MŚ 2014. Dlaczego Niemcy nie będą mistrzem świata

Brazylia? A może jednak Leo Messi? Włosi, Hiszpanie i Niemcy podejmą trud konkwisty Ameryki, co w piłce nie udało się dotąd nigdy.
Z pozoru sprawa jest banalna. Z dwóch najlepszych drużyn Europy Joachim Loew powinien stworzyć jedną, posiłkując się Mesutem Oezilem i Perem Mertesackerem z zespołu liderującego Premier League. Przepis na sukces prosty, ze strony stricte sportowej Niemcy mogą dziś uchodzić za najbardziej utalentowaną nację Europy. Mam jednak wrażenie, że właśnie ta eksponowana pozycja piłkarzy Loewa staje się ich piętą achillesową. "Mannschaft" nie chce już wygrywać po niemiecku, czyli zamęczając rywala, by wbić mu gola nosem, albo plecami w 90. minucie.

Jeszcze podczas Euro 2008 chorwacki selekcjoner Slaven Bilic porównywał grę Niemców z dźwiękami wydawanych przez grupę Rammstein (tanz metal). Dziś to już bywa Mozart: płynnie, polifonicznie, dając widzowi częste wrażenie, że obcuje z geniuszem. W tym widzę słabość współczesnych piłkarzy z Niemiec: chcą olśniewać, a nie zwyciężać za wszelką cenę. Na takim turnieju jak mundial, rozgrywany w Ameryce, gdzie nawet Brazylia wystawi zespół stworzony skrajnie pragmatycznie, popisy artystyczne mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

Słowem, piłkarze z Niemiec rozsmakowali się w stylu zaniedbują tradycyjne atuty niemieckie: wyrachowanie, bezkompromisowość, siłę i prostotę stosowanych rozwiązań. To może być ich problem, choć nie wątpię, że przeżyjemy za ich sprawą sporo emocji. Poza tym drużyna niemiecka ma kompleks Włoch i Brazylii, trzeba by go przełamać, żeby sen o złotych medalach miał szansę się spełnić.

Hiszpanie? Konserwatywny Vicente del Bosque z pewnością znów postawi za sterami Xaviego i Iniestę, a nie na przykład silnego jak tur Javiego Martineza. Selekcjoner obrońców trofeum ma zatrzęsienie pomocników dających drużynie artystyczne brzmienie, tyle że w porównaniu z turniejem w RPA jest ona starsza i słabsza fizycznie. Straciła swoje serce, czyli Carlesa Puyola, który już nie wróci do formy pozwalającej mu na wyjazd do Rio. Odradzający się w Atletico Davild Villa, mimo wszystko jest tylko cieniem byłej błyskawicy. Czy wojownik w typie Diego Costa przyjmie się w drużynie, która poza wygrywaniem ma na głowie obronę własnego stylu?

"La Roja" sprawia wrażenie zespołu wymagającego zmian. Jak tu jednak poprawiać mechanizm, który wygrywał ostatnio wszystko, co tylko było do wygrania? Del Bosque nie lubi rewolucji i jej nie zrobi. To może skończyć się podobną katastrofą, jaka spotkała broniących tytułu Włochów w RPA. Zwłaszcza że Hiszpanie wylosowali kiepsko. Na początek zagrają z Holendrami, potem z Chile, którego bardzo obawiał się ich selekcjoner, a na drugi zespół z ich grupy w 1/8 finału czekać będą Brazylijczycy.

Z licznych ankiet organizowanych przez media w kraju aktualnych wciąż mistrzów świata wynika jasno, że obrona trofeum w Ameryce Południowej jawi się jako misja granicząca z niemożliwym. "La Roja" ma co prawda za sobą trzy wygrane mistrzowskie imprezy, nawet jej zwolennicy widzą jednak w roli wielkiego faworyta gospodarzy turnieju. Brazylia, która budziła tyle wątpliwości jeszcze przed Pucharem Konfederacji, dziś zdaje się znów świecić jasno wśród drużyn narodowych. Bogactwo piłkarzy dobrych i bardzo dobrych sprawia, że Luiz Felipe Scolari może obejść się bez wybitnych. Chyba że na wybitność wybije się 21-letni Neymar pełniący u "Canarinhos" rolę artysty. Na pewno w przewadze będą jednak gladiatorzy.

Dwa razy Urugwaj, dwa razy Argentyna, trzy razy Brazylia - tak wyglądali zwycięzcy mundiali rozgrywanych na amerykańskiej ziemi. Jeśli nie Hiszpanie, czy uważani za wschodzącą gwiazdę wśród zespołów reprezentacyjnych Niemcy, to może Włosi są w stanie przełamać złą passę przybyszy z Europy?

Z pewnością będą bardzo mocni, choć ich futbol zdominował stan przeciętności. Mają jednak dużą liczbę graczy o podobnych charakterystykach, co sprawia, że jedna kontuzja czy spadek formy jednostki, nie zagraża całości. Chyba że dotknie to Andrei Pirlo, wtedy może być problem. Charakter i doświadczenie Italii to poważne atuty. Problem w tym, iż drużyna Cesare Prandellego też już nie chce tkwić za podwójną gardą. Podczas Euro 2012 grała własną wersję tiki-taki, na Pucharze Konfederacji w starciu z Brazylią pozwoliła sobie wbić aż cztery gole. Przeniesienie środka ciężkości do przodu daje lepsze wrażenie estetyczne, ale czy realnie zwiększa siłę zespołu?

Przytoczone tu argumenty są tak naprawdę listą obaw kibica. Kibica, który wolałby, żeby mundial był piękny, a nie zmienił się w pospolitą bijatykę graczy wyczerpanych długim sezonem w ligach. Na koniec listy faworytów pozostawiłem Argentynę jako zespół najbardziej uzależniony od wybitnej jednostki. W dodatku stan tej jednostki owiany jest ostatnio wielką tajemnicą. Czy tak jak mówił Javier Mascherano Leo Messi zbiera siły fizyczne i mentalne, czy też po prostu okres jego beztroskiej dominacji dobiegł końca?

"Albicelestes" wciąż są jak szklanka do połowy pusta lub do połowy pełna. Kiedy tylko zachwycimy się imponującą sumą talentu napastników, zaraz zdamy sobie sprawę, że Alejandro Sabella nie może wystawić ich pięciu. Jeśli Messi straci piłkę będzie musiał oglądać się za siebie z obawą, by nie powtórzyło się to, co spotkało drużynę w RPA w starciu z Niemcami. Przy dobijanych kolejnymi golami Argentyńczykach w Messiego wcielił się wtedy Bastian Schweinsteiger.

Do miana rewelacji turnieju kandydują Urugwajczycy, Chilijczycy, Kolumbijczycy, Portugalczycy i mimo wszystko Holendrzy. Belgów pomijam, za dużo wokół nich krzyków zachwytu. Pierwsza z tych drużyn w 1950 roku była autorem największej sensacji w historii piłki. Z tamtego zespołu "Charrua" żyje już tylko jeden człowiek, ten najbardziej symboliczny - Alcides Ghiggia. Minęły 64 lata, a liczący niespełna 3,5 miliona mieszkańców kraj wciąż zajmuje na futbolowej mapie miejsce przeznaczone dla imperium.

Kolumbijczycy i Chilijczycy doczekali pokolenia wybitnych graczy, Portugalczycy najbardziej przypominają Brazylię Europy, mając w roli ogniomistrza fenomenalnego Ronaldo. Wielką zagadką są Holendrzy, bo Louis van Gaal to człowiek ekscentryczny i trudny. O jego piłkarzach nawet nie wspominając. Jeśli nie skoczą sobie do oczu w samolocie do Rio, jeśli zagrają tak pragmatycznie jak w Afryce. Jeśli.

Każdy mundial kryje masę tajemnic. Ten wydaje się jednak szczególny. Na spotkanie na Maracanie stawią się wszyscy najlepsi. Faworytem są gospodarze, dla których powtórzenie wyniku z 1950 roku nie wchodzi w rachubę. "Wygrać albo umrzeć" - jak pisał Benito Mussolini do trenera Vittorio Pozzo przed finałem 1934 roku. Minęło 80 lat, świat się zmniejszył i tylko presja zwycięstw futbolowych jest z każdym rokiem jeszcze większa.