Mundial 2014. Wzrokiem za piłkarzem (15): Messi w meczu Argentyna - Belgia (1:0). Messi, czyli anty-Maradona

Belgowie ciekawie podeszli do gry przeciwko niemu. O ile na ogół gdzieś w jego pobliżu był zazwyczaj Axel Witsel, o tyle nie było to ścisłe krycie, a już na pewno Messi nie był podwajany czy potrajany daleko od pola karnego. Z Belgią dało mu to możliwość grania swojej gry.
Co najmniej dwa razy w tym meczu Messi zagrał akcje, które przypominają, że jest zawodnikiem przyciągającym uwagę i wzbudzającym zachwyt. Tak jak on mógł zagrać Maradona, z którym cztery razy pomylił go Dariusz Szpakowski. A właściwie pięć razy, bo po bramce Higuaina komentator TVP powiedział, że o Higuainie coś tam powiedział Messi, a miał na myśli Maradonę właśnie. Ale tak naprawdę jest Messi w pewnym sensie anty-Maradoną, nie tylko poza boiskiem. Nie dominuje nad grą Argentyny, nie rzuca cienia na kolegów z zespołu, nie biegnie w stronę piłki po każdym jej przejęciu, nie żąda każdego podania - jak Maradona nieco ponad 20 lat temu.

Messi gra w ramach systemu. Utrzymuje korzystne dla drużyny odległości między piłkarzami, drybluje wyłącznie do przodu, w sposób zdyscyplinowany oddaje piłkę, świetnie wybiera momenty do dryblowania, rozpędzania się do długich podań. Koledzy to czują i z tego korzystają. Jego znakiem rozpoznawczym jest zdobywanie terenu. Nawet jego straty - zaledwie dziewięć - miały miejsce na ogół 10-20 metrów od miejsca, w którym przejął piłkę. Oczywiście bliżej bramki Belgii. Siedem razy uczestniczył też w akcjach, których nie da się nazwać ani uwzględnić w statystykach. Chodzi o sytuacje, w których dostał piłkę, przebiegł z nią dystans i przeciwnicy wybili ją spod nóg na aut lub do innego Argentyńczyka. Nie jest to ani podanie, ani strata, ale także łączyło się na ogół ze zdobyciem dziesięciu lub więcej metrów terenu.

Podania? Celnych było 19, z czego aż 14 do przodu. To znakomite osiągnięcie dla zawodnika grającego tuż za napastnikiem. Wielki był udział przy bramce w ósmej minucie - nacisnął na Vincenta Kompany'ego, który podał niecelnie, później Argentyńczyk utrzymał się przy piłce w środku pola (na siedem kontaktów!) i podał znakomicie do di Maria. A ten pociągnął akcję w stronę Higuaina. To był przykład właśnie mocy Messiego, który mając piłkę przy nodze, od razu w ramach drużyny dodaje od siebie coś ekstra, co powoduje, że ludzie wstają z miejsc, jak to było z wielkim poprzednikiem.

Natomiast idąc śladami Maradony, Messi kompletnie nie istnieje w obronie, w którą angażował się pięć razy w meczu z Belgią, z czego trzy w ostatnich dziesięciu minutach, po zejściu Higuaina.

Messi ma 27 lat i dwa mundiale bez półfinałów za sobą. W środę i być może w niedzielę będzie jego czas, by pokazać, że i on - jak Maradona - może poprowadzić zespół do mistrzostwa. Wydaje się gotowy.