Australia - Holandia. Mały Tim strzelił bajecznego gola dla Australii

Australia przegrywa najpiękniejszy mecz turnieju, ale przynajmniej zdobyła najpiękniejszą bramkę. Kim jest jej autor Tim Cahill, pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny".
KONKURS! Zobacz decydujące mecze MŚ w niezwykłej jakości!

Jeśli czytaliście "Opowieść wigilijną" Dickensa, pamiętacie małego Tima - ciężko chorego drobnego chłopca, któremu w końcu decyduje się pomóc Ebenezer Scrooge. Jeśli oglądaliście Premier League w pierwszej dekadzie XXI wieku, z trudem moglibyście skojarzyć Dickensowskiego bohatera z imponująco wytatuowanym ofensywnym pomocnikiem, biegającym między jednym a drugim polem karnym w koszulce Evertonu. Owszem: zawsze był niewysoki, ale jeśli już kojarzyć go z jakąś postacią z Dickensa, to raczej ze sprytnym Samem Wellerem z "Klubu Pickwicka".

Nazywany "małym Timem" Cahill nIgdy nie przepraszał, że żyje, zawsze umiał przepchnąć silniejszych rywali i mimo że obrońcy rywali zwykle przerastali go o głowę, w odpowiednim momencie potrafił wyskoczyć ponad nich, strzelić kolejną bramkę (żaden inny piłkarz Premier League nie zdobył tyle goli głową), a następnie popędzić do narożnika, żeby tam w geście triumfu boksować Bogu ducha winną chorągiewkę.

Kosztował grosze

David Moyes, który sprowadził go do Evertonu za jedyne półtora miliona funtów, do dziś uważa Cahilla za swój najlepszy transfer. "Spotkałem się z nim w gabinecie prezesa Millwall w Londynie (grał wówczas dla tego klubu) - opowiada szkocki menedżer autorowi książki "Menedżerowie" Michaelowi Calvinowi. - Jego charakter okazał się doskonały: był pełen życia, głodny gry, energiczny, jego oczy aż błyszczały na myśl, że do nas przyjdzie. Byliśmy nim zachwyceni - jego wdzięcznością i pragnieniem, żeby poddać się próbie i dobrze w niej wypaść - a on z biegiem czasu okazał się doskonałym nabytkiem i przez wiele lat jednym z najlepszych piłkarzy Premier League. W szatni naprawdę pozytywnie wpływał na pozostałych zawodników".

8 lat w Anglii

W Evertonie spędził, między 2004 a 2012 rokiem, najlepsze lata kariery. Rzeczywiście pasował do tamtej drużyny: zadziornej, nigdy nieodpuszczającej, równie trudnej do ogrania jak Australia na tym mundialu. W 2006 roku znalazł się nawet na liście 50 najlepszych piłkarzy świata nominowanych do tytułu Złotej Piłki - jako jedyny Australijczyk w historii tego plebiscytu. Był kapitanem i zdobywcą 56 bramek dla Evertonu w Premier League (wcześniej dla Millwall zdobył 52 gole, w New York Red Bulls, gdzie dorabia do emerytury, dorzucił kolejne 12).

Reprezentację Australii, którą zasilił po epizodzie gry dla Samoa - w reprezentacji młodzieżowej - wprowadzał na trzy kolejne mundiale. Do strzelania goli na mistrzostwach jest przyzwyczajony podobnie jak do mundialowych dyskwalifikacji (z Hiszpanią nie zagra za dwie żółte kartki; na mistrzostwach w RPA wyrzucono go za ostre wejście w Bastiana Schweinsteigera, co do którego nawet Niemiec przyznawał, że zasługiwało co najwyżej na żółtą), ale nigdy nie strzelił gola tak fenomenalnego. Jeden z nieoczekiwanych paradoksów tej historii: bodaj równie piękną bramkę - z woleja po kilkudziesięciometrowym podaniu Arnolda Muhrena - strzelił wielki Holender Marco van Basten.