Jezdnia nie tylko dla samobójców

Mój ubiegłotygodniowy artykuł zachęcający chodnikowych rowerzystów do wykorzystania wakacji na przełamanie strachu przed jezdnią spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem, wywołując burzliwą dyskusję. Chciałem odnieść się do niektórych argumentów i - jeszcze raz - zachęcić do jazdy jezdnią (tam, gdzie nie ma drogi dla rowerów). Nie. Nie jestem samobójcą ani idiotą.

Poniższy artykuł jest odpowiedzią na komentarze pod wcześniejszym tekstem:

Wakacje od chodnika

Rowerem po "szybkiej" ulicy

Właściwie większość moich oponentów przywoływała w różny sposób po raz kolejny argument z poczuciem bezpieczeństwa. Wolny.kan.gur pisze: "Trzeba być samobójcą aby np. na ulicy Puławskiej w Warszawie na odcinku poza centrum jechać rowerem. Teoretycznie obowiązuje tam ograniczenie do 50 km/h ale większość pojazdów jedzie tam ponad 100 km/h do tego mnóstwo TIRów i autobusów".

Ulica Puławska jest bardzo ciekawym przypadkiem. To niemal nieustannie zakorkowana wielopasmowa arteria wylotowa w kierunku licznych podwarszawskich osiedli. Rzeczywiście ruch jest tam duży, wiele aut jeździ szybko (jeśli nie ma korków) i niestety niebezpiecznie. Na niektórych odcinkach jest też pobocze oraz droga dla rowerów. Pasy ruchu tej jezdni są na tyle szerokie, że rowerzystę można wyprzedzić z dość dużym zapasem. Oczywiście musi on być dobrze widoczny i zachowywać się w sposób przewidywalny (nie jechać wężykiem, sygnalizować skręty). Ci, którzy boją się tej ruchliwej drogi zawsze mogą poszukać rozwiązania alternatywnego i jechać bocznymi drogami lub wręcz przez las (kabacki). Wbrew pozorom szukanie drogi na około nie będzie wcale bardziej czasochłonne niż jazda nierównym chodnikiem, co chwilę przecinanym wysokimi krawężnikami.

Zobacz też: Ścieżki już są, teraz czas na edukację

Rowerzysta kontra pieszy

Pisałem w swoim tekście, że zjechanie z chodników jest ważne m.in. dla zapewnienia komfortu pieszym (którzy - w co może rowerzystom niełatwo uwierzyć - mają w ruchu drogowym jeszcze gorzej niż my). Nie zgadza się ze mną malachi1983: "porównywanie zagrożenia dla rowerzysty na ulicy ze strony kierowców samochodów, do zagrożenia dla pieszego na chodniku ze strony rowerzystów jest zupełnie nieproporcjonalne. Ani ja, ani NIKT z moich znajomych (WSZYSTKICH ZNAJOMYCH!!!) nigdy nie doznał żadnego uszczerbku na zdrowiu z powodu nieprawidłowej jazdy rowerzysty po chodniku (ani nigdzie indziej). Zarówno ja jak i kilku moich znajomych doznało natomiast uszczerbku na zdrowiu w wyniku nieprawidłowej jazdy kierowcy samochodu na ulicy. Statystyki policyjne w pełni popierają moje obserwacje".

Owszem - przypadki groźnego potrącenia pieszego przez rowerzystę zdarzają się rzadko. Ale - wbrew anegdotycznemu dowodowi malachiego - zdarzają się. Również śmiertelne. O ile jednak zjeżdżając z chodników możemy to niewielkie ryzyko zminimalizować niemal do zera, to wjeżdżając na jezdnie, wcale nie podnosimy bardzo istotnie ryzyka własnej śmierci. Dzieje się tak dlatego, że do wypadków rowerzystów z samochodami zazwyczaj dochodzi na skrzyżowaniach, na których tak czy siak musimy się pojawić. Co więcej na przykład dwa ostatnie wypadki śmiertelne z udziałem rowerzystów w Warszawie i okolicach miały miejsce na przejściach dla pieszych (pokażcie mi rowerzystę, który jedzie chodnikiem i schodzi z roweru na przejściu). Żeby było jeszcze ciekawiej - jedna z dwóch śmiertelnych ofiar wypadku z udziałem roweru w 2012 to uczestniczka zderzenia dwóch rowerów na przejściu dla pieszych (nie przejeździe!). To nie chodnik czyni nas bezpieczniejszymi tylko rozsądek.

Zobacz też: Jaki rower na miasto

Czujesz się zagrożony? Zgłoś to!

Oczywiście wszystkiego nie przewidzimy i wszystkiemu nie zapobiegniemy. Ponad połowa rowerzystów ginących co roku w wypadkach na polskich drogach ginie z winy kierowców. Kierowcę częściej spotykamy na jezdni niż na chodniku - to jasne. Idealnie byłoby, gdyby kierowcy przestrzegali prawa, nie przekraczali prędkości, nie wymuszali pierwszeństwa i prawidłowo wyprzedzali. 1spruce pisze, że przepis dotyczący warunków dopuszczających jazdę po chodniku "musi zostać zmieniony w następujący sposób: Zamiast "...kiedy na jezdni dopuszczalna prędkość jest większa niż 50 km/h..." musi być: "...kiedy na jezdni prędkość WYNOSI więcej niż 50 km/h...". Tak naprawdę lepiej byłoby, gdyby policja egzekwowała przepisy a zarządcy dróg budowali je w taki sposób, aby do zachowań niebezpiecznych nie dochodziło. Dlatego jeśli na drodze, którą chcielibyście jeździć, ale się boicie, dochodzi do niebezpiecznych zachowań - zgłaszajcie to policji i zarządcom dróg. Jeśli będą dostawali dużo sygnałów o łamaniu przepisów, będą musieli zacząć reagować. Zyskają na tym wszyscy (również kierowcy, bo wolniejsza jazda to - wbrew obiegowym mitom - wyższa przepustowość).

Ważne jest też to, co już pisałem. Nasze masowe pojawienie się na drogach przyczyni się do wzrostu naszego bezpieczeństwa (to pokazują wszystkie statystyki). Oczywiście rozumiem obawy tych, którzy nie chcą być "mięsem armatnim". Większość przestraszonych jednak nie próbowała nigdy, czym jest jazda jezdnią. Ale jeśli spróbowali, z odpowiednią wiedzą o przepisach, po nieco spokojniejszych drogach, szybko przekonywali się, że nie taki diabeł straszny. Rower jest pojazdem i jezdnia jest jego naturalnym środowiskiem. Nie jest tak, jak pisze kriso13: "Zasady są proste. Samochody jeżdżą po ulicach, piesi chodzą po chodnikach, a pedalarze po ścieżkach rowerowych. Tam gdzie nie ma ścieżek prowadzą rower". Jezdnia jest również nasza. Nauczmy się z niej korzystać.

Zobacz też: Przedni amortyzator w mieście - zbędny czy obowiązkowy

Jedź metr od krawężnika

A jak z niej korzystać? Bbzybzymelek narzeka: "błagam o jedno - niech rower jadący jedynym pasem w danym kierunku nie jedzie 15 na godzinę samym środkiem tego pasa, w słuchaweczkach, jakby był sam jeden na jezdni. W większości przypadków jazda blisko krawężnika naprawdę pozwoli na wyprzedzenie roweru i większą płynność ruchu". Rower jadący jezdnią rzeczywiście powinien poruszać się możliwie blisko prawej krawędzi prawego pasa. Możliwie blisko nie oznacza jednak 5 cm od krawężnika. Wciskanie się na sam margines drogi to proszenie się o kłopoty. Czekają tam na nas zapadnięte (lub wyniesione) studzienki kanalizacyjne, nierówna nawierzchnia, różne śmieci. Poza tym - samochody nie będą miały skrupułów, by wyprzedzać nas bez zmiany toru jazdy, co często oznacza właśnie wyprzedzanie "na gazetę". Jazda solidny metr od krawężnika w żaden sposób nie wpływa negatywnie na "płynność ruchu" (a nawet jeśli, to bezpieczeństwo jest ważniejsze od tych kilku sekund) a istotnie polepsza naszą widoczność i sprawia, że ryzykujemy mniej. Pamiętajmy też o tym, że zbliżając się do skrzyżowania pasem, z którego można kontynuować jazdę w więcej niż jednym kierunku, mamy prawo jechać środkiem tego pasa (żeby uniemożliwić niebezpieczne w tym przypadku wyprzedzanie i skręt w prawo).

Zobacz też: Bezpieczeństwo a ryzyko wypadku

Miasto to nie tylko kierowcy

Ojciec_niedyrektor narzeka: "Może artykuł należy zacząć od tego, dlaczego rowerzyści wolą narażać się na mandat niż na utratę zdrowia a nawet życia. Dlaczego często nie mają innego wyjścia niż kontynuować jazdę po chodniku, bo inaczej się nie da". Jest w tym dużo racji. Pisałem zresztą o tym - czego może Ojciec nie zauważył - na początku swojego artykułu: winę ponoszą nie rowerzyści, ale wciąż rażące nieprzystosowanie miast do potrzeb niechronionych uczestników ruchu. Dlatego swój ubiegłotygodniowy poradnik chciałem wzbogacić o kolejny punkt, który podpowiedziało Zielone Mazowsze: jeśli w twojej okolicy jest za mało infrastruktury rowerowej i to sprawia, że wydaje ci się, że musisz jeździć rowerem po chodniku, pisz do władz miasta czy gminy, domagając się pasów i dróg rowerowych. Zorganizuj kampanię, monituj, wygraj budżet obywatelski. Wakacje to dobry czas, by zaprojektować strategię. To również czas, w którym budżety na następny rok jeszcze nie są zamknięte - przypomnijcie więc waszym włodarzom, że poza kierowcami tam gdzie żyjecie są także inni uczestnicy dróg. A dopóki ścieżek nie ma - szukajcie swoich dróg tak, by być bezpiecznymi, ale by nie narażać też innych. I uważajcie - szczególnie na skrzyżowaniach.

Więcej o: