Mundial 2014. Wicek, gdzie jest moja tiki-taka? Iniesta i Sanchez w meczu Hiszpania - Chile

Bliższe spojrzenie na kluczowego dla mistrzowskiej tiki-taki Andresa Iniestę pokazuje, że odpadnięcie Hiszpanów z turnieju to tylko znak czasu. Zwłaszcza gdy porównuje się Iniestę z jego kolegą z Barcelony Alexisem Sanchezem.


Cztery lata temu w RPA Sanchez był młodym gniewnym, który z Chile zagroził najlepszym, ale wygrywać jeszcze nie był w stanie. Teraz wśród swoich rodaków 26-letni piłkarz z opaską kapitana wygląda na statecznego obywatela, jest jednym z najmniej agresywnych.

Co nie znaczy, że nieprzydatnych. Mimo że Sanchez głównie operował w ataku, wiele razy utrudniał wyprowadzenie piłki Hiszpanom, miał kilka przechwytów, także na własnej połowie, podobnie jak inni Chilijczycy w środku boiska wykonał wiele "małych sprintów", co świetnie wychwycił ekspert TVP Grzegorz Mielcarski. Mimo swojej pozycji na boisku i szczególnej uwagi ze strony Sergio Ramosa potrafił grać sporo do przodu (9 z 21 celnych podań) i nie tracić zbyt wielu piłek. W 20. minucie to on przechwycił piłkę i rozpoczął dwoma podaniami akcję, po której Chile zdobyło pierwszego gola. W 43. minucie to on strzelił celnie z wolnego, po czym Charles Aranguiz wykonał dobitkę na 2:0.

Iniesta suche statystyki ma podobne do Sancheza, ale uczestniczył w zupełnie innej grze. Przez większość meczu zdawał się zerkać w stronę ławki rezerwowych, pytając "Wicek, gdzie jest moja tiki-taka?". Vicente del Bosque jest oskarżany raczej o wstecznictwo, a tymczasem wygląda na to, że chciał koniecznie iść z duchem czasu. Iniesta w meczu z Chile pozbawiony został towarzystwa Xaviego, Fabregasa, Davida Villi i Torresa, kluczowych w ostatnich latach dla powodzenia hiszpańskiej gry. W wielu sytuacjach na "tiki" Iniesty nowi, nienadzwyczajni koledzy nie potrafili odpowiedzieć "taka". Piłka nie wracała, zacinała się w próbach przyjęcia pod presją agresywnych Chilijczyków, nie krążyła, a z hiszpańskiej wyjątkowości została zwykłość, z którą w drugiej połowie rywale momentami grali w dziada.

Iniesta mimo wszystko był produktywny, oddał jeden groźny celny strzał (ale dopiero w 84. minucie), miał dwa kluczowe podania, sporo dokładnych podań do przodu. Miał też jednak 10 strat (głównie przy próbach dryblowania) oraz faulował tyle samo razy (3), ile razy był faulowany. Dawniej w meczach Hiszpanii było to niespotykane.

Nazwa "tiki-taka" została spopularyzowana, a może nawet wymyślona przez hiszpańskiego komentatora sportowego Andresa Montesa, który zmarł nagle w 2009 roku w wieku 54 lat. Teraz możemy złożyć do grobu nazwany przez niego styl gry.

Symboliczny i faktyczny koniec było widać wyraźnie po meczu na Maracanie, gdy zmęczony, smutny, posiwiały na skroniach, zszarzały Iniesta schodził z boiska razem z równie zbitym Ikerem Casillasem. Wyglądał jak emeryt przy wytatuowanych na całym ciele, przystrzyżonych, pofarbowanych tu i tam, eksponujących mięśnie chilijskich wojownikach z Sanchezem na czele, którzy mecz zaczęli od wywrzeszczanego z tłumem hymnu, a skończyli na tańcu szalonej radości. Była taka piłkarska wersja kartki noworocznej z dziaduniem Starym Rokiem i nadchodzącym pełnym werwy Nowym...



Statystyki Iniesty i Sancheza w meczu Hiszpania - Chile





IniestaSanchez
90czas gry90
1strzały1
1strzały celne1
2podania kluczowe0
14podania celne do przodu9
8podania celne do tyłu12
10straty10
3faule2
3faulowany2
KONKURS! Zobacz decydujące mecze MŚ w niezwykłej jakości!