MŚ 2014. Brazylia - Kolumbia. Hulk lepszy niż ostatnio, ale...

W głosowaniu brazylijskich kibiców na najgorszego zawodnika tamtejszej reprezentacji Hulk zajął mało zaszczytne drugie miejsce. Otrzymał 9 proc. wszystkich głosów; oczywiście "zwyciężył" Fred z 21 proc. Jednak w meczu z Kolumbią zaprezentował się lepiej niż w poprzednich meczach, choć po prawdzie gorzej wystąpić byłoby trudno.
Wcześniej przypominał olbrzymią figurę woskową. Tym razem był aktywniejszy, ale w kilku sytuacjach zabrakło mu lepszego wykończenia. Najlepszy był w okolicach między 15 a 30 minutą, gdy co chwila nękał Kolumbijczyków. Najpierw w ich polu karnym minął Freddy'ego Guarina, by niecelnie dośrodkować. Potem po ładnej akcji dwójkowej z Neymarem mógł, a nawet powinien strzelić gola, ale jego strzał obronił David Ospina.

Próbował potem zaskoczyć go jeszcze raz z bliskiej odległości, ale znowu został przez niego zastopowany. Wcześniej bez trudu oszukał Zapatę. Jego zejście do lewej nogi jest niezwykle przewidywalne, ale kolumbijski obrońca dał się na to nabrać. Problem z jego uderzeniami nie tkwił nawet w tyle sile - bo "kopyto" ma niesamowite, o czym wiedzą wszyscy - ale z celnością. Zazwyczaj strzelał prosto w bramkarza, ewentualnie niecelnie.

Inną kwestią jest to, iż w polu karnym usilnie szukał okazji do uderzenia, podczas gdy czasem miał lepsze opcje. Tak jak np. w 39. minucie, gdy czterech jego kolegów było w polu karnym i można było się pokusić o rozegranie piłki. Pomimo to strzelał - i w tym wypadku niecelnie.

W pierwszej połowie próbował nawet przeróżnych sztuczek technicznych. Ale dwukrotnie zamiast kiwać rywali kiwał się sam. Choć w jednej z tych sytuacji wyszedł nieźle, bo dzięki temu miał okazję by podać piłkę Marcelo. Ten ją dostał na skraju pola karnego i mógł z tej pozycji groźnie uderzyć na bramkę Ospiny.

Nieźle prezentował się w obronie. Na przestrzeni całego meczu wygrał cztery pojedynki główkowe na własnej połowie oraz tyle samo razy wybijał piłkę. Podobnie jak i jego koledzy nie przebierał w środkach - nieprzepisowo powstrzymał Kolumbijczyków czterokrotnie.

Jednak w drugiej części spotkania zgasł. O ile wcześniej był aktywny oraz nieskuteczny, to później nawet nie mógł zaprezentować swojej nieskuteczności. Nie oddał już żadnego strzału. Zaczął grać znacznie dalej od pola karnego Kolumbijczyków. W obronie też nie był aż tak przydatny. Widział to selekcjoner Luiz Felipe Scolari.

To właśnie Hulk w 83. minucie został zmieniony jako pierwszy brazylijski zawodnik przez Ramiresa. Przez ten czas przebiegł zaledwie 8 kilometrów - był to drugi najgorszy wynik w tym meczu (oczywiście wyłączając bramkarzy i tych, którzy grali krócej od niego).

Hulk nadal nie przypomina samego siebie z czasów gry w FC Porto. Szybki i silny skrzydłowy z atomowym uderzeniem przyciągał uwagę największych klubów, poważnie interesowała się nim Chelsea. Dziś wygląda jak cień tamtego zawodnika. Ale paradoksalnie to dziś zaledwie dwa dobre lub świetne występy dzielą go od największego triumfu w karierze - tytułu mistrza świata. Tylko czy da radę, czy zdoła obudzić w sobie potwora, zwłaszcza wobec możliwej absencji Neymara w półfinale?

Kto zagra w finale?