Sport.pl

Mundial 2014. Porażka musi być lekcją dla Hodgsona

Charakter tej porażki Anglików daleki był od lekcji futbolu udzielonej im przez Włochów w ćwierćfinale Euro 2012, ale Roy Hodgson nie ustrzegł się błędów. Jednym z tych najszerzej dyskutowanych będzie kwestia pozostawienia do końca na boisku Wayne'a Rooneya w meczu Anglia - Włochy.
KONKURS! Zobacz decydujące mecze MŚ w niezwykłej jakości!

Z pozoru można by napastnika Manchesteru United pochwalić - przecież po słabych występach w dwóch sparingowych meczach tym razem udało mu się nie tylko zaliczyć asystę przy golu Sturridge'a, ale też zagrać najwięcej kluczowych podań z całego zespołu. Nie można mu też odmówić wysiłku włożonego w spotkanie w Manaus, gdzie jego koledzy padali w końcówce ze zmęczenia, a przecież to Rooney przed mistrzostwami leczył uraz i od nowa musiał budować formę fizyczną.

Jednak Roy Hodgson nie musi tłumaczyć się z wystawienia napastnika na lewym skrzydle - ważniejsze i trudniejsze decyzje czekały na niego w trakcie meczu. Przede wszystkim Hodgson musiał widzieć, że już w pierwszej połowie Darmian z Candrevą wykorzystywali grę w przewadze przeciwko Bainesowi, gdy Rooney pozostawał na połowie rywala. W przerwie zabrakło ze strony sztabu szkoleniowego korekty, a gdy lewy obrońca zbyt łatwo nabrał się na prosty zwód skrzydłowego z Włoch, Balotellemu wystarczyło dołożyć do dośrodkowania głowę i wpakować piłkę do siatki.

Z kolei jeśli niedziela przyniesie bardziej gorzkie komentarze na temat gry Anglików, to w Hodgsona rykoszetem uderzy decyzja o pozostawieniu Ashleya Cole'a w kraju. Oczywiście rację miał selekcjoner, mówiąc, że doświadczony lewy obrońca nie nadawałby się na ławkę rezerwowych, lecz w kwestii błędu Bainesa można mówić o pewnym braku ogrania na arenie międzynarodowej. W tym wypadku należy zapytać też co takiego defensor Evertonu zaoferował drużynie, czego odchodzący z Chelsea rywal mógłby nie dać Anglii. Po prawdzie, brak choćby jednego celnego dośrodkowania czy udanego dryblingu w nie najlepszym świetle stawia Bainesa, którego wkład w atak miał liczyć się najbardziej.

Problemów z Rooneyem było więcej - gdy już Anglicy starali się odrabiać straty w ostatnich trzydziestu minutach, Hodgson dwukrotnie zmieniał mu pozycję. Najpierw przesuwając go do środka pola, by następnie powierzyć jego nominalną rolę w ataku. Jednak każda z decyzji pozostawiała wiele do życzenia - najpierw albo blokował rozegranie Barkley'owi (raz nawet zabrał mu piłkę przed strzałem z niezłej pozycji), albo wracał zbyt głęboko, dublując rolę Gerrarda. Ta rotacja negatywnie odbiła się zwłaszcza na Sterlingu, który przed przerwą był najjaśniejszym punktem Anglii, a w drugiej połowie, grając już na prawym skrzydle zamiast Welbecka nie potrafił stworzyć dośrodkowaniami żadnego zagrożenia - z siedmiu jego prób ani jedna nie była celna.

Zmiany to zresztą temat, który w Anglii będzie najdłużej omawiany. Gdy Gerrarda łapały skurcze, Roy Hodgson zdjął z boiska Hendersona. Ten drugi raczej wytrzymałby kolejny kwadrans, zwłaszcza, że w 73. minuty na boisku przebiegł większy dystans niż jego starszy o jedenaście lat kolega w przeciągu całego spotkania. Gerrard starał się odgrywać rolę podobną do tej Pirlo, jednak jego podania były zbyt pasywne - ponad 60 proc. z nich była do obrońców, a Rooney, Welbeck czy nawet grający obok niego Henderson dostali ledwie po dwa podania! Gdy na ostatnie dwadzieścia minut pojawił się Wilshere zdołał cztery razy odnaleźć w trudniejszych sytuacjach Barkleya, gdy pomocnik Liverpoolu ani razu nie zagrywał do zawodnika Evertonu. Przewaga Anglii była wyłącznie sztuką dla sztuki, a prawdziwą kontrolę nad wydarzeniami posiadali inteligentnie ustawiający się Włosi.

Może więc to nie piłkarzom a Hodgsonowi brakuje doświadczenia? Może to brak odwagi czy też dosyć ryzykowna wiara w to, że jego najbardziej ograne na tym poziomie gwiazdy się obudzą nie pozwoliły w pełni wykorzystać potencjału drzemiącego w tej drużynie? Z pewnością to, co wciąż dzieli Anglików od Włochów to kreatywność nie indywidualności, ale zespołu - współpraca i wzajemne zrozumienie. Tego oczywiście selekcjoner "Synów Albionu" nie zbuduje w pół roku sparingów przed mundialem, ale im szybciej pokaże prawdziwą odwagę w swoich decyzjach, tym więcej pewności będą mieli młodsi, którym powinien zaufać.

Gorące kolumbjskie kibicki, czyli trzeci dzień na mundialu


Więcej o: