MŚ 2014. Kovac odmienia Chorwację. Czy to tylko chwilowe?

Jeśli reprezentacja zawodzi w eliminacjach i federacja zdecyduje się zwolnić nielubianego przez opinię publiczną trenera, kto powinien być jego następcą? Najlepszą odpowiedzią jest: były piłkarz, znany i doceniany, który będzie potrafił podnieść wszystkich na duchu przed kluczowymi meczami. Tą drogą przed barażami do mistrzostw świata podążyła Chorwacja. I wygrała.
Za kadencji Igora Stimaca "Vatreni" przegrali trzy z czterech ostatnich spotkań eliminacyjnych. Do zwycięskiej Belgii straciła aż 9 punktów, mając zaledwie 3 oczka przewagi nad 3. Serbią, która gubiła punkty z kim popadnie. Kibice nigdy tak naprawdę mu nie zaufali - zastępował uwielbianego Slavena Bilicia, w dodatku nie wydawał się mieć żadnych predyspozycji do prowadzenia najważniejszej chorwackiej drużyny.

Ich obawy regularnie się potwierdzały. Nie oglądał na żywo piłkarzy mogących reprezentować barwy kraju, tłumacząc, że w ten sposób oszczędza pieniądze federacji. Wolał oglądać mecze w telewizji, kontaktując się z piłkarzami jedynie czasami, przez telefon. Kto uważnie śledzi piłkę reprezentacyjną lub czytał książkę Raymonda Domenecha "Straszliwie sam", powinien doskonale wiedzieć, jak ważny w pracy selekcjonera jest bezpośredni kontakt z zawodnikami i pozyskanie ich zaufania. Nikomu nie pomagał fakt, że w 10 meczach eliminacyjnych jego zespół grał w 6 różnych ustawieniach. Zmianie ulegała nawet liczebność obrońców - czasami grało ich 3, czasami 4.

Po zajęciu zaledwie 2. miejsca w grupie złożył rezygnację. Było to jednak wyłącznie uprzedzenie tego, co i tak miało się stać, próba zachowania twarzy. Prezes chorwackiego związku piłki nożnej Davor Suker przyznał, że Stimaca i tak by zwolnił. Chorwaccy kibice dość zgodnie uznają go za najgorszego trenera reprezentacji w historii.

Idzie nowe

Wybór selekcjonera mającego zapewnić awans na mistrzostwa świata nie był łatwy. Ostatecznie zdecydowano się na Niko Kovaca, byłego piłkarza Bayernu Monachium, Hamburgera SV czy Bayeru Leverkusen. To on był kapitanem ekipy, która w 2007 roku zaszokowała świat, zwyciężając na Wembley i wyrzucając z Euro 2008 Anglików. Jego jedyne doświadczenie stanowiło prowadzenie chorwackiej kadry do lat 21. W pięciu meczach odniósł pięć zwycięstw, a jego podopieczni zdobyli 16 bramek, nie tracąc żadnej. 

Jego były kolega z reprezentacji i obecny członek kadry Niko Kranjcar uważa, że jego zatrudnienie to świetny wybór. - Zawsze był liderem, zarówno na boisku, jak i poza nim. Urodził się i wychował w Niemczech, więc wniesie do ekipy cząstkę innej mentalności, gdyż my jesteśmy bardzo otwarci. Ta dyscyplina może nam przynieść same korzyści. W ostatnich meczach mieliśmy problemy, nie graliśmy dobrej piłki jako zespół, całość. Były takie jednostki, które nie chciały stać się częścią całości - mówi Kranjcar.

Na rzecz Kovaca od początku działa fakt, że zastąpił nielubianego szkoleniowca; w takiej sytuacji na następcę patrzy się dużo przychylniejszym okiem, jak na zbawcę, który samą swoją obecnością odgoni złe duchy i poprawi atmosferę w drużynie. Niechęć do Stimaca wykorzystał w sprytny sposób, zjednując sobie kibiców. - Zostaliśmy w tyle taktycznej rewolucji - mówił na pierwszej konferencji prasowej, wbijając szpilkę poprzednikowi.

Ponad 70 piw i awans

Kovacowi udało się tchnąć w grupę nowe życie. To okazało się kluczem do pokonania Islandii i zapewnienia sobie wyjazdu do Brazylii na mistrzostwa świata, choć nie było to najłatwiejsze zadanie. - Zagraliśmy niezłe spotkanie, jednak bardziej zadowolony byłem z postawy w defensywie, niż ataku. Szkoda, że mimo dwóch-trzech szans nie strzeliliśmy żadnej bramki. Szwankowała komunikacja wśród ofensywnych zawodników, poza tym niepotrzebnie graliśmy długimi piłkami, zamiast dołem. To nie podobało mi się - narzekał Kovac po pierwszym meczu rozegranym w Reykjaviku. Jednak od początku przekonywał wszystkich wokół, że niezależnie od wyniku pierwszego meczu, Chorwacji w Brazylii i tak zagrają.

Nie pomylił się. Oczywistym było, że nie zdoła wprowadzić swoich pomysłów taktycznych w tak krótkim czasie i styl gry wykrystalizuje się dopiero z czasem, lecz zadziałało to, na co liczyli wszyscy Chorwaci - motywacja. Gospodarze od początku ruszyli na Islandię, nie dając im chwili wytchnienia. Zostali za to wynagrodzeni już w 27. minucie, gdy Mario Mandzukić wpakował piłkę do bramki z najbliższej odległości. 

Awans był już niemal pewny, lecz ten sam Mandzukić tuż przed przerwą dostał czerwoną kartkę za bezmyślny atak na Johanna Gudmundssona. Prawdopodobnie nie zagra w dwóch pierwszych meczach brazylijskiego mundialu. Kibice Chorwacji mogą pocieszać się przypadkiem Andrija Arszawina, który w 2007 roku również dostał czerwoną kartkę w ostatnim meczu eliminacji i opuścił dwa pierwsze mecze Euro 2008. Wrócił na trzecią kolejkę fazy grupowej i pomógł Rosji w awansie, w ćwierćfinale niemal w pojedynkę rozbijając Holendrów. Chorwaci z pewnością nie mieliby nic przeciwko podobnej powtórce.

Bramkę tuż po przerwie strzelił Darijo Srna, zupełnie podłamując Islandczyków, z których przy wyniku 2-0 uleciały siły. Nie byli w stanie zdobyć dwóch bramek, poddając się jeszcze w trakcie meczu. Awans przykryje rewelacje islandzkich mediów, donoszących, że po pierwszym meczu ośmiu piłkarzy reprezentacji - w tym kapitan Darijo Srna, Mario Mandzukić, Nikica Jelavić, Vedran Corluka, Niko Kranjcar, Eduardo, Mateo Kovacić oraz Domagoj Vida - około 4 w nocy wypiło łącznie ponad 70 piw, co daje na jednego zawodnika prawie 10 kufli złocistego trunku. Ostatecznie zadanie zdołali jednak wykonać.

Kovac wykonał zaledwie pierwszą część planu - dla Islandii sam awans na mistrzostwa świata byłby wielkim wydarzeniem, lecz nie dla Chorwacji. Nikt nie liczy na powtórkę z 1998 roku, gdy we Francji "Vatreni" zdobyli brąz, lecz gra w 1/8 finału byłaby wystarczającym osiągnięciem. By to uczynić, Kovac musi poprawić kilka rzeczy, choćby polepszyć grę defensywy, która momentami wydaje się nazbyt podatna na ataki rywali. Trzeba pamiętać, że rywalem Chorwacji była tylko Islandia i w meczach z lepszą ekipą, chociażby Szwecją, mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej.

Na znalezienie wszystkich problemów i ich wyeliminowanie ma jednak czas do czerwca przyszłego roku. Pokonaniem Islandii zapewnił sobie spokój na kilka najbliższych miesięcy. - Mam wyraźny pomysł tego, co chcemy zrobić. Mamy do tego odpowiednich piłkarzy i od tej pory rzeczy mogą się jedynie poprawić - zapowiada Kovac. Jeśli uda mu się wykrzesać potencjał z drużyny mającej w składzie Mario Mandzukicia, Mateo Kovacicia, Ivicę Olicia, Lukę Modricia czy Ivana Perisicia, by nie wspomnieć o innych równie utalentowanych zawodnikach, mamy do czynienia z potencjalnym czarnym koniem mistrzostw.