Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2014. Kto zarabia na mundialu?

W centrum Belo Horizonte, tuż przy hotelu Wimbledon, w przededniu meczu Brazylia - Chile młoda dziewczyna sprzedaje gazetę z alarmistycznym tytułem, że FIFA wszystkie skarby brazylijskiego mundialu zabierze do swojej siedziby w Szwajcarii
Czy autor tekstu nie ma racji? FIFA, organizacja mająca dbać o futbol, tak naprawdę zajmuje się handlem mistrzostwami świata, dając prawo ich organizowania tym, od których można wyciągnąć najwięcej. Czasem za pomocą łapówek, jak pokazuje przykład Kataru. Gdyby szef FIFA Sepp Blatter chciał być szczery, musiałby reklamować się słowami: "Dbam o siebie i swoich kolegów". To wyjaśniałoby, dlaczego tak długo rządzi.

Ale na mundialu w Brazylii zarabia znacznie więcej osób. Kiedy byłem tu w marcu, w Rio de Janeiro wynajmowałem pokój w hotelu Diamond za 270 reali za noc (ok. 100 euro). W czasie mundialu kolega zarezerwował mi go na pięć nocy. Podczas rejestracji przygotowano mi rachunek na 2,9 tys. reali, czyli po 570 euro za noc. Zszokowany postanowiłem zrezygnować, właściciel zaproponował, że zwolni mnie z rezerwacji, ale po jednej nocy. Gdy opuszczałem Diamond, nie uronił jednej łzy. Mijała mnie w drzwiach wycieczka z Niemiec.

Poszukiwania nowego hotelu trwały długo, wszędzie ceny były horrendalne. Hostel Olimpijski był w remoncie, właściciel chce zdążyć przed igrzyskami w Rio w 2016 r. Kosztował około 90 euro za noc, ale huk robót towarzyszył nam przez 20 godzin na dobę. Woda z prysznica kapała, a nie leciała, choć trzeba przyznać, że dość ciepła. Najgorsze, że reklamowany dumnie bezpłatny dostęp do internetu co trzy minuty się kończył. Trzeba było biegać do recepcji, resetować router, ale pracować się nie dało. Nowy hotel? Tylko skąd go wziąć? Poza tym każdy, kto podróżował służbowo, wie, jak drastycznie codzienna zmiana miejsca ogranicza czas pracy.

Hotel Novo Rio na Lapie też jest w remoncie, ale tam on dopiero się zaczął. Przez dach widać niebo nad miastem. Warunki spartańskie, mrówki wędrują w tę i z powrotem, klimatyzator huczy jak parowóz, z internetem to samo co w Olimpijskim. Tam na szczęście router dał się naprawić. Koszt? 92 euro za noc. Za to recepcjonistka tak miła i życzliwa, że gdy z rozbrajającym uśmiechem zapytała, jak mi się podoba, powiedziałem: "Bardzo!".

W Belo Horizonte recepcjonista hotelu Praça da Liberdade poinformował mnie, że wystąpił błąd z winy Booking.com. Że mój pokój jest już zajęty. Chciałem wziąć inny, znalazłem za 50 euro, ale tylko łóżko w pokoju dla ośmiu osób. Na mecz Brazylijczyków z Chile w 1/8 finału zjechały tłumy, nic dziwnego, że ceny poszły w górę. Recepcjonista zawołał szefową, która znalazła mi inny hotel, droższy, ale powiedziała, że sama zapłaci różnicę. Chciała mnie tam taksówką wysłać, ale gdy zapytała o cenę, wsiadła w swój prywatny samochód i pojechaliśmy. Ja do taksówki w czasie mundialu chciałem wsiąść raz, ale gdy usłyszałem cenę, zaleciłem sobie spacer. Dla zdrowia.

Najlepiej jest w Sao Paulo, miasto ogromne, sieć hoteli, restauracji i taksówek tak rozbudowana, że mundialu nie trzeba traktować jak żniw.

W Belo Horizonte uruchomiono specjalną linię autobusową dla kibiców. Z centrum na stadion Mineirao. Chciałem się nią przejechać, zawsze to lepiej z wesołymi kibicami niż autokarem z dziennikarzami ponurakami. Fani są tu fantastyczni, kolorowi, życzliwi, mili. Ale bilet na Mineirao kosztował 15 reali, podczas gdy za normalny miejski autobus płaci się 2,8 reala. Jeśli chodzi o ceny w restauracjach, jest podobnie.

Nie piszę tego, by się nad sobą użalać. To normalne, że każdy chce zarobić na mistrzostwach. FIFA, piłkarze, trenerzy, firmy transportowe, hotelarze, restauratorzy, taksówkarze i inni mają w czasie mundialu wilczy apetyt na gotówkę. Tylko kibic musi to wszystko sfinansować. Jak on kocha futbol!