Sport.pl

MŚ 2014. Rooney chce się cieszyć

Do tej pory pragnął tak bardzo i tak bardzo chciał się wykazać, że kończył zbyt szybko. Teraz zamierza pokazać, że z tą przypadłością można sobie poradzić. Nawet jeśli wymagająca partnerka już w niego nie wierzy.

Tu zobaczysz najnowsze wyniki, tabele i terminarz mundialu



Ciosu z tej strony chyba się nie spodziewał. Spędzili razem wiele wspaniałych lat w Manchesterze United, wspólnie wygrywali Ligę Mistrzów i zdobywali mistrzostwo Anglii, jeden drugiemu tyle razy wykładał piłkę, jeden drugiego tyle razy szczerze oklaskiwał... "Naprawdę musiałeś mi to robić?" - mógłby powiedzieć Wayne Rooney, gdyby miał telefon do Paula Scholesa (przy okazji dowiedzieliśmy się, że nie ma), bo dawny kolega uderzył naprawdę mocno: zasugerował, że napastnik MU jest wypalony, najlepsze lata ma za sobą i w niedługim czasie może w ogóle przestać grać w piłkę. Po czym zapytał, czy trenujący Anglików Roy Hodgson będzie (uczciwszy uszy) "miał jaja", by posadzić gwiazdę na ławce.

Anglią zatrzęsło. "Rooney? Odsunięty? Co za herezja! - orzekli jedni. - Nie mamy w tym kraju lepszego napastnika, o, proszę: dopiero co z Ekwadorem strzelił 39. gola w reprezentacji". "A właściwie dlaczego nie? - zapytali drudzy. - Rooney się skończył, jak skończyli się piłkarze ze » złotego pokolenia «, a my wreszcie mamy młodszych zdolniejszych". Odsunięcie piłkarza MU miałoby być nowym początkiem i daniem szansy już teraz tym, o których myślano raczej w perspektywie Euro 2016: nie tylko Sturridge'owi, Welbeckowi czy Oxlade-Chamberlainowi, ale także Sterlingowi, Lallanie czy zwłaszcza Barkleyowi, wskazywanemu przez wielu (ze Scholesem na czele) jako naturalnego następcę Rooneya.

Typowo angielski spór, można by powiedzieć. I podszywająca go nie tylko angielska przecież tendencja do obwoływania kogoś na zmianę a to zbawcą ojczyzny, a to wyrzutkiem i zakałą. Alejandro González Inárritu, reżyserując jedną z reklam towarzyszących poprzedniemu mundialowi, sportretował w niej Rooneya albo jako odbierającego z rąk królowej tytuł szlachecki (w przypadku sukcesu), albo jako mieszkającego w przyczepie kempingowej nocnego stróża (w przypadku klęski). Anglia jest wyjątkowo wymagającą partnerką - wie to także David Beckham, niosący na sobie w 1998 r. oczekiwania całego narodu i zamieniony później w kozła ofiarnego.

Trudno Rooneyowi nie współczuć. W 2004 r. zapowiadał się na objawienie mistrzostw Europy - strzelił cztery bramki, trafił do jedenastki turnieju, ale zakończył go przedwcześnie w związku z kontuzją. Dwa lata później na mundial w Niemczech jechał z ledwo zrośniętą kością śródstopia, grało mu się źle, a w końcu - sprowokowany przez Ronaldo - wyleciał z czerwoną kartką. W RPA był cieniem samego siebie w związku z tykającą już bombą skandalu obyczajowego. Podczas Euro 2012 znów słyszał tylko: "Rooneyu, musisz" - naród czekał na jego powrót po dyskwalifikacji na ostatni mecz fazy grupowej. Za każdym razem zbyt dużo na siebie brał, zbyt wiele chciał udowodnić - innym i sobie. I jak to często bywa w podobnych sytuacjach, na chęciach się kończyło.

"Kiedy jedziesz na wielki turniej, wierzysz, że pójdzie ci dobrze, i wydaje ci się, że nie czujesz presji, ale gdzieś w środku ona się czai" - mówi dziś, otwarcie przyznając, że na poprzednich mistrzostwach zawodził. A potem dodaje, że gdyby miał radzić coś młodszym kolegom, to powiedziałby: "Korzystajcie z okazji, cieszcie się tym, że tu jesteście, i za bardzo się nie spinajcie". Nowy język - przyjemności raczej niż powinności - to efekt pracy z prof. Steve'em Petersem, psychiatrą prowadzącym terapię wielu znanych sportowców, którego Roy Hodgson poprosił o towarzyszenie reprezentacji.

Ostatnie miesiące nie były dla Rooneya złe - w eliminacjach do MŚ bramki zdobywał regularnie. W fatalnym sezonie MU był jednym z niewielu jasnych punktów. To prawda - w sparingach przedmundialowych "oddychał rękawami", a piłka nie słuchała go tak jak konkurentów do miejsca w wyjściowej jedenastce, ale trzeba pamiętać, że wracał po przerwie spowodowanej kontuzją i że ciężej niż inni piłkarze pracował w tym czasie nad kondycją. Nawet na krótki posezonowy wyjazd z rodziną zabrał specjalistów od przygotowania fizycznego.

Można się oczywiście zastanawiać, kto do preferowanego ostatnio przez Roya Hodgsona ustawienia pasuje najlepiej: czy jako lewy atakujący lepszy nie okazałby się Oxlade-Chamberlain, czy na "dziesiątce" nie wypadłby lepiej Barkley i czy jako przeszkadzający Andrei Pirlo skuteczniejszy nie byłby nauczony pressingu w Southampton Lallana. Ale najpierw trzeba dać szansę temu nowemu Rooneyowi. Gdyby miał telefon do Scholesa, mógłby mu powiedzieć, że najlepszym sposobem przedłużenia - na przykład reprezentacyjnej kariery - jest radość z grania.

Megagaleria kibicek MŚ 2014! [AKTUALIZUJEMY ZDJĘCIA]


Więcej o: