El. MŚ 2014. Najnowsza gwiazda Anglików pogrąży Polaków?

Dla Polski mecz eliminacji mistrzostw świata z Anglią nie ma żadnej stawki. "Synowie Albionu" muszą jednak wygrać to spotkanie, by uniknąć baraży i zapewnić sobie awans na mundial w Brazylii. Od pojedynku z Czarnogórą jedną z większych gwiazd kadry jest Andros Townsend, dotychczas znany wyłącznie kibicom uważnie oglądającym spotkania angielskiej Premier League. Mecz z Anglią we wtorek o 21. Relacja na żywo na Sport.pl
22-latek w piątek debiutował w dorosłej kadrze. Selekcjoner Roy Hodgson otwarcie przyznał, iż decyzja o jego występie od 1. minuty nie była łatwa i rodziła się w wielkich bólach. Ostatecznie zaryzykował. Opłaciło mu się to. Piłkarz Tottenhamu Hotspur został uznany za gracza meczu - Anglicy wyliczają, jak na początku drugiej połowy przebiegł ponad 70 metrów w 11 sekund, przejmując piłkę pod własnym polem karnym i oddając ją dopiero będąc w obrębie "16" rywala, co doprowadziło do strzelenia pierwszego gola. Kilkanaście minut później odebrał Czarnogórze marzenia o remisie dzięki fantastycznemu uderzeniu z dystansu prawą, słabszą nogą. Jego droga na Wembley była długa i wyboista, a wiodła przez Tottenham, Yeovil Town, Leyton Orient, Milton Keynes Dons, Ipswich, Watford, Millwall, Leeds United, Birmingham City, Queens Park Rangers oraz ponownie Tottenham - z londyńskiego klubu był wypożyczany aż 9 razy. 

- Andros był fantastyczny przez cały mecz. W szatni powiedziałem mu: "Graj tak jak w Tottenhamie". Był to jeden z lepszych debiutów. W futbolu reprezentacyjnym wymagana jest szybkość i potrzebujesz piłkarzy zdolnych do kreowania sytuacji z niczego - powiedział Frank Lampard po debiucie Townsenda. Inne wypowiedzi utrzymane są w podobnym tonie i można się zastanawiać, czy zbyt duża ilość pochwał nie zawróci młodemu skrzydłowemu w głowie. Wątpliwości nie ma Alex Inglethorpe, jeden z jego pierwszych trenerów w Tottenhamie. - Miał tę obsesję, by stawać się lepszym, by być obunożnym, grać na dwóch skrzydłach, trenował najciężej jak tylko mógł. Posiadał niewyobrażalną wiarę w siebie. Można powiedzieć, że był modelowym przykładem profesjonalisty. Jestem pewien, że nie poprzestanie na tym, co osiągnął. To dopiero początek - wyjaśnia. Wielki wpływ na Townsenda miała śmierć jego starszego brata, Kurtisa, który zginął w wypadku samochodowym. - Trochę czasu zajęło mi pogodzenie się z jego śmiercią, lecz gram, by upamiętnić go, sprawić, by mógł być dumny ze mnie - wyjaśnia Townsend.

Przez byłego trenera Tottenhamu Harry'ego Redknappa został przyrównany do Arjena Robbena. - Andros to piłkarz najbliższy charakterystyce Robbena spośród angielskich piłkarzy. Nie twierdzę, że już jest na jego poziomie, lecz jest bardzo podobny. Gra po prawej stronie, ma dobry drybling, ciąg na bramkę i uderza z dystansu. To bardzo skoncentrowany i zdeterminowany chłopak - ocenia Redknapp, który kilkukrotnie wypożyczał go do innych klubów. - Tak, to prawda, ale tylko ze względu na posiadanie Garetha Bale'a i Aarona Lennona na skrzydłach. Dawałem Androsowi szansę gry podczas spotkań Ligi Europy, lecz chciał grać regularnie. Jego charakter nie stanowił przeszkody - był nieustępliwy w swych dążeniach. Wypożyczenia były dobre dla niego. Zobaczył piłkę nożną z innego punktu widzenia - twierdzi Redknapp, który sięgnął po Townsenda podczas pracy w Queens Park Rangers. Pozwolił zadebiutować mu w Premier League, co stało się przełomowym punktem w jego karierze.

Prawdziwy talent czy ogromny szczęściarz?

Po powrocie do Tottenhamu mógł dzięki temu powalczyć o miejsce w pierwszym składzie. Zdecydowanie pomogły mu w tym zawirowania w londyńskim klubie - kontuzjowany jest Aaron Lennon, jego bezpośredni rywal do gry na prawym skrzydle, a "Koguty" sprzedały Garetha Bale'a, któremu w zeszłym sezonie również zdarzało się grać na tej pozycji. Między innymi ze względu na jego występy na ławce rezerwowych siedzi sprowadzony za 30 milionów euro Erik Lamela; Argentyńczyk miał stać się wiodącą postacią w zespole Andre Villasa-Boasa, lecz na White Hart Lane pojawił się dopiero pod koniec okienka transferowego. Czy Townsend utrzyma miejsce w zespole, jeśli Lamela zgra się z kolegami i pokaże pełnię swojego potencjału? Skrzydłowy zadebiutował w angielskiej kadrze dzięki kontuzji Theo Walcotta - wątpliwe, by Townsend dalej był opcją numer 1 w kadrze, gdy dostępny będzie piłkarz Arsenalu. Jego dyspozycję docenia klub, oferując mu aż czterokrotną podwyżkę, z 10 tys. funtów tygodniowo do 40.

Townsend mógł jednak zaprzepaścić wszystko, na co pracował przez lata. W maju tego roku stał się bohaterem sporej afery w angielskim futbolu, po tym jak został odesłany z mistrzostw Europy do lat 21 i zawieszony na miesiąc (trzy kolejne zostały zawieszone do 2016 roku) za obstawianie spotkań piłkarskich. - Byłem niesamowicie naiwny. Nie wiedziałem, że robię coś złego i jestem zły na siebie, bo staram się dbać o swoje nazwisko. Nie piję, nie chodzę do klubów nocnych. Myślałem, że można grać u bukmachera tak długo, jak nie obstawiasz spotkań swojego klubu - tłumaczył. Jeszcze niedawno po meczu z Chelsea kajał się za jedną z prób wymuszenia rzutu karnego.

"Townsendomania", jaka wybuchła w Anglii, jest idealnym przykładem na posuchę w tamtej reprezentacji. W Premier League Townsend rozegrał jak do tej pory zaledwie 23 spotkania, ma za sobą jeden mecz w reprezentacji, lecz niektórzy zdają się kreować go na "zbawcę". Wbrew oczekiwaniem Anglików nie jest to piłkarz wybitny - jego głównym atutem jest szybkość, w dzisiejszym futbolu często niewystarczająca w spotkaniach z bardziej wymagającymi rywalami. To nie przeszkadza Anglikom, by liczyć na niego w meczu z Polską, byle tylko nie powtórzyła się historia z 1973 roku. Tamten koszmar z Wembley jest wciąż żywy. Jego powtórzenie i brak awansu na MŚ może według profesora Toma Cannona kosztować angielską federację stratę w wysokości nawet 100 milionów funtów. Czy Townsend pomoże w osiągnięciu celu, rozrywając polską obronę na strzępy?