Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2014. Mundial bardziej defensywny? Van Gaal i Herrera przykładami

Dwa późno strzelone przez Holendrów gole nie powinny zmieniać generalnego obrazu po trzech meczach fazy pucharowej - mundial staje się coraz bardziej defensywny. Na sześć drużyn, które oglądaliśmy aż cztery grały trójką środkowych obrońców.


Na temat tego, jak Holandia porzuciła swoje cruyffowskie ideały "futbolu totalnego" kosztem dużo bardziej pragmatycznego stylu Louisa Van Gaala napisano już wiele podczas tego mundialu. Słabość własnych zawodników - zwłaszcza obrońców, podkreślona przez błędy Rona Vlaara i Stefana De Vrija w tym spotkaniu - zmusiła selekcjonera "Oranje" do zmiany ustawienia na 5-3-2.

To różni Van Gaala od Miguela Herrery, kolejnego szkoleniowca, który na mundialu imponował nie tylko swoimi entuzjastycznymi reakcjami. O ile Holender nowego ustawienia użył jako planu rezerwowego (ratunkowego?), dla trenera reprezentacji Meksyku było to główne rozwiązanie od początku jego pracy, przeniesione zresztą z sukcesem z Club America. Na swoje pierwsze mecze barażowe z Nową Zelandią powołał piłkarzy właśnie z krajowej ligi i byłego klubu - efekt był natychmiastowy, zwycięstwo niepodważalne i odmieniające los reprezentacji.

Pierwsza połowa dzisiejszego spotkania... martwiła. Po szaleńczej fazie grupowej wielu obawiało się, że większa presja w kolejnych rundach będzie oznaczała zdwojoną ostrożność piłkarzy i trenerów. Było to widać w meczu Meksyku z Holandią, gdzie żadna z drużyn nie ryzykowała, atakując maksymalnie czwórką graczy, szukając długich podań i polegając na najlepszych zawodnikach. Gdyby nie jedna świetna akcja Dos Santosa z Peraltą oraz kilka zrywów Robbena, brakowałoby nie tylko emocji, ale i jakości.

Futbol totalnie bezpośredni

Ten mecz najlepiej pokazał nowy, zaadaptowany styl gry Holendrów - długie podania (tylko Chile zaliczyło ich więcej) stwarzające miejsce dla liderów ofensywy na ich indywidualne rajdy. Van Gaal nieraz zaznaczał, że w bezpośredniej grze nie widzi nic złego, o ile jest ona uporządkowana. Przy tym konkretnym ustawieniu najbardziej zależało mu na tym, by w strefy napastników nie wbiegali skrzydłowi, a raczej angażując bocznych obrońców pozwalać Robbenowi i Van Persiemu na zdobywanie miejsca.



Chociaż Herrera swoich piłkarzy ustawia tak samo, to narzucany przez niego styl gry jest inny. O ile Holendrzy długimi podaniami starają się rozgrywać wszerz boiska, szukając zaskoczenia rywala, szybszego przeniesienia akcji na przeciwległą stronę, o tyle Meksykanie byli bardziej bezpośredni, szukając napastników. Dokładność takich zagrań u piłkarzy "Oranje" była na poziomie 67%, a ich rywali trzydzieści procent niższa.

- Jeśli szukasz długiego podania na wolne pole szansa, że stracisz piłkę jest większa niż przy zagraniu bezpieczniejszym, do nogi kolegi - tłumaczy tę różnicę były selekcjoner reprezentacji Anglii, Graham Taylor, który właśnie taki styl gry narzucał swoim drużynom.

Kwestia adaptacji

Jednak mocną stroną reprezentacji Holandii jest błyskawiczna adaptacja do zmian, które wprowadza jej selekcjoner. Louis Van Gaal nie bał się zaryzykować i kilka minut po stracie gola jego obrońcy grali znacznie wyżej. O ile przed przerwą Holendrzy odbierali piłkę średnio na trzydziestym metrze, tak w drugiej połowie ta liczba wzrosła do 47.

Van Gaal wygrał ten mecz także zmianami - przez godzinę gry wszystkie dryblingi Robbena miały miejsce w środku pola, lecz od momentu wejścia na boisko Depaya, zawodnik Bayernu wrócił na prawe skrzydło. To tam był najgroźniejszy, w charakterystycznym dla siebie stylu schodząc spod linii bocznej do środka. Gdy dodatkowo na murawie pojawił się Klaas Jan Huntelaar, "przejmując" jednego ze środkowych obrońców Meksyku, Layunowi zabrakło asekuracji w walce z reprezentantem Holandii. Robben w ostatnich trzydziestu minutach trzy razy skutecznie dryblował i to w polu karnym rywali.

To pokazało, że wciąż największym atutem Van Gaala jest jego doskonała wiedza, jak najlepiej wykorzystać na boisku Robbena. Przez długi czas był on niewidoczny lub w najlepszym wypadku osaczony, lecz w kluczowym fragmencie spotkania selekcjoner stworzył mu więcej możliwości w ataku. Tak jak z Chile o wyniku zadecydowała jego szybkość w roli napastnika przy zagraniach na wolne pole, dziś błysnął w bardziej charakterystycznej dla siebie roli.

Mundial dwóch stylów

Jednak to, co jest atutem może szybko stać się przekleństwem Holendrów. To wciąż zespół niedoskonały, z wieloma słabymi ogniwami - Wesley Sneijder pięknym strzałem wyrównał wynik w kluczowym momencie, ale wcześniej grał bardzo słabo. Obrońcy także popełniali wiele błędów, przegrywali indywidualne pojedynki i pewnie Herrera długo będzie zarzucał sobie te dwie zmiany napastników. Peralta i Dos Santos znacznie lepiej utrzymywali piłkę w ataku, skuteczniej walczyli w bezpośrednich pojedynkach od raczej wyłącznie wykańczającego akcje kolegów Hernandeza.

Czy więc w fazie pucharowej czeka nas bardziej defensywny mundial? Na razie na szczęście po efektach tego nie widać - goli, emocji i przede wszystkim dramaturgii nie brakuje - ale zespoły grają ostrożniej. Holendrzy, tak jak wczoraj Urugwajczycy, do ataków bardziej zostali zmuszeni, niż przejmując inicjatywę z własnej woli. Piękne gole, które traciły te zespoły były efektem strzałów z dystansu, geniuszu strzelców przy kilku zawodnikach próbujących blokować uderzenia. Ostatecznie przeważyła jakość indywidualności oraz zdolność do adaptacji. Na ich szczęście Holendrzy jeszcze trochę pamiętają, jak grać ofensywnie.