Mundial 2014. W imię ojca, syna i zięcia, czyli toksyczna rodzina futbolu

?FIFA go home! - krzyczy Brazylia przed mundialem. Ale FIFA nigdzie iść nie musi, właśnie wróciła do siebie. Nie byłaby dziś ani tak znienawidzona ani tak bogata, gdyby nie pewien Brazylijczyk
Jak na naradę ludzi siedzących na beczce prochu, okoliczności całkiem przyjemne. Wewnątrz, bo z zewnątrz Transamerica Expo Center w Sao Paulo, gdzie zaczyna się dziś coroczny dwudniowy kongres FIFA, nie ma za grosz wdzięku. Wygląda jak gigantyczna komputerowa kość pamięci, rzucona między domy. Ale łatwo ją odgrodzić od świata, co przy rozhuśtanych nastrojach w Brazylii ważne. I jest stąd niedaleko do pięciogwiazdkowego Grand Hyatt, który FIFA zajęła na mundial.

Stadion meczu otwarcia mistrzostw, Itaquerao, jest w biednej wschodniej części Sao Paulo. Grand Hyatt i centrum kongresowe, gdzie osiedli działacze, w bogatej południowo-zachodniej. A w środku Transamerica Expo Center czekają delegatów FIFA same luksusy. Imprezę poprowadzi Fernanda Lima, brazylijska aktorka i modelka, będą koncerty, blichtr i ważni goście. Będą delegaci z 209 krajów, w tym ponad 30 osób, głównie z Afryki, regularnie oskarżanych o korupcję, ostatnio przez Sunday Times, który wyciągnął dokumenty dowodzące katarskiej korupcji w FIFA. Będą też podczas kongresu dyskusje o sprzedajnych delegatach, kupionym mundialu Kataru i - coraz więcej na to dowodów - Rosji, o przyszłorocznych wyborach szefa FIFA, w których do walki o władzę staną Sepp Blatter i Michel Platini, o wymierzonych również w FIFA protestach w Brazylii, o fali niechęci do władców futbolu, która jeszcze nigdy nie wezbrała tak wysoko.

Władzy nie oddamy

W kuluarach będzie się pewnie mówić tylko o tym. Oficjalnie delegaci, poza kilkoma autsajderami, powiedzą tylko to, co wygodne dla nich samych i dla kandydata, któremu sprzyjają przed przyszłorocznymi wyborami. Wszystko, co dziś widzimy: wojna na korupcyjne kwity, te niby-rozliczenia, to tylko zajmowanie pozycji przed wyścigiem po władzę. Władzę w jednej z najpotężniejszych organizacji pozarządowych na świecie. Mającej więcej członków niż ONZ czy Międzynarodowy Komitet Olimpijski, liczącej swoje dochody w miliardach (budżet na lata 2011-2014 to 3,8 mld dolarów). Przyzwyczajonej do tego, że głowy państw się jej kłaniają i rozdają przywileje: a to przepisy zapewniające praktyczną bezkarność, jak Szwajcaria, w której FIFA ma siedzibę, a to zwolnienia podatkowe, jak każdy kolejny gospodarz mundialu.

Takiej władzy nie oddaje się bez walki, a już na pewno nie z powodu korupcyjnego smrodu. On towarzyszy FIFA od kilkunastu lat i nauczyła się z nim żyć. Teraz jest mocniejszy niż kiedykolwiek, tak mocny, że nawet sponsorzy FIFA dali do zrozumienia, że oczekują jakiegoś ruchu. A prezydent Brazylii Dilma Rousseff wymówiła się od wizyty na kongresie, bo to jej może zaszkodzić w jesiennych wyborach. Jakby chodziło o współpracę z okupantem, a nie współorganizatorem turnieju. Protestujący na ulicach Brazylii wysyłają FIFA do piekła, standardów narzuconych przez nią przy organizacji mundialu domagają się też przy budowie szpitali i szkół. Doszło do tego, że ani Blatter, ani Dilma nie zabiorą głosu podczas ceremonii otwarcia mistrzostw, bo boją się gwizdów. Szef FIFA był wygwizdywany już cztery lata temu podczas mundialu w RPA. Z największego przyjaciela Afryki, tego, który dał jej pierwszy mundial, zmienił się we wroga, gdy mieszkańcy RPA przekonali się, że na mistrzostwach zarobi tylko FIFA, a oni są od płacenia. Ale tamten żal to było nic przy obecnym gniewie.



Tim Roth gra Blattera

Trudno Blattera żałować. Rządzi FIFA od 1998 roku, gdyby naprawdę chciał oczyszczenia, toby oczyszczał. A nie grał na zwłokę. Przez ostatnie lata dla poprawy wizerunku Blatter powoływał rady mędrców, do których chciał zaprosić Placido Domingo, zatrudniał speców od etyki. Kazał nawet nakręcić film o FIFA, w którym Gerard Depardieu gra Julesa Rimeta, a Tim Roth Blattera. Film kosztował ponad 20 mln euro i nikt go nie chce pokazywać. Do śledzenia korupcji szef FIFA najął byłą prokuratorską gwiazdę Ameryki, Michaela Garcię. Ale dał Garcii tak wątłą władzę, że niektórzy byli i obecni członkowie władz FIFA, jak np. Franz Beckenbauer, śmieją się śledczemu w twarz i odmawiają zeznań.

Mimo że ważnych pytań do Beckenbauera jest bez liku: dlaczego tuż po wyborze Rosji i Kataru na gospodarzy mundialu odszedł z FIFA i został świetnie opłacanym ambasadorem rosyjskiego gazu (jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało, Kaiser Franz jest ambasadorem Russian Gas Society, zrzeszającej najpotężniejsze spółki gazowe) oraz jednym z pośredników przy kontraktach zawieranych przez niemieckie spółki w Katarze. Władca hiszpańskiego futbolu Angel Maria Villar Llona też sabotuje prace Garcii. Przyzwyczailiśmy się uważać, że to delegatów z Afryki korumpuje się przy każdej okazji, ale to nie takie proste. Nikt tu nie może pierwszy rzucić kamieniem. Każdy ma coś za uszami.

Spadek po Havelange'u

- My swoje problemy załatwiamy tak jak Kościół, jak rodzina. Gdy mamy problemy w rodzinie, to nie zwracamy się do innej rodziny - powiedział kiedyś Blatter. Porównanie do rodziny jest jak najbardziej na miejscu. Bratanek Blattera Philippe dziś jest jednym z szefów Infrontu, giganta na rynku sportowego marketingu i praw telewizyjnych, który obsługuje FIFA, mundial i któremu Brazylijczycy też musieli dać zwolnienia podatkowe. Wcześniej Philippe Blatter pracował m.in. w McKinsey, akurat wtedy gdy ta firma doradzała FIFA. Syn Jerome'a Valcke, sekretarza generalnego FIFA, pracuje w spółce nadzorującej mundialowe przygotowania w Rio. Ale ci, którzy rywalizują z nimi o władzę, nie są lepsi. Syn Michela Platiniego Laurent jest dyrektorem w katarskim funduszu pompującym pieniądze m.in. w Paris Saint Germain. A wcześniej Michel torował Katarczykom drogę do francuskiego futbolu. Wyliczać takie przykłady można długo.

I może to nie przypadek, że jako pierwsi tak mocno postawili się FIFA właśnie Brazylijczycy. Oni ten korupcyjny system świetnie znają. FIFA jest dziś tak bogata, tak nietykalna i tak uwikłana w różne układy właśnie dzięki Brazylijczykowi i przez Brazylijczyka. Przez Joao Havelange'a, wieloletniego szefa światowego futbolu, który władzę oddał dopiero, gdy był pewny, że jego następca Blatter jest gotowy dalej rozwijać biznes i strzec wspólnych tajemnic. Havelange, były olimpijczyk w pływaniu i piłce wodnej, prawnik i właściciel biznesowego imperium, które wypączkowało z firmy transportowej, a potem objęło, co się dało, nawet spółki chemiczne i ubezpieczenia, najpierw był wszechwładnym szefem brazylijskiego sportu w latach 1958-1973, czyli wtedy, gdy nadzorowana przez niego piłkarska reprezentacja zdobyła trzy mistrzostwa świata. A potem, w 1974 roku, w przeddzień mundialu w RFN, wygrał wybory w FIFA i rządził nią przez następne 24 lata.

Jaki będzie producent strojów zwycięzców? Zobacz najciekawsze rzeczy do obstawienia przed mundialem


Kibicujcie, wszystko już rozkradzione

Rządził jak sobiepan, jak dawni plantatorzy z brazylijskiej północy. Wpuścił do FIFA wielki biznes, Adidasa, Coca-Colę. Przychylał im nieba, napełniając i skarbiec FIFA, i własne kieszenie. Jego głównym partnerem był Horst Dassler, szef Adidasa. Dasslera Niemcy opisują dziś jako patrona piłkarskiej i sportowej korupcji. Havelange świetnie się w tym świecie biznesu, marketingu, prowizji i pośredników odnajdywał. Im woda była bardziej mętna, tym lepiej. Im więcej spraw można było zostawić w rodzinie, tym lepiej. Szefem brazylijskiego futbolu zrobił swojego zięcia Ricardo Teixeirę. A Teixeira do CBF ściągał swoich krewnych i biznesowych znajomych. W komitecie organizacyjnym mundialu jest do dziś Joana Havelange, wnuczka Joao i córka Teixeiry. Ta, która zasłynęła ostatnio apelem do Brazylijczyków, by się zjednoczyli wokół mundialu, bo wszystko, co miało być rozkradzione, już jest rozkradzione.

Wcześniej byli w komitecie również prawnicy Teixeiry, jego doradcy, jego sekretarka. Ale teraz i Joao Havelange, i Ricardo Teixeira - już były zięć - stracili wiele wpływów, obu zmusiła do rezygnacji ze stanowisk (nawet honorowych, jak w przypadku Havelange'a) usunięcia się w cień afera łapówkarska związana z upadłym już koncernem ISL. Czyli spółką założoną kiedyś przez m.in. Horsta Dasslera do marketingowej obsługi FIFA. ISL obsługiwała, ale i korumpowała działaczy FIFA, by głosowali, jak jej było wygodnie. Teixeira uciekł przed niewygodnymi pytaniami do Miami, przystani wielu bogatych Brazylijczyków. Ale na mundialu będzie, nie przestał też na nim zarabiać, m.in. na sprzedaży pakietów biznesowych przez kontrolowaną przez siebie firmę.

Rodzina ciągle silna

Havelange i Teixeria niby odeszli, ale DNA FIFA pozostało takie same. Dba o to Blatter, który przyszedł do FIFA tuż po przejęciu władzy przez Havelange'a. Nie był wcześniej związany z futbolem. Ale był związany z Horstem Dasslerem. Koło się zamyka. Cokolwiek by jednak o nim i Havelange'u powiedzieć, to właśnie oni zbudowali finansową potęgę FIFA. Blatter przychodził do FIFA, która zatrudniała 11 pracowników i miała problem ze znalezieniem pieniędzy na najbliższe wypłaty. A dziś jest luksusowym królestwem futbolu. Dlatego wszystko wskazuje na to, że i tę burzę Blatter przetrwa.

A nawet jeśli wygra za rok Platini, niewiele się zmieni. Od zarzutów korupcji czy nepotyzmu się FIFA nie zawali. Co innego, gdyby się biznes przestał kręcić. Ale do tego szybko nie dojdzie. Jakiś chętny do wydania miliardów na mundial się zawsze znajdzie. I ci wszyscy, którzy chcą robić interesy z FIFA, będą stawali przed tym samym dylematem. Może to jest toksyczna rodzina, a jej szef groteskowy. Ale ma do sprzedania piekielnie dobry towar.