Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2014. Abdykacja Hiszpanów

W dniu, kiedy król Juan Carlos oficjalnie podpisał swoją abdykację, na mundialu w Brazylii reprezentacja Hiszpanii opuściła futbolowy tron. Traumatyczna porażka z Chile 0:2 skończyła sześć lat triumfów najwybitniejszego pokolenia w dziejach tamtejszej piłki - pisze wysłannik na mundial Sport.pl i ?Wyborczej? Dariusz Wołowski.


"Hiszpania była Titanikiem" - głosił hiszpański dziennik "El Pais". Od kiedy w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku niezatapialny, brytyjski transatlantyk podczas swojego pierwszego rejsu na trasie Southampton - Cherbourd - Queenstown - Nowy Jork zderzył się z górą lodową i poszedł na dno, stał się punktem odniesienia katastrof w każdej dziedzinie. Porównanie jest o tyle chybione, że choć bilans "La Roja" w Brazylii jest niegodny obrońcy trofeum (0 pkt, bilans bramek 1-7), ma ona za sobą sześć lat świetlanej przeszłości naznaczonej mistrzostwem świata w RPA i dwoma tytułami najlepszej drużyny Europy. W hiszpańskich mediach gorycz i rozczarowanie postawą drużyny Vicente Del Bosque miesza się z wdzięcznością za to, co było wcześniej. Po raz pierwszy w historii futbolu porażka hiszpańskiego zespołu była wydarzeniem globalnym. Do 2008 roku "La Roja" pracowała na opinię drużyny przeciętnej, dla której przegrany mundial był czymś codziennym.

W strefie wywiadów stadionu Maracana Sergio Ramos i Iker Casillas przeprosili kibiców za to, co drużyna zrobiła w Salvadorze i Rio de Janeiro. Zdawali sobie sprawę, że rozbudzili oczekiwania, a potem im nie sprostali. Brazylijski występ był dla nich pasmem nieszczęść niemal od początku do końca. I pomyśleć, że do 44. min rewanżu za finał z RPA z Holendrami prowadzili 1:0. Wspaniała główka Robina van Persiego stała się punktem zwrotnym. Rozsypała się Hiszpania.

Kiedy Vicente Del Bosque przejmował drużynę od zmarłego niedawno Luisa Aragonesa, mówił, że lepsze jest wrogiem dobrego, więc będzie dbał o to, co dostaje, i niczego na siłę nie zamierza poprawiać. Przez sześć lat zmieniał tylko tych graczy, którzy się zestarzeli lub kontuzjowali. Do Brazylii zabrał 16 mistrzów z RPA, tyle że w zupełnie innym momencie kariery. Najbardziej symboliczny jest zmierzch 34-letniego Xaviego Hernandeza, gracza, który z Barceloną i Hiszpanią zdobył 25 trofeów. W hiszpańskiej piłce nie było nigdy kogoś takiego.

Pozbawiona Xaviego (z Chile nie zagrał ani minuty) "La Roja" przypominała jeźdźca bez głowy. Po meczu do późna czekaliśmy na Diego Costę, który został wybrany do kontroli dopingowej. Brazylijscy i hiszpańscy dziennikarze znaleźli punkt wspólny. - I po co nam była ta cała walka o Costę? - pytali Hiszpanie. A Brazylijczycy odpowiadali, że ich rodak nie tylko nie pomógł, ale wręcz zaszkodził obrońcom tytułu. W tym sezonie był objawieniem ligi hiszpańskiej, napastnikiem, który włączył się do walki o koronę króla strzelców z Leo Messim i Cristiano Ronaldo. Atletico poprowadził do mistrzostwa. Luiz Felipe Scolari chciał go w reprezentacji Brazylii, ale on wybrał Hiszpanię. Ale wyglądał w niej na mundialu jak obce ciało. Największy eksperyment selekcjonera "La Roja", który chciał wprowadzić do składu graczy głodnych sukcesu, okazał się totalnym niewypałem. Napastnik Atletico raczej o piłkę walczy, niż w nią gra. Z kombinacyjnym futbolem obrońców trofeum był niekompatybilny.

Trudno jednak robić z Costy kozła ofiarnego. Można mu nawet współczuć, bo przychodził do drużyny mistrzów noszących już w sobie stygmat wielkich przegranych. Poza Xavim, którego opuściły siły, także drugi z wielkich geniuszy środka pola Andres Iniesta w Brazylii sobie nie radził. Najlepszy gracz Euro 2012 nie dokonał niczego godnego zapamiętania. Często kręcił się z piłką, nie bardzo wiedząc, o co mu chodzi. By w końcu ją tracić.

Być może jeszcze bardziej niż ofensywa abdykujących mistrzów świata zawiodła gra obronna. Skoro w 19 meczach trzech ostatnich wielkich turniejów stracili tylko sześć goli, jak w 180 minut rywalizacji w Brazylii Iker Casillas mógł sięgał do siatki aż siedmiokrotnie? Po meczu z Holendrami del Bosque wysłał na ławkę Gerarda Pique, ale zastępujący go Javi Martinez nie zapobiegł nieszczęściu. Gra "La Roja", tak zjawiskowo spójna w ostatnich latach, rozpadła się nagle na nieprzystające do siebie fragmenty. Ta nowa układanka nie znalazła wspólnego mianownika, porażkę można nazwać klęską lub katastrofą jak "El Pais". W tym samym dzienniku były piłkarz reprezentacji i Realu Madryt Michel Gonzalez dziękował drużynie za to, że pozwoliła mu przeżyć sześć lat złotego snu. "Po prostu jesteście najlepsi i nie pozwólcie sobie wmówić, że jest inaczej" - przekonywał. Czasownik jesteście wypadałoby jednak zmienić na byliście i wszystko będzie jak trzeba.



KONKURS! Zobacz decydujące mecze MŚ w niezwykłej jakości!


Kiedy Hiszpania zdobędzie kolejny medal?