Sport.pl

Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2014. Przeciętny jak Song

Ostatnim piłkarzem Barcelony, który na mistrzostwach świata otrzymał czerwoną kartkę, był Miguel Angel Nadal. Miało to miejsce równo 20 lat temu. W środę wyczyn Hiszpana skopiował Alex Song. Po faulu na Mario Mandżukiciu 26-letni pomocnik ?Blaugrany? mecz z Chorwacją (0:4) zakończył w 40. minucie. Song może już udać się na urlop, w trakcie którego powinien przemyśleć swoją klubową przyszłość. Po dwóch nieudanych latach na Camp Nou Barca chce się pozbyć Kameruńczyka.
Song nie jest boiskowym brutalem. W 40. minucie meczu z Chorwacją po prostu się wygłupił. Ostatni raz czerwoną kartkę zobaczył we wrześniu 2010 roku, w meczu przeciwko Sunderlandowi. Wówczas był jeszcze piłkarzem Arsenalu Londyn, gdzie radził sobie doskonale. W 2012 roku Barcelona pozyskała Kameruńczyka za 19 mln euro. Song wszedł na piłkarski Olimp, po czym przepadł.

Alex Song urodził się w Duali. Zanim na dobre poczuł smak życia, stracił ojca. Za wychowanie Songa wziął się jego kuzyn, Rigobert. To miało kluczowe znaczenie w kontekście dalszych losów Alexa. Rigobert Song Bahanag to 137-krotny reprezentant Kamerunu, były piłkarz m.in. Liverpoolu, Lens czy też Galatasaray. Swego czasu uznał, że w Kamerunie Song nie nauczy się grać w piłkę. Kiedy Alex miał 16 lat, dołączył do akademii Bastii.

Szybko trafił do pierwszej drużyny, gdzie rozegrał 32 ligowe spotkania. W międzyczasie został powołany do kadry Francji U-16. Po rozegraniu sześciu meczów zdecydował, że chce grać dla Kamerunu. Jego siła, dynamika i wszechstronność sprawiły, że wzbudził zainteresowanie Arsene'a Wengera. Francuz zaprosił Songa na testy, po czym zapłacił za niego 4 mln euro. Kameruńczyk występował początkowo głównie w rezerwach "Kanonierów", ale Wenger dostrzegał w nim potencjał. Londyńczycy nie chcieli hamować rozwoju Alexa, więc na sezon 2006/2007 wypożyczyli go do Charltonu Athletic. Po rozegraniu 12 ligowych meczów wrócił do Arsenalu, gdzie znów utknął pomiędzy pierwszym zespołem a drużyną rezerw. Ustawiany na różnych pozycjach, od środkowego obrońcy do rozgrywającego, nie mógł nabrać odpowiedniego rozpędu.

Nietypowe stylizacje Songa

Sytuacja zmieniła się w sezonie 2008/2009. Song uzbierał w sumie 48 meczów, strzelił 2 gole i zaliczył 3 asysty. Ustabilizował swoją pozycję w drużynie, występując głównie w pomocy. Przełomowy okazał się sezon 2011/2012, kiedy w 46 spotkaniach zanotował 14 asyst. To efekt ustawienia go na pozycji "ósemki", piłkarza wędrującego pomiędzy dwoma polami karnymi. Kameruńczyk nie trudnił się już obroną, rozsmakowując się w wybornych podaniach za plecy obrony rywali. Głównie dzięki asystom Songa Robin van Persie został wówczas królem strzelców. W poszukiwaniu zespołowych triumfów Holender uciekł do Manchesteru United, a Song wybrał ofertę Barcelony.

W sezonie 2012/2013 rozegrał 34 spotkania. Ani przez chwilę Barca nie miała pomysłu na wykorzystanie niezaprzeczalnych atutów Songa. Kameruńczyk miał być w transferem w stylu "dwa w jednym" - niby defensywny pomocnik, a jednak trochę obrońca. Na Camp Nou nikt nie miał zamiaru wystawiać go wyżej, na pozycji Xaviego czy Andresa Iniesty. To o tyle zastanawiające, że przecież Song rozkwitł, występując niemal za plecami napastnika. Barca wstrzymała rozwój Kameruńczyka, tłamsząc 26-latka w obrębie własnej bramki.

W poprzedniej kampanii Song zagrał trzy spotkania mniej. W żadnym nie zaprezentował czegoś, co mogłoby uzasadniać jego dalszą obecność na Camp Nou. Lata spędzone w stolicy Katalonii to dla Songa okres dekadencji. Niby wygrał Primera Division i Superpuchar Hiszpanii, ale jego wkład w sukcesy był minimalny. W Barcelonie bardziej niż występami na boisku zasłynął ekscentrycznym ubiorem. W tej materii prześcignął go jedynie Dani Alves.

Los Songa wydaje się przesądzony. Barca chce go oddać za niewielkie pieniądze do Premier League, gdzie jeszcze pamiętają występy Kameruńczyka u boku Robina van Persiego. Może się okazać, że 26-latek znów będzie grał z Holendrem, bo wstępne zainteresowanie transferem zgłosił Manchester United. "Czerwone Diabły" muszą jednak odeprzeć zakusy Liverpoolu i Arsenalu. Ponoć sytuację Songa monitorowały również Napoli i Milan.

Powrót z zaświatów?

Na razie w sprawie transferu Songa brakuje konkretów. Mundial w Brazylii miał być dla Kameruńczyka okazją do reaktywacji w świecie wielkiego futbolu. Nie udało się. W przegranym meczu z Meksykiem (0:1) spisał się przeciętnie. Nie odebrał ani jednej piłki, w środku pola otwierając rywalom wolną przestrzeń. Podawał z wysoką skutecznością, ale głównie do najbliżej ustawionego kolegi. Ledwie trzykrotnie podjął próbę zagrania pomiędzy liniami Meksyku. Z boiska zszedł kilkanaście minut przed końcem meczu. Z Chorwacją uderzył Mario Mandżukicia, przez co skrócił swój występ do 40 minut. W ostatnim meczu nie zagra, więc może już myśleć o urlopie. Brazylii Song nie podbił.

Swego czasu był jednym z najlepszych pomocników Premier League. Dwa lata w Barcelonie sprawiły, że sprzeciętniał i został nieco zapomniany. Powrót na Wyspy Brytyjskie ma być dla Kameruńczyka drugą szansą. Song szykuje powrót z zaświatów.

Więcej o: