Holandia - Argentyna. Holenderska hydra kontra Messi i reszta

Środowy półfinał mundialu Holandia - Argentyna będzie starciem drużyn, które znajdują się na zupełnie odmiennych biegunach. "Oranje" z dużym impetem wpadli do najlepszej czwórki turnieju, a ich wściekle pomarańczowe stroje doskonale współgrają z wygłodniałą bandą młokosów Louisa van Gaala. Z kolei "Albicelestes" wydają się zależni od pojedynczych kopnięć Leo Messiego, w ostatnim sezonie nękanego przez powracające urazy. Mecz Holandia - Argentyna w środę o godz. 22. Relacja Zczuba i na Sport.pl.
Wystarczy jedynie powierzchowna obserwacja, aby z całą pewnością stwierdzić, że Louis van Gaal to charyzmatyczny suweren. Przy 62-latku Alejandro Sabella to skruszony ministrant, który jest gotów do przeprosin zawsze i wszędzie, choćby za to, że żyje. Takie też oblicze przybierają prowadzone przez wymienionych selekcjonerów drużyny. Holandia zachwyca dynamiką, siłą i pędem ku bramce rywala, choć do półfinału przedostała się nie bez zadrapań i siniaków. Co jednak ma powiedzieć Argentyna, która co prawda wygrała wszystkie mundialowe mecze, ale w żadnym z nich nie zachwyciła? Trudno oprzeć się wrażeniu, że do środowego półfinału "Oranje" i "Albicelestes" przystępują z odmiennych biegunów.

Van Gaal przywiózł do Brazylii jedną z najmłodszych mundialowych ekip. Średnia wieku Holendrów oscyluje wokół 25 lat. Dla porównania, Argentyna jest najstarszą drużyną trwających mistrzostw (średnia 28,4). Kiedy Holandia raczy piłkarski świat dziewiczymi popisami Stefana de Vrija, Bruno Martinsa Indiego, Daleya Blinda, Georginio Wijnalduma, Leroya Fera czy Memphisa Depaya, "Albicelestes" martwią się o dyspozycję niepewnego Sergio Romero, skład rozchwianej defensywy czy też zdrowie i kondycję Leo Messiego.

Na kłopoty Messi

As Barcelony to dla Sabelli panaceum na wszystko. Kiedy środkowi pomocnicy mają problem z rozegraniem, 27-latek cofa się w okolice koła środkowego. W chwili, gdy brakuje penetrujących podań, Messi przejmuje piłkę i wyczarowuje coś na kształt asysty przy trafieniu Angela di Marii z meczu ze Szwajcarią (0:0, 1:0 po dogrywce). I wreszcie sam strzela jak nakręcony, niekiedy cudem ratując drużynie skórę. Nadzieją na odciążenie zmęczonych kontuzjami nóg Messiego byli Sergio Aguero i wspomniany di Maria, ale obecnie obaj są kontuzjowani i nie wiadomo, czy na mundialu w ogóle jeszcze zagrają. Fani Argentyny wznoszą więc zbiorowe modły, aby przypadkiem 27-latka nie spotkało choćby mikroskopijne nieszczęście.

Tymczasem "Oranje" kwitną niczym tulipany z ogrodu Keukenhof na północy Holandii. Nawet zazwyczaj krytyczny wobec van Gaala Johan Cruyff uznał, że "w Brazylii Holandia stała się drużyną. Wyniki są dobre, powoli wracamy do czołówki". Co prawda, "El Salvador" nie byłby sobą, gdyby po chwili nie dodał, że gra "Oranje" nie wzbudza w nim pozytywnych odczuć, ale należy to zrzucić na karb niesnasek, które dawno temu naznaczyły relację dwóch legend holenderskiego futbolu.

Drużyna van Gaala turniejową manifestację siły rozpoczęła od efektownego 5:1 z Hiszpanią. Zachwyt kibiców wzbudził wertykalny, agresywny, dynamiczny futbol "Oranje", którzy wściekle i bez żadnych kompleksów zdemolowali ustępujących mistrzów. W kolejnych meczach "Oranje" grali w podobnym stylu, choć mniej skutecznie. Niekiedy też przyjmowali inne oblicze personalne lub taktyczne. Imponuje elastyczność drużyny van Gaala, która w ofensywie dysponuje wręcz przerażającym asortymentem. Potrafi długo utrzymywać się przy piłce, aby po chwili trzema podaniami przedostać się pod wrogą bramkę. Zanim rywal zorientuje się w boiskowych wydarzeniach, już musi wznawiać grę po stracie gola. Holandia przypomina dobrze funkcjonujący mechanizm, choć nie bez wad i słabych punktów. Ron Vlaar popełnia w każdym meczu olbrzymie błędy w ustawieniu. Dirk Kuijt to tykająca bomba, zwłaszcza w tyłach. Z kolei wiekowego Wesleya Sneijdera ciągle stać na udane zagranie, ale wyraźnie widać, że jest za wolny i traci sporo piłek.

Wszystkie bolączki Argentyny

Bolączki Holendrów kurczą się do rozmiarów nieistotnych, gdy zerkniemy na argentyński obóz. Tam w oczy rzucają się rządy piłkarzy (właściwie to piłkarza, wiadomo, o kogo chodzi). Kiedy w meczu z Bośnią i Hercegowiną (2:1) Sabella nieoczekiwanie odstąpił od preferowanego wcześniej 4-3-3 na rzecz 5-3-2, drużynie groziła katastrofa. 59-latek już w przerwie zrezygnował z wygłupów, wprowadzając Fernando Gago i Gonzalo Higuaina. "Albicelestes" wygrali, ale po meczu Messi publicznie skrytykował trenera za wybór niewłaściwej strategii. Od tego czasu Argentyna kurczowo trzyma się lubianego przez 27-latka ustawienia z trzema napastnikami.

Inna sprawa, że Sabella po prostu nie ma innego pomysłu na grę. Piłkarzy zmienia według schematu 1:1 (np. obrońca za obrońcę, pomocnik za pomocnika itd.), a kiedy chce bronić jednobramkowego prowadzenia, decyduje się na kolejnych defensorów lub ludzi od czarnej roboty. Do tej pory udawało mu się zatuszować jednowymiarowość swojej drużyny, ale kontuzje Aguero i di Marii zmuszają Sabellę do konfrontacji nie tyle z atutami Holandii, co niedostatkami własnymi i swoich podopiecznych.

Argentyna bazuje bowiem na przetrwaniu w tyłach i dostarczeniu piłki do Messiego (częściej) i di Marii (rzadziej). Kiedy futbolówka grzęźnie w środku boiska, Javier Mascherano i Gago (ew. Lucas Biglia) bezproduktywnie wymieniają ją między sobą. Nie podejmują prób posłania prostopadłego podania, więc piłka wędruje na skrzydło. Stamtąd wrzucana jest w pole karne, gdzie najczęściej pada łupem rywala. Nie ma wejść w drugie tempo, brakuje gry bez przyjęcia, każdy kontakt zaczyna się od prowadzenia. Trudno w takich warunkach o element zaskoczenia. Na mundialu "Albicelestes" nastraszyli Irańczycy (1:0), Szwajcarzy (0:0. 1:0 po dogrywce) i Belgowie (1:0). Holandia słabsza nie będzie.

Sabella nie zmienia nie tylko taktycznie, ale również niespecjalnie eksperymentuje z personaliami. Ezequiel Lavezzi i Rodrigo Palacio do tej pory nie pokazali nic, co w ogóle usprawiedliwiałoby ich obecność na tym turnieju. Z kolei Gonzalo Higuain obudził się dopiero w ćwierćfinale z Belgią (1:0). Selekcjoner Argentyńczyków ugrzązł w wąskiej materii, bo jego uboga ławka rezerwowych nie pozwala na odpowiednią reakcję na boiskowe wydarzenia (a to dopiero początek problemów z dopływem nowych reprezentantów). Przy ubogich "Albicelestes" Holandia wydaje się być wielogłową hydrą zdolną zaatakować na kilka różnych sposobów.