią (0-0) zaszczytu jego zastąpienia dostąpił dużo mniej znany Enzo Perez. Całkiem nieźle udało mu się zamaskować brak Di Marii.


Tak jak Di Maria przed laty stanowił o obliczu Benfiki, tak dziś Perez jest boiskowym liderem tej drużyny - przynajmniej według jej trenera, Jorge Jesusa. Gdy jest przy piłce, pełni rolę kreatora, ale równie dobrze spisuje się bez niej, gdy trzeba powstrzymać rywala. To typ wszechstronnego pomocnika - a tacy są obecnie w modzie.

Dawniej ustawiano go na prawej stronie pomocy. W kadrze Argentyny grał po prawej stronie trzyosobowej drugiej linii. Przed spotkaniem z Holendrami grał tylko 57 minut z Belgią, ale kontrowersje wzbudził już po meczu 1/8 finału ze Szwajcarią. Portugalski dziennikarz poprosił go o chwilę uwagi, ale w odpowiedzi usłyszał niecenzuralne słowa - miały one odnosić się do Portugalii jako kraju. Potem tłumaczył się, że nie to miał na myśli, że nie chciał obrazić kraju, w którym gra i w którym urodziła się jego córka. Denerwują go jedynie dziennikarze spekulujący na temat jego przyszłości.

Bo zdobycie nagrody dla najlepszego zawodnika ligi portugalskiej - taką dostał za ostatni sezon - to automatyczny gwarant wzmożonego zainteresowania. Jego występy bacznie obserwuje Manchester United oraz posiadająca nowego, bogatego właściciela Valencia. Kwota? 30 milionów euro, tyle wynosi klauzula odejścia Pereza.

Zastąpienie Di Marii było zadaniem niezwykle ciężkim. Bo piłkarz Realu Madryt stał się kluczową postacią "Albicelestes", oczywiście obok Leo Messiego. Do jego zadań należało łączenie drugiej linii z atakiem, co bywało największą bolączką Argentyny na tym mundialu. Bo Javier Mascherano to piłkarz wybitnie defensywny, a w ofensywnie nie odnajdują się najlepiej Fernando Gago czy Lucas Biglia. Z tego też wynikały liczne straty Di Marii i ogromna liczba blokowanych czy niecelnych strzałów, jak w meczu ze Szwajcarią - bo on jako jedyny próbował przetransportować piłkę do przodu.

W argentyńskiej kadrze najlepsze predyspozycje do zastąpienia go miał właśnie Perez. I z Holandią do momentu zejścia w 81. minucie - wszedł za niego Rodrigo Palacio, to była nieco dziwna decyzja Alejandro Sabelli - był jednym z najlepszych Argentyńczyków na boisku. W 75. minucie wykreował jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą, sytuacji dla "Albicelestes" na objęcie prowadzenia. Po jego perfekcyjnym dośrodkowaniu wydawało się, że Gonzalo Higuain umieścił piłkę w siatce - ale tak naprawdę wylądowała ona w bocznej siatce. Choć w tej sytuacji sędzia liniowy chyba zauważył pozycję spaloną.

Perez dosyć łatwo wszedł w ten mecz, już na jego początku przeprowadził dynamiczny rajd. Został powstrzymany, ale dobrze to wróżyło na dalszą część spotkania. Czuł się na tyle pewnie, że nawet przekładał sobie piłkę tuż w okolicy pola karnego Holendrów; wywalczył też rzut wolny w okolicach 20. metra, ale tej okazji nie wykorzystał Messi, strzelając prosto w Cillessena.

Swoją rolę łącznika pomocy z atakiem wypełniał nieźle. W pierwszej połowie częściej przy piłce od niego był wyłącznie Mascherano. W drugiej części meczu ani razu nie podał niecelnie! Choć zbyt mało jego podań stwarzało jakiekolwiek zagrożenie. Z 47 zagrań w całym meczu pięć nie dotarło do jego kolegi; a cztery z nich kierowane były do przodu. Udanych podań przed siebie zgromadził zaledwie siedem. Teren wolał zdobywać dryblingami, wszystkie trzy wykonał bezbłędnie, choć stracił aż pięć piłek - najwięcej ze wszystkich zawodników na boisku (obok de Vrija, ale on grał 120 minut).

W tym sezonie jego drużyny zakwalifikowały się do wszystkich możliwych finałów. Benfika sięgnęła po Puchar Portugalii i przegrała w finale Ligi Europy z Sevillą; choć tam Perez wystąpić nie mógł w związku z czerwoną kartką, jaką dostał w półfinale z Juventusem. Ten pech ominął go tym razem. Wraz ze swoim kolegą z klubu i reprezentacji, Ezequielem Garayem, oraz Angelem Di Marią i Samim Khedirą (obaj z Realu Madryt) jako jedyny dostał się do wszystkich możliwych finałów. Ale ten niedzielny będzie najważniejszy.