Sport.pl

MŚ 2014. Hiszpania kontra reszta świata

Mistrzostwa świata w Brazylii mają być okazją do zmiany warty w czołówce światowego futbolu. Tytułu bronią Hiszpanie, przeciwko którym wystąpi 31 najlepszych drużyn globu. Czy "La Roja" ugnie się pod naporem żądnych zwycięstwa rywali? Pierwszy mecz mundialu Brazylia - Chorwacja dzisiaj o godz. 22. Relacja Zczuba i na Sport.pl.
Zgodnie z przedmundialowymi typami turniej w Brazylii ma być ostateczną klęską "La Roja". Mało kto wierzy w powtórkę sprzed czterech lat, kiedy to podopieczni Vicente del Bosque pokryli się złotem (1:0 z Holandią po dogrywce). Co ciekawe, spektakularnym upadkiem drużyny z Półwyspu Iberyjskiego miało być już Euro 2012. Nie było, bo niemal niezmieniona względem mundialu w RPA drużyna, znów pokazała pazur godny mistrzów.

Znudzeni hiszpańską dominacją mówią, że brazylijski turniej będzie końcem cyklu "La Roja". Od 2008 roku, sfrustrowana wcześniejszymi niepowodzeniami Hiszpania, w futbolu reprezentacyjnym wygrywa niemal wszystko. Niemal, bo ciągle nie może podbić Pucharu Konfederacji. Na osłodę, jakże okazałą, kibice otrzymują regularne zwycięstwa hiszpańskich klubów w europejskich pucharach. Jak nie Barcelona, to Real Madryt, jak nie Atletico, to nieobliczalna Sevilla. Pesymistyczne rokowania ekspertów względem szans "La Roja" w Brazylii wynikają z dwóch czynników.

Po pierwsze, ekipa Vicente del Bosque jest syta. Sukces zużywa. Od mundialu w RPA Hiszpanie przeżyli triumf Barcelony w Lidze Mistrzów (w 2011 roku), zwycięskie polsko-ukraińskie Euro, finał nieszczęsnego Pucharu Konfederacji (0:3 z Brazylią przed rokiem) i wreszcie "La Decima" Realu w tegorocznym finale Champions League (4:1 z Atletico po dogrywce).

Selekcjoner Hiszpanów przyznał ostatnio, że głód zwycięstw widzi jedynie w oczach Koke. To niedziwne. 22-letni pomocnik Atletico Madryt ma na swoim koncie ledwie 7 reprezentacyjnych występów. Kiedy "La Roja" wygrywała poprzedni mundial, Koke bił się z rezerwami "Rojiblancos" o triumf w... Segunda Division B, czyli odpowiedniku trzeciej ligi hiszpańskiej.

Po drugie, Hiszpania jest cztery lata starsza. A przez to nie tylko po ludzku zmęczona i wyeksploatowana, ale także rozpracowana przez rywali. Wspomniany Koke, obok Davida de Gei (najmniej, bo jest bramkarzem), Juanfrana, Cesara Azpilicuety, Santiego Cazorli i Diego Costy, ma być panaceum na wszystkie niedostatki przewidywalnej tiki-taki. Zresztą, w RPA drużyna del Bosque nie grała olśniewająco. Na początek przegrała ze Szwajcarią 0:1, następnie wygrała z Hondurasem 2:0, aby każdy kolejny mecz rozstrzygać na swoją korzyść różnicą jednej bramki. Hiszpania del Bosque to nie Barcelona z dwóch ostatnich lat, będąca zakładniczką swojego stylu gry, bez pomysłu i "planu B". "La Roja" stała się bardziej bezpośrednia i pragmatyczna, choć czaru i uroku ciągle nie można jej odmówić, co pokazało choćby Euro 2012.

W armii "Sfinksa" brakuje najbardziej charakternej postaci drużyny z RPA, Carlesa Puyola. To będzie ostatni mundial Xaviego Hernandeza i Davida Villi, prawdopodobnie także Xabiego Alonso, Fernando Torresa i Ikera Casillasa. W Hiszpanii nadchodzi zmiana pokoleniowa, której zaczyn będziemy oglądać już w Brazylii. Kontuzja wyeliminowała z turnieju Thiago Alcantarę, który typowany jest na następcę Xaviego. Niektórzy twierdzą, że pomocnik Bayernu Monachium miał grać w pierwszym składzie "La Roja" już na tym mundialu.

Atletico ratunkiem dla "Sfinksa"?

Zanim do seniorskiej Hiszpanii trafi kolejny zastęp zdolnych młokosów, stara gwardia ma do wykonania niezwykle trudny plan. Obrona mundialowego złota przed zakusami Brazylii może okazać się misją niemożliwą do wykonania. Jeśli "Canarinhos" nie podołają presji, w odwodzie pozostaje jeszcze cały szereg żądnych krwi rywali, z Argentyną, Niemcami i Holandią na czele.

Vicente del Bosque twierdzi, że w Brazylii zobaczymy inną Hiszpanię. "La Roja" ewoluuje w kierunku określonym przez styl gry drużyny na Euro 2012. "Sfinksowi" z ratunkiem przyszło Atletico Madryt, które w ostatnich latach mocno namieszało nie tylko w samej Hiszpanii, ale również w Europie. Późno odkryty dla wielkiego futbolu Juanfran zastąpi na prawej obronie słabego Alvaro Arbeloę, Koke ma być pierwszym zmiennikiem w linii pomocy, natomiast Diego Costa powalczy o miejsce klasycznej "dziewiątki".

Euro 2012 Hiszpania wygrała bez napastnika, z Ceskiem Fabregasem w roli wolnego elektronu. Teraz del Bosque ma postawić na 25-letniego Brazylijczyka z hiszpańskim paszportem. Na barkach Costy będzie spoczywała odpowiedzialność związana ze zmianą systemu gry drużyny. Ponadto, wychowanek Barcelona Esportivo Capela będzie miał przeciwko sobie nie tylko przeciwników, ale również brazylijskich fanów. Mógł grać dla "Canarinhos", ale ostatecznie wybrał grę dla Hiszpanii.

Paradoksalnie, takie okoliczności to woda na młyn dla niesfornego Costy. Jeśli 25-latek rozczaruje, wówczas może się okazać, że na dno pociągnie ze sobą całą drużynę. Jeśli odpali, "La Roja" zyska dodatkową broń. Inna sprawa, że Torres i Villa nie zamierzają odpuścić walki o miejsce w składzie. Trudno jednak uwierzyć w ławkę dla Costy, skoro federacja stoczyła o niego tak zaciętą walkę.

To Brazylia musi. Jest gospodarzem imprezy, wygrała ubiegłoroczny Puchar Konfederacji, a dodatkowo szuka rewanżu za słynną porażkę z 1950 roku (1:2 w finale z Urugwajem na Maracanie). Hiszpanie tylko mogą, bo wszystko, co ugrają na tym mundialu, będzie ponad stan. Z tylnego siedzenia, nieco w cieniu, łatwiej wyprowadzać ciosy śmiertelne dla wszystkich spragnionych złota. Przez wielu skazywana na głośny upadek "La Roja" chce zagrać na nosie ekspertom i raz jeszcze zachwycić piłkarski świat. Wielkie turnieje lubią przecież rutynowanych mistrzów.

Więcej o: