Sport.pl

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2014. Kostaryka i jej więksi sąsiedzi

- Awansuje Kostaryka i ktoś drugi. Obojętne mi kto - mówił po losowaniu grup mundialu w Brazylii bramkarz Levante Keylor Navas. Dziś nikt już nie pęka ze śmiechu.


Reprezentacja Kostaryki szokuje. Nie tylko kibiców z Europy. Zwycięskiego gola Briana Ruiza w meczu z Włochami, który dał Kostarykanom drugi w historii awans do 1/8 finału mistrzostw świata, oglądałem z fanami z Meksyku. Co prawda drużyna z czteroipółmilionowego kraju Ameryki Środkowej zmusiła lokalną stumilionową potęgę do gry w barażu, ale nawet kibice Meksyku byli przekonani, że to efekt wielkiego dołka, który przeżywała wtedy ich drużyna.

13 lat temu rozczarowany Brian Ruiz chciał rzucić futbol. Wytrwał jednak. Zrobił to ze względu na dziadka Rubena Gonzaleza, całe życie zastępującego mu ojca. Sam jako najstarszy z czworga rodzeństwa musiał przedwcześnie dorosnąć, gdy matka została sama. Opieką nad Brianem zajął się dziadek, z zawodu taksówkarz, u którego chłopak mieszkał z matką. Dziadek wspomina, że od małego bawił się piłką, więc w wieku siedmiu lat zapisał go do drużyny "wnuki mojego dziadka" stworzonej przez ludzi z sąsiedztwa.

Gdy miał 15 lat, grał w Liga Deportiva Alajuelense, ale właśnie wtedy chciał rzucić futbol, gdy trener wysłał go na ławkę. Uratował go Enrique Vasquez, organizując możliwość sprawdzenia się w klubie zawodowym, gdzie w 86 meczach zdobył 25 goli - wynik jak na pomocnika okazały. Transfer do belgijskiego Gentu w 2006 r. osłodził mu zawodowe rozczarowanie - selekcjoner Kostaryki nie zabrał go na mundial do Niemiec. Ruiz nie mógł grać więc w meczu z Polakami puentującym serię trzech porażek drużyny.

Kostaryka tylko raz wyszła z grupy na mundialu - we Włoszech w 1990 r. Debiutując w finałach, pokonała Szkocję 1:0 i Szwecję 2:1, przegrywając w 1/8 finału z Czechosłowacją 1:4. Przed mistrzostwami w 2010 r. Kostarykanie przegrali baraże z Urugwajem. Zwycięstwo 3:1 na inaugurację mundialu w Brazylii było więc dla nich szczególnie słodkie. To była sensacja, ale wszyscy uznali to za przypadek. Urugwaj bez Luisa Suareza jest inną drużyną. Zwycięstwo nad Włochami dało skromnej drużynie awans z grupy śmierci. Z Anglikami zagrają bez stawki, z drużyną ojczyzny futbolu, gdzie pod koniec XIX w. emigranci z Kostaryki poznali tę grę.

W Premier League Brian Ruiz kariery nie zrobił. Z Genku trafił do Twente, gdzie stał się rewelacją ligi holenderskiej, co zwróciło na niego uwagę Fulham. W podboju Wysp przeszkodziły mu kontuzje, dziś gra w PSV Eindhoven. Gol z Włochami, pokonanie kogoś takiego jak Gianluigi Buffon to dla niego szczytowa chwila kariery. Włoski pomocnik Thiago Motta zwrócił uwagę na to, że Kostarykanie biegają, jakby to był nie koniec, ale początek sezonu. Fenomen chce zbadać FIFA, która po meczu poprosiła aż siedmiu graczy Kostaryki na kontrolę dopingową.

Kostaryka to jeden z najdziwniejszych krajów Ameryki Środkowej. Nie utrzymuje armii, tylko policję. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze inwestuje w edukację. I okazuje się, że jest najbezpieczniejszym i jednym z najbogatszych państw regionu.

Fantastyczna gra Kostaryki w Brazylii zwraca uwagę na całą strefę Concacaf uważaną za futbolowy trzeci świat. USA zaczęło od zwycięstwa nad Ghaną, rewanżując się jej za porażkę na mundialu w RPA. Znacznie powyżej oczekiwań spisuje się Meksyk, który do mistrzostw dostał się przez baraże. Pewien hiszpański dziennikarz opowiadał mi, iż uważa meksykańskich kibiców za najlepszych na świecie. Do Brazylii przyjechało ich 50 tys, mimo iż drużyna nie rokowała najlepiej. - Gdy Meksykanie grali w Fortalezie, całą noc słyszałem śpiewy "Mexico lindo" lub "El Rey". Kto inny wspierałby tak drużynę skazywaną na porażki? - przekonywał.

Może z punktu widzenia Hiszpana sytuacja Meksyku tak wygląda. Polak spojrzałby na nią zupełnie inaczej. Meksykanie regularnie grają w finałach mistrzostw świata i regularnie wychodzą z grupy. Oczywiście ponadstumilionowy kraj rozkochany w piłce ma większe ambicje. Chciałby być trzecią siłą w całej Ameryce po Brazylii i Argentynie. W ich lidze płacą lepiej niż w dobrych klubach europejskich. Dlatego pracują tam piłkarze z całego kontynentu. Kostarykan wśród nich nie ma. Nie mieli dotąd żadnej renomy. Może mundial sprawi, że potężny sąsiad spojrzy uważniej w stronę małego kraju, który omal nie pozbawił go szansy gry w Brazylii. Meksykanie już wiedzą, że to nie była wyłącznie kwestia ich wewnętrznych problemów.

Nie ulega wątpliwości, że Meksyk taki, jaki widzimy w Brazylii, to dzieło Miguela Herrery, trenera najbogatszego klubu America, który oparł drużynę na swoich piłkarzach. We wrześniu 2013 r. na Estadio Azteca gospodarze przegrali z Hondurasem 1:2 i pracę stracił Chepo de la Torre. Luis Fernando Tena zadebiutował porażką z USA i został zwolniony. Victor Manuel Vucetich pojechał z drużyną do San Jose w Kostaryce i przegrał 1:2, prawo gry w barażach dała Meksykowi wygrana USA nad Panamą. Ależ upokorzenie. Amerykanie - rywal, na którego Meksykanie chcieliby patrzeć z góry (przynajmniej na polu futbolowym) - uratowali im skórę. Na baraż z Nową Zelandią federacja wypożyczyła z Ameriki Herrerę, który w końcu pozbierał drużynę.

W 2011 r. zdarzyło się coś, co pokazuje problem Meksyku. Jego drużyna wygrała Złoty Puchar Concacaf, pokonując w finale na Rose Bowl USA 4:2. Na początku Meksykanie stracili dwie bramki, ale wyrównali jeszcze w pierwszej połowie. Tego samego lata rozgrywana była Copa America. Władze Concacaf zmusiły jednak Meksyk, by do Argentyny wysłano drużynę do lat 22. Zaczęła ona od skandalu. Młodzi gracze - wśród nich Jonathan dos Santos z Barcelony i siedmiu innych - zostali wykluczeni z ekipy za wezwanie prostytutek do hotelu. Meksyk przegrał wszystkie trzy mecze - z Urugwajem, Chile i Peru. Wzburzyło to meksykańskich kibiców. Jak można wysyłać drużynę młodzieżową na bardziej prestiżowy turniej, a pierwszą reprezentację więzić w rywalizacji w Concacaf, która nikogo na świecie nie interesuje? Władze federacji postanowiły, że to się zmieni. Meksykanie zaczną traktować rywalizację w Copa America tak jak w debiucie w 1993 r., kiedy w Ekwadorze dotarli aż do finału, przegrywając z Argentyną 1:2 po golach Gabriela Batistuty. W tamtym zespole grał jeszcze Hugo Sanchez. Dziś Herrera wziął do drużyny innego sławnego weterana. Rafael Marquez dwa razy wygrywał Ligę Mistrzów z Barceloną. Potem trafił do MLS i wrócił do ligi meksykańskiej. Ale w wieku 35 lat wciąż może być ostoją reprezentacyjnej defensywy.

Dariusz Wołowski, Rio de Janeiro

9. dzień mundialu. Emocje na boisku i na trybunach [ZDJĘCIA]


Więcej o: