El. MŚ 2014. Dumny Liechtenstein w ślepym zaułku

Maleńki Liechtenstein poczynił imponujący postęp od momentu pojawienia się na międzynarodowej arenie niecałe 20 lat temu. Selekcjoner Hans-Peter Zaugg obawia się jednak, że reprezentacja kraju mogła znaleźć się właśnie w ślepym zaułku.
Populacja księstwa to zaledwie 35 tys. osób - nie wypełniłaby nawet połowy trybun wielu europejskich stadionów. Mimo tego, reprezentacji kraju udało się zgromadzić cztery punkty w eliminacjach Euro 2012, w których traciła ona tylko nieco ponad dwa gole na mecz.

To może nie wydawać się szczególnym osiągnięciem, jeśli ktoś nie zna wcześniejszych wyczynów zespołu. Np. w eliminacjach MŚ 1998 przegrał wszystkie dziesięć spotkań, tracąc 52 gole, a w eliminacjach Euro 96 zdołał raz zremisować, tracąc 40 bramek.

We wrześniu Liechtenstein przegrał 1:8 z Bośnią, ale takie porażki są już rzadkością. Zaugg uważa, że to dzięki programowi rozwoju, wdrożonemu przez federację.

- Mamy zespoły do 12 lat, do 13 lat, do 14 lat, do 15 lat, do 16 lat i do 18 lat. W ciągu ostatnich czterech lat dziesięciu zawodników trafiło z młodszych reprezentacji do składu seniorów.

Zauggowi nie wydaje się jednak, aby dalsze postępy były możliwe. W kadrze ma bowiem tylko trzech zawodowych sportowców.

- Mogą z nami rozwijać się do 18 lat, ale problem jest potem. Dotarliśmy do momentu, kiedy ciężko jest zrobić następny krok, ciężko jest być jeszcze lepszym.

- Większość naszych piłkarzy to amatorzy. Zawsze mówiłem, że zacząć marzyć o regularnie uzyskiwanych dobrych wynikach możemy dopiero, gdy profesjonaliści grać będą przeciwko profesjonalistom - tłumaczy szkoleniowiec.

Najlepszym rozwiązaniem byłby trening w lokalnym klubie FC Vaduz, ale zespół z drugiej ligi szwajcarskiej, który grał w przeszłości w ekstraklasie, ma inną ścieżkę rozwoju.

Grają w nim piłkarze ze Szwajcarii, Argentyny, Chorwacji, Niemiec, Austrii, Włoch i Francji.

- Największym problemem jest to, że FC Vaduz nie kroczy po wyłącznie liechtensteińskiej ścieżce. Nie skupiają się na lokalnych graczach, mają Szwajcarów, Niemców i Austriaków.

- Nie twierdzę, że powinni mieć tylko piłkarzy z Liechtensteinu, ale w 20-osobowym składzie mogliby mieć, powiedzmy, dziesięciu zawodników z tego kraju - kończy trener.

Trzydzieści lat czekania

Inne małe narody poszukują dobrych piłkarzy za granicą albo poprzez naturalizowanie obcokrajowców. To nie jest jednak opcja dla Liechtensteinu.

Z tego kraju się nie emigruje. Cudzoziemcy, przybywając do kraju, na obywatelstwo mogą liczyć po... 30 latach.

- Piłkarze urodzeni za granicą nie dostaną tutejszego paszportu. Mamy zawodników, którzy się tu urodzili, mówią naszym językiem, a i tak nie mogą dla nas grać - skarży się Zaugg.

Selekcjoner musi więc sobie radzić ze zbieraniną bankowców, księgowych czy hydraulików.

- Trudno coś planować, jeżeli piłkarze muszą dzwonić do pracy i prosić o wolne - powiedział i dodał, że niektórzy przez obowiązki zawodowe omijają treningi a nawet mecze.

- Przeszliśmy niefortunny okres. Ostatnio straciłem czterech ważnych piłkarzy, którzy powiedzieli, że nie mogą dłużej odpuszczać sobie urlopów albo brać bezpłatnych urlopów - tłumaczy Zaugg.

- Gdy ktoś jest młodym singlem, to dla niego aż tak bardzo się nie liczy. Gdy się żeni, potrzebuje pieniędzy i już nie jest tak łatwo. Okropnie szkoda, ale rozumiem sytuację.

Najwierniejsi kibice

Mecze na maleńkim stadionie reprezentacji Liechtensteinu wyglądają, jak spotkania niższych lig.

Wysoką stawkę zdradza dopiero odegranie hymnów narodowych.

Piątkowe spotkanie z Litwą oglądało 1 112 kibiców. Stadion może pomieścić ich 7 800. Prawie wszyscy siedzą na głównej trybunie cichutko, jakby znajdowali się w teatrze.

Grupa najostrzejszych kibiców składa się z 20 młodych ludzi, wykonujących pieśni i bijących w bębny. Głośniejsza była 30-osobowa grupa Litwinów.

Na konferencję prasową po meczu przybyło pięciu reporterów.

Liechtenstein pokonał Litwę 2:0 w eliminacjach Euro 2012, ale tym razem takim samym wynikiem zrewanżowali się im goście.

Po trzech meczach Grupy G gospodarze nie mają ani jednego punktu.

Od dawna pojawiają się propozycje zmuszenia ekip takich, jak Liechtenstein, do eliminacji przedwstępnych. Zaugg wolałby grać więcej spotkań z zespołami zbliżonymi poziomem, ale przyznaje, że w mierzeniu się z najsilniejszymi jest coś wyjątkowego.

- Za każdym razem, gdy zaczyna się losowanie, mamy nadzieję, że trafimy na Niemcy, Francję albo Anglię. To fantastyczne, choć wiemy, że nie mamy z nimi szans.

Zaugg nie omieszkał jednak zapewnić, że piłkarz potrzebuje czegoś więcej, niż paszportu i pary sportowych butów, żeby u niego grać.

Nawet w tak małym kraju dostać się do czołowej "11" nie jest łatwo. Regularnie w piłkę grają w Liechtensteinie 3 tys. osób.

- Mówię im, że mogą być dumni z tego, że są graczami reprezentującej kraj drużyny narodowej. Nie każdy może to robić - podkreśla Zaugg.

Więcej o: