MŚ 2014. Cała Bośnia na mundialu?

- Czteromilionowa Bośnia jest za mała, by się dzielić - mówił były selekcjoner Miroslav Blażević. Piłkarze zrozumieli, że w czerwcu zadebiutują na mistrzostwach świata
- To najlepszy dzień w moim życiu. Pozdrawiamy Brazylię, dopiero tam pokażemy, jacy jesteśmy mocni - cieszył się we wtorek Edin Dżeko. A potem się rozpłakał.

Jego reprezentacja właśnie pokonała Litwę i zapewniła sobie historyczny awans na mundial. Piłkarze świętowanie zaczęli w Kownie, do którego przyjechało 5 tys. rodaków, skończyli nad ranem w Sarajewie, wśród dziesiątek tysięcy ludzi. Dżeko wrzucił na Instagram filmik nagrywany z autobusu przejeżdżającego przez miasto. Kibice przywitali piłkarzy dziesiątkami rac, petard i fajerwerków, mimo policyjnej obstawy autobus był kilka razy zatrzymywany przez szalejących fanów.

Diament za 32 mln euro

- Zapamiętałam, że mieszkańcy Sarajewa kochają futbol. Kopali piłkę niezależnie od okoliczności. Wojna domowa zamieniła boiska w cmentarze - wspomina reporterka CNN Christiane Amanpour. Zakończony w 1995 r. blisko czteroletni konflikt był najbardziej krwawy na Starym Kontynencie od II wojny światowej. Zginęło 200 tys. ludzi, blisko 2 mln uciekło. Dzieciństwo Dżeko to - jak sam mówi - walki i pociski w ścianach domów. Gdy jego blok został zbombardowany, 15-osobowa rodzina przeniosła się do kawalerki dziadków. - Każdego dnia obawialiśmy się, że zginie ktoś, na kim nam zależy - mówi Dżeko. Małego Edina uratowała matka. Nie zgodziła się, by poszedł kopać piłkę z kolegami, a po kilku minutach na placyk, gdzie chciał grać Dżeko, spadła bomba.

- Jego historia to historia Bośni. Ludzie go kochają nie tylko dzięki sukcesom, ale także dlatego, że przeżył to samo co oni - mówi były pomocnik reprezentacji Bośni Muhamed Konjić. Dżeko w ojczyźnie nazywają "diamentem". Był królem strzelców Bundesligi, mistrzem Niemiec i Anglii. Dwa lata temu Manchester City zapłacił za niego 32 mln euro. W reprezentacji strzelił 33 gole, w wygranych eliminacjach mundialu trafił 10 razy. W Europie skuteczniejszy był tylko Holender Robin van Persie.

I pomyśleć, że trenerzy Željeznicara Sarajewo, w którym Dżeko zaczął ćwiczyć po wojnie, uważali go za pokrakę. Narzekali, że jest za wysoki (ma 196 cm wzrostu), za chudy i słabiutki technicznie. Gdy czeskie Teplice zaoferowały za 19-letniego piłkarza 25 tys. euro, działacze uznali, że wygrali w totka. Dwa lata później okazało się, że to Czesi kupili szczęśliwy los. Wolfsburg zapłacił za Dżeko 4 mln euro.

Bawcie się razem

Wojnę zakończył układ pokojowy w Dayton, który stworzył kraj składający się z Federacji Bośni i Hercegowiny oraz Republiki Serbskiej. Powstało państwo podzielone i słabe. Bośniacy (48 proc. mieszkańców), bośniaccy Chorwaci (14 proc.) i bośniaccy Serbowie (37 proc.) mają swoje gazety i partie polityczne. Państwem rządzi prezydium składające się z przedstawicieli trzech grup etnicznych, jego szef zmienia się co osiem miesięcy.

Futbol też dzielił młody kraj. Zaraz po wojnie lider jednej z partii politycznych proponował, by w reprezentacji występowało po trzech Bośniaków, Chorwatów i Serbów, pozostałe dwa miejsca zarezerwował dla innych mniejszości. Został wyśmiany, ale do 2000 r. Bośnia i Hercegowina co roku wyłaniała trzech mistrzów kraju. Dziś o tytuł wszyscy rywalizują razem, ale Serbowie swoje rozgrywki zachowali (UEFA ich nie uznaje). Rządy etnicznego triumwiratu w federacji zakończyła dopiero FIFA, która w 2011 r. pod groźbą wykluczenia reprezentacji i klubów z rozgrywek międzynarodowych wymusiła wybranie jednego szefa.

Debiutu na wielkim turnieju Bośniacy byli bliscy od dekady. Prawie zawsze przegrywali o włos.

Na Euro 2012 nie pojechali, bo ulegli w barażu Portugalii. Z tym samym rywalem, również w barażu, przegrali mundial 2010. Na finiszu eliminacji MŚ 2006 musieli pokonać na wyjeździe Serbię, by przedostać się do baraży. Przegrali i skończyli na trzecim miejscu. W ostatnim meczu walki o Euro 2004 potrzebowali zwycięstwa z Danią, by wygrać grupę. Zremisowali i wylądowali na czwartym miejscu.

W eliminacjach mundialu w Brazylii przegrali tylko raz (ze Słowacją), strzelili aż 30 goli (skuteczniejsi byli tylko Anglicy, Holendrzy i Niemcy). - Grałem w wielkich meczach, strzelałem ważne gole, ale czegoś takiego nie przeżyłem - mówił we wtorek selekcjoner Safet Sušić, wybrany przez "France Football" na najlepszego piłkarza w historii Paris Saint-Germain. Na piłkarzy ze słabiutkiej ligi bośniackiej 58-letni trener liczyć nie może (na październikowe mecze powołał z rodzimej ligi tylko jednego zawodnika), wyszukuje więc potomków uchodźców. W jego drużynie biegają piłkarze wychowani w Niemczech, Luksemburgu, Szwajcarii, Kanadzie i USA. - Nie chcemy podbierać piłkarzy obcym krajom, wymusiła to wojna. Mam nadzieję, że przed mundialem do reprezentacji dołączy jeszcze kilku zawodników - mówi Sušić. Następnym ma być lewy obrońca niemieckiej młodzieżówki Sead Kolašinac.

Piłkarze zaznaczają, że reprezentacja od podziałów etnicznych jest wolna. Dżeko jest Bośniakiem, ich w drużynie jest najwięcej, ale kapitan Emir Spahić to Chorwat, jego zastępca Zvjezdan Misimović - Serb.

Kilka lat temu Dżeko został ambasadorem UNICEF-u, stara się łączyć rodaków, rozpacza nad szkołami, w których dzieci Bośniaków są oddzielone od Chorwatów. - Tłumaczę im, by bawiły się razem. Podaję przykład Aleksandara Kolarova, z którym występuję w City. Nie ma dla mnie znaczenia, że jest Serbem, ma - że jest dobrym człowiekiem - mówi Dżeko.

Minister spraw zagranicznych Zlatko Lagumdžija powiedział, że piłkarze powinni być "wzorem do naśladowania dla następnych pokoleń". Ale czy na mundialu wszyscy Bośniacy będą dopingowali swoją reprezentację? Serbowie w środę nie świętowali, ale wiceprezydent Republiki Serbskiej Emil Vlajki mówił: - Awans do elity to sukces narodowy. Nie ma znaczenia, co osiągniemy w Brazylii. Brawo!

To dużo. Jego szef Milorad Dodik kilka lat temu wypalił, że "akceptuje istnienie Bośni, bo nie ma wyjścia, ale nikt nie zmusi go, by zrezygnował z kibicowania reprezentacji Serbii".