Mundial 2014. Sport.pl z Brazylii: Gdzie jesteś, Królu?

Wielu się spodziewaliśmy zdziwień po brazylijskim mundialu, ale żeby Maradona był bardziej widoczny od Pelego?
Wreszcie pojawił się przy okazji jakiegoś meczu na dłużej. Piątego dnia mundialu. Ale na samym meczu nie był. Opowiedział tylko w Globo TV, że utknął w korkach Sao Paulo i słuchał komentarza w radiu, dopiero drugą połowę spotkania Brazylia - Meksyk obejrzał w telewizji. Dwa dni wcześniej, gdy Argentyna grała z Bośnią i Hercegowiną na Maracanie, Pele otwierał swoje muzeum w Santosie. Wyczekane, w pięknym pałacu przy porcie, za ponad 20 mln dolarów, z ponad dwoma tysiącami pamiątek z gry w kadrze i w FC Santos. Było kilku ministrów, prezydent Dilma Roussef nie mogła, ale przesłała orędzie na wideo. Pele ma też swoją strefę kibica na stadionie Morumbi w Sao Paulo. Sponsorzy zbudowali tam "House of Football Pele" z wystawami na jego cześć, z koncertami, pokazami samby itd. Na okołomundialowych reklamach Pele ma w tym roku zarobić rekordowe sumy. W muzeum i w "House of Football Pele" jest pięknie, bogato, ale z całym szacunkiem - życie jest gdzie indziej.

Maradona z ziemi i powietrza

Franz Beckenbauer był podczas Mistrzostw Świata w Niemczech człowiekiem od wszystkiego. Michel Platini dawał twarz turniejowi we Francji. W Polsce szefem komitetu organizacyjnego był jedyny polski król strzelców mundialu Grzegorz Lato. A w Brazylii? Mundial wylądował w kraju króla futbolu, a król robi wszystko, żeby się z mundialem nie spotkać twarzą w twarz? I jeszcze pozwala, żeby mu Maradona kradł show?

Gdy Pele uświetnia imprezy na swoją cześć, a zagraniczne telewizje pokazują nagrane wcześniej rozmowy z nim, Maradona szturmuje mistrzostwa z ziemi i powietrza. W swoim programie mundialowym "Z lewej" w telewizji Telesur mówi, jak jest. Wybrał się na mecz Argentyny z Bośnią i Hercegowiną, skończyło się awanturą, porządkowi go nie wpuścili (są tak pryncypialni, że Seppa Blattera początkowo nie chcieli wpuścić na mecz otwarcia, nie miał akredytacji). Nie wszedł, oglądał w hotelu. Ale wiemy, że chciał być, wszędzie go pełno.

Lud nie dorósł

Pele nie chce? Nie może? Nie jest w Brazylii tak powszechnie kochany, jak nam się wydaje. A na pewno nie tak kochany u siebie jak na świecie. Bo w przeciwieństwie do Maradony, który kreował się - operetkowo, ale jednak - na obrońcę wszystkich uciśnionych, Pele zawsze trzymał z władzą (z każdą, kiedyś z juntą, teraz z Dilmą). A ludem był zirytowany, pouczał Brazylijczyków, że nie dorośli do demokracji itd. Przed mundialem mówił m.in., żeby Brazylijczycy nie demonstrowali, bo popsują sobie okazję do zarobienia na turnieju, a śmierć robotnika na stadionie w Sao Paulo nazwał normalną życiową sprawą. Ludzie mają do niego żal, że w czasie kariery tak rzadko zauważał biedę i problemy Brazylii, choć mógł zrobić wiele, choćby samym słowem. W końcu w innych krajach z okazji jego meczów zawieszano wojny, jak w Nigerii. U siebie trzymał się od społecznych problemów z daleka, poza dniem, gdy strzelił tysięcznego gola w karierze i wezwał, żeby się pochylić nad losem brazylijskich dzieci.

Ale mimo tych wszystkich zadr zapewne nie wygwizdano by go na stadionach tak mocno jak panią prezydent czy Blattera. Demonstranci byli na otwarciu muzeum w Santosie i polityków wybuczeli, a dla Pelego byli łaskawi. Dilma po wyzwiskach na meczu otwarcia stara się pokazywać jak najrzadziej, Blatter też ostrożnie wybiera mecze, ale wybiera. Pele nawet nie chce spróbować.

Marketingowa niewola

Jakimś wyjaśnieniem są pewnie chłodne relacje z obecnymi szefami brazylijskiej federacji. Ale to przecież nic w porównaniu z wojną Pelego z CBF w latach 90., gdy w wywiadzie dla "Playboya" zdemaskował korupcję w brazylijskiej piłce, a prezydent Fernando Henrique Cardoso zrobił go nadzwyczajnym ministrem sportu, by ten bałagan uprzątnął według swojego pomysłu. Pele jako minister sportu pisał nowe przepisy dla futbolu, a ówczesny szef CBF Ricardo Teixeira doprowadził do tego, że Pelego nie wpuszczono na mecz otwarcia mistrzostw świata w USA w 1994, mimo że Amerykanie chcieli, by był gwiazdą otwarcia. Ale to było dawno, antykorupcyjna krucjata Pelego zakończyła się niespodziewanym pojednaniem z Teixeirą, wyszło też na jaw, że Pele nowe ustawy pisał również z myślą o swojej firmie marketingu sportowego, a w sprawie niejasnych okołofutbolowych transakcji też nie ma czystego sumienia, bo w bardzo dziwny sposób rozliczył dochód z charytatywnego meczu dla UNICEF.

Pele zrzucił wtedy winę na swojego wieloletniego doradcę, zresztą do doradców nie miał szczęścia, puszczali go z torbami, podpisywali niewolnicze umowy. Dopiero w ostatnich latach Pele odzyskał większość praw do wizerunku i pomnaża swój majątek bez krachów i skandali.

Edson i Pele

Znajomi brazylijscy dziennikarze na pytanie o Pelego wzdychają. Skomplikowany temat. Czasem mają wrażenie, że jest ich tam dwóch. Edson jest całkiem w porządku, ale Pele bywa nie do zniesienia. Edson by przyszedł na mecz, Pele nie chce tego zrobić bezinteresownie. Edson pamięta, że trzeba się gryźć w język, Pele zapomina. Edson pamięta, jak przyjechał do klubowego internatu Santosu z Minas Gerais jako piętnastolatek na dorobku, zwany jeszcze Gasolina - Benzyna. A Santos zrobił go najlepszym piłkarzem świata, promując go tak, jak np. Botafogo nigdy nie umiało albo nie chciało promować Garrinchy. Edson pamięta, Pele już wszystko zawdzięcza sobie samemu. Ale chyba nie będzie się gniewał na mundial aż do finału?

25 świetnych mundialowych karykatur - kliknij i zobacz!