Nowelizacja Prawa wodnego, a rowerzysta

11.05.2014 prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelizację Prawa Wodnego, co ułatwi budowę dróg rowerowych, wytyczanie szlaków turystycznych wzdłuż rzek oraz umożliwi jazdę rowerem po wałach przeciwpowodziowych. Wbrew wielu entuzjastycznym wypowiedziom akt ten nie sprawi, że nagle w Polsce powstaną tysiące kilometrów ścieżek rowerowych, jest jednak ważny co najmniej z kilku powodów.

Większość ważnych szlaków rowerowych w Europie ciągnie się wzdłuż rzek i kanałów. Wzdłuż Renu, Dunaju, Łaby, Loary czy kanału Południowego co roku przejeżdżają dziesiątki tysięcy rowerzystów. Wiele z tych tras wytyczonych jest na koronach wałów przeciwpowodziowych lub po ścieżkach burłacznych (czyli wiodących wzdłuż kanału dróżkach, z których ciągnięto barki). Niestety taki widok nie jest częsty w Polsce, gdzie jeszcze do tej pory prawo zakazywało poruszania się pojazdów po koronach wałów.

Zobacz też: Turystyka rowerowa last minute

Cykloturyści jadący prawie tysiąc kilometrów wzdłuż Nysy i Odry zostawiali swoje pieniądze po zachodniej stronie tych rzek, gdzie czekał na nich gładki, wyasfaltowany, dobrze oznaczony i w większości oddzielony od ruchu samochodowego szlak, a nie po naszej, gdzie czekały na nich zakazy i dziurawe drogi dzielone z autami.

Drogi wzdłuż rzek i kanałów mają wiele plusów. Po pierwsze zasadniczo są płaskie, co zwiększa dostępność szlaków dla mniej wysportowanych rowerzystów (cykliści bardziej ambitni wybierają górne biegi rzek). Po drugie prowadzą często po terenach wciąż dzikiej lub przynajmniej nie nadmiernie ucywilizowanej przyrody i pozwalają na bliski z nią kontakt. Po trzecie nad rzekami od zawsze kwitło życie społeczno-gospodarcze, co sprawia, że najpiękniejsze historyczne miasta, zamki i klasztory umieszczone są często właśnie nad brzegami europejskich rzek. Po czwarte wreszcie - nizinna część Europy to gęsta sieć rzek i kanałów, często bardzo długich, spajających kontynent, co pomaga planować długą trasę. Krótko: łatwa dostępność, gęsta sieć i piękne połączenie natury z kulturą. Dokładnie to, czego potrzebują rowerowi turyści.

Zobacz też: Rowerem wzdłuż Wisły

Cieszy więc, że Polska dołączy wreszcie do rowerowej Europy i będzie mogła zaproponować swoją (bardziej dziką) wersję szlaku wzdłuż Odry, szlak Wisły i szlaki wzdłuż innych rzek. Nie chodzi wszak jedynie o ułatwianie życia rowerzystom. Turystyka rowerowa to przede wszystkim pieniądze i szansa na ożywienie społeczno-gospodarcze często niewielkich ośrodków. Turysta rowerowy coraz częściej nie jest już nocującym na dziko i jedzącym mielonkę z puszki wagabundą. Potrafi wydać w ciągu tygodniowych wakacji setki euro. A właśnie mniej więcej tydzień będzie mu potrzebny, by przejechać się wzdłuż polskiego Bugu lub przejechać od Krakowa do Warszawy wzdłuż Wisły. Nagle dawno zapomniane miasteczka i wioski, w których jeśli ktoś się zatrzymuje to przez przypadek na kawę z plastikowego kubka, mogą zacząć liczyć na zastrzyk pieniędzy od rowerowych turystów z Polski i zagranicy.

Stanie się tak jednak tylko wówczas, gdy w oparciu o nowe prawo, uda się porozumieć samorządom na szczeblu lokalnym, regionalnym i krajowym. Nie ma sensu budowanie szlaku rowerowego na terenie gminy czy powiatu. Aby rzeczywiście przyciągnąć turystów potrzebna jest kooperacja na całej długości szlaku. Sprawna inwestycja, która zacznie i skończy się mniej więcej w tym samym czasie i nie zostawi po drodze dziur. Ale to nie wszystko. Później przyjdzie czas na konsekwentne oznakowanie, identyfikację wizualną, promocję. Wspólnie, dla wspólnych korzyści. A to nie zawsze w naszym kraju ostatnio się udaje.

Zobacz też: Na rowerze od morza do gór

Te miejsca w Europie, które rzeczywiście przyciągają rocznie dziesiątki tysięcy turystów i pozwalają generować miliony euro zysku, to miejsca, gdzie udało się stworzyć szeroką koalicję. Tabliczki szlakowe nie zmieniają się co granicę regionu, w każdym miasteczku jest drogowskaz do pensjonatu, w którym jest strzeżony garaż rowerowy, a na turystów czekają dobrej jakości mapy z oznaczeniem atrakcji i warsztatów. Dobrze przy tym pamiętać, że szlak rowerowy nie gryzie się z asfaltem czy inną dobrą nawierzchnią. Coraz więcej turystów rowerowych to rodziny z dziećmi i osoby starsze (zresztą tacy użytkownicy najdłużej też zostają na szlaku i zostawiają na nim najwięcej pieniędzy), warto więc o nich zadbać. Ci, którzy lubią poszaleć w terenie w każdej chwili mogą znaleźć jakiś niewybetonowany las czy pole.

I tu dochodzimy do bardzo ważnego aspektu podpisu prezydenta. Turystyka rowerowa w naszym kraju długo była postrzegana jako domena kilkukilometrowych błotnistych szlaków przez nieużytki. To, co mówi się przy okazji nowelizacji, każe nieco zmienić perspektywę. Długie podróże, więcej turystów, ale również - więcej przejazdów nieturystycznych. Kto powiedział, że szlak rowerowy ma być przydatny tylko w wakacje? W Europie powstaje coraz więcej "tras szybkiego ruchu" dla rowerzystów - również tych codziennych, którzy potrafią dojeżdżać nawet ponad 40 kilometrów rowerem do pracy . Oni naprawdę wolą wybrać asfalt i chcieliby też czuć się na nim bezpiecznie.

Zobacz też: Dokąd jedziemy? Czyli jak nie zawracać sobie głowy planowaniem trasy

Wreszcie ostatnia rzecz, którą uważam za ważną. Nowelizacja i to, jak się o niej mówi, pozwala potraktować rower jako szczególny pojazd prowadzony przez ludzi o szczególnych potrzebach. Rowerzyści nie są już tylko dodatkiem do ruchu ulicznego, nie są też specyficzną odmianą osób lubiących turystyczne taplanie się w błocie. Zyskują autonomię w swoich potrzebach, a samorządy dostają narzędzia do zaspokajania tych potrzeb. Jeśli dodamy do tego środki finansowe - unijne, ale również krajowe, oraz wiarę w to, że nie zamarła w Polakach wola porozumienia się, to liczyć możemy na to, że rzeczywiście w ciągu kilku-kilkunastu lat doczekamy się w Polsce ponadregionalnych szlaków rowerowych o europejskim znaczeniu.

Więcej o: