Polska-Anglia. Dlaczego mecz się nie odbył, czyli jak to z dachem było

Kto i kiedy zdecydował o tym, że dach nie został zamknięty? Dlaczego nie można było go zasunąć tuż przed meczem? Dlaczego woda nie odpływała, tylko na murawie tworzyły się kałuże? - m.in. takie pytania zadaje sobie każdy kibic w Polsce, zaskoczony, że nie udało się rozegrać w terminie meczu Polska-Anglia na Stadionie Narodowym. W poniższym tekście staramy się odpowiedzieć na powyższe pytania i uporządkować informacyjny chaos dotyczący wtorkowych wydarzeń
Fakty są takie - mecz Polski z Anglią zaplanowany na wtorek na godzinę 21 nie odbył się z powodu opadów deszczu. Kałuże powstałe z nadmiaru wody na murawie uniemożliwiały grę w piłkę. Sędzia kilka razy wychodził na murawę, by sprawdzić, czy futbolówka będzie w stanie toczyć się po namoczonej trawie. Piłka po jego rzutach nie kręciła się prawie w ogóle, wyglądało to tak, jakby wpadała do basenu i unosiła się na wodzie.

Nic dziwnego, że mecz został przełożony. Zostanie rozegrany dzisiaj o godzinie 17, już prawdopodobnie przy zamkniętym dachu. Dlaczego nie został on zamknięty wczoraj?

Fatalna w skutkach decyzja o niezamykaniu dachu zapadła w poniedziałek. Podjęli ją wspólnie na spotkaniu delegat FIFA Danijel Jost ze Słowenii, sędzia główny Włoch Gianluca Rocchi, piłkarze oraz trenerzy obu drużyn. Być może zbagatelizowano prognozę pogody na wtorek, a ta przewidywała opady. Nikt nie spodziewał się jednak, że będą one tak duże.

We wtorek, kiedy nad Stadionem Narodowym rozszalała się ulewa było już (podobno) za późno na jakąkolwiek interwencję. Powodów jest kilka. Jednym z nich są przepisy FIFA. A one mówią wyraźnie - jeżeli trening odbył się przy otwartym dachu, to również mecz musi zostać rozegrany w takich warunkach.

Polski Związek Piłki Nożnej, który był organizatorem meczu i na którego spadła największa krytyka, wyjaśnił w komunikacie, że mimo wszystko przed meczem " podjęto kroki, aby zamknąć dach stadionu, jednak w takich warunkach pogodowych nie było to możliwe ze względów technicznych". Dach (też podobno) można zasuwać tylko przy dobrej pogodzie. W innym wypadku mógłby uszkodzić się cały mechanizm. Ważne są również względy bezpieczeństwa - zebrana woda mogłaby zalać kibiców.

Piszemy "podobno", bo inne zdanie na ten temat ma sam architekt Stadionu Narodowego. - Dlaczego dach jest otwarty, nie wiem. W każdej chwili można go otworzyć i zamknąć w tych temperaturach, które teraz panują - ocenił Zbigniew Pszczulny na antenie TVN24.

Inną sprawą jest system drenażu murawy, który zdaniem Pszczulnego był zły. - Na Euro 2012 ta warstwa miała 22 centymetry. Obecna ma ok. 2-3. To nie jest ten sam system - powiedział architekt. Te zarzuty odpiera jednak Narodowe Centrum Sportu, który pełni rolę podmiotu wynajmującego obiekt PZPN-owi. - To nieprawda, że warstwa drenażowa ma tylko dwa centymetry. Poza tym przy tej ilości deszczu każda murawa zachowuje się identycznie. 20 minut po tym, jak ustała ulewa, kałuży już nie było, woda odpłynęła - stwierdził szef NCS Robert Wojtaś.

Samą decyzję o przełożeniu meczu podjął Danijel Jost, czyli wspomniany już delegat FIFA. Godzinę uzgodnił z obiema ekipami. Polacy chcieliśmy zagrać 14 listopada, Anglicy nalegali na środę. Zresztą przepisy każą grać dzień lub dwa po wyznaczonym terminie.

Kto twoim zdaniem jest winien farsy na Stadionie Narodowym? [GŁOSUJ]