Piraci z Karaibów. Na mundialu rewelacją się drużyny z CONCACAF

Komplet medali na dwóch ostatnich mundialach w Niemczech i RPA zdobyły drużyny europejskie. To naturalne, że w Brazylii Latynosi za wszelką cenę próbują się odegrać, ale rewelacją są zespoły ze strefy CONCACAF, czyli Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów.
Bryan Ruiz chciał 13 lat temu rzucić futbol, bo trener jego drużyny z Alajuelense wysłał go na ławkę. Nie rzucił ze względu na dziadka Rubena, który od rozstania rodziców zastępował mu ojca. Sam jako najstarszy z czworga rodzeństwa musiał przedwcześnie dorosnąć, gdy matka została sama. Dziadek, taksówkarz i fan futbolu, zapisał go do drużyny Wnuki Mojego Dziadka stworzonej przez sąsiadów. Do wielkiej piłki Ruiz miał piekielnie daleko. Uratował go trener Enrique Vasquez, pozwalając mu na testy w klubie zawodowym. Transfer do belgijskiego Gentu w 2006 roku był dla niego jak zakup butów siedmiomilowych. Bryan przeniósł się potem do Holandii, skąd trafił do Fulham, klubu Premier League, a potem - jako piłkarz wypożyczony - do PSV Eindhoven.

Co mógł myśleć Ruiz, jadąc na mundial do Brazylii? Osiem lat temu selekcjoner Kostaryki nie zabrał go na mistrzostwa do Niemiec. Cztery lata później drużyna przegrała baraż o występ w RPA z Urugwajem. W Brazylii miała okazję do rewanżu, z której skorzystała, wprowadzając świat w stan konsternacji.

Ruiz to zdolny piłkarz, jak na kogoś urodzonego w Kostaryce zrobił wręcz oszałamiającą karierę, ale na graczy takich jak reprezentanci Anglii wciąż musi patrzeć z ogromnym respektem. Mundial to dla takich jak on wielka życiowa szansa. Nieprzeciążonych morderczym sezonem, głodnych sukcesów i sławy. Jego zwycięski gol w meczu z Włochami to kawał historii kostarykańskiego futbolu. Przecież drużyna z tego 4,7-milionowego kraju grała w fazie pucharowej mistrzostw zaledwie raz - w 1990 roku. Pochodzący z Brazylii reprezentant Włoch Thiago Motta mówił po sensacyjnej porażce z Kostaryką, że nie był w stanie przebierać nogami równie szybko. On, słynący z siły i waleczności. Z podziwem o sposobie, w jaki biega skromniutka drużyna, wypowiadał się też tak wielki atleta jak Belg Vincent Kompany z drużyny mistrza Anglii (MC). - Pędzą przez 90 minut od pola karnego do pola karnego, co bardzo się ludziom podoba. My tak grać nie jesteśmy w stanie - powiedział.

Także dla Meksyku mundial to praktycznie jedyna szansa zaistnienia. Tkwiący w strefie CONCACAF stumilionowy drzemiący kolos budzi się raz na cztery lata. W międzyczasie rywalizuje o Złoty Puchar tego regionu, trofeum o dumnej nazwie, ale kompletnie pozbawione prestiżu.

Meksykanie mają tak bogatą ligę, że ich piłkarze nie chcą jeździć do Europy. W 2009 roku bramkarz Jesus Corona otrzymał 10 mln dol. za trzyletni kontrakt w Cruz Azul. Futbol meksykański, opływający w dostatki, żywi się mundialami. Gdy przed mistrzostwami w Brazylii kadra Meksyku została skazana na baraże (a i to dzięki zwycięstwu USA nad Panamą), BBC podała, że nieobecność na mundialu kosztowałaby Meksykanów 900 mln dol. Tyle wart jest sam awans przetłumaczony na kontrakty sponsorskie i cały boom związany z mistrzostwami.

Nic dziwnego, że pod koniec kwalifikacji federacja wyrzuciła trzech trenerów, aż trafiła na Miguela Herrerę, który oparł zespół na piłkarzach klubu America i zaprowadził do 1/8 finału mistrzostw.

Trzy lata temu zdarzyło się coś, co pokazuje problem Meksyku. Drużyna wygrała wtedy Złoty Puchar CONCACAF, pokonując w finale na Rose Bowl USA 4:2. Tego samego lata rozgrywanae było też Copa América, czyli turniej o niebo ważniejszy. Meksyk wysłał do Argentyny drużynę do lat 22. Doszło do skandalu. Młodzi gracze zostali wykluczeni z ekipy za wezwanie prostytutek do hotelu. Meksyk przegrał wszystkie trzy mecze - z Urugwajem, Chile i Peru. Kibice się wściekli. Jak można wysyłać drużynę młodzieżową na bardziej prestiżowy turniej, a pierwszą reprezentację więzić w rywalizacji w piłkarskim trzecim świecie? Federacja Meksyku obiecała, że priorytetem dla niej będzie odtąd Copa América. Tak jak w debiucie w 1993 r., kiedy dotarli aż do finału, przegrywając z Argentyną 1:2 po golach Gabriela Batistuty.

Trzecią rewelacją są Amerykanie, którzy powalczą z Niemcami o pierwsze miejsce w grupie G. Ze strefy CONCACAF tylko Honduras w Brazylii nie chce szokować i dostosowuje się do starej hierarchii w futbolu.

Tu zobaczysz najnowsze wyniki, tabele i terminarz mundialu





Najseksowniejsze dziennikarki mundialu w Brazylii